Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Łapicki wiesza psy na "M jak Miłość"

88-letni Andrzej Łapicki jest rozżalony, że produkcja "M jak Miłość" podziękowała mu za współpracę. Czuje się też rozczarowany tym, w jaki sposób to zrobiła.

W wywiadzie dla "Faktu" aktor zwierza się, że przez złych ludzi z Dwójki "do dziś na słowo 'serial' dostaje drgawek". "Wywalili mnie bez słowa. Nikt do mnie nawet nie zadzwonił, nie przeprosił, nie wytłumaczył" - oburza się. "To jest takie towarzystwo..." - zżyma się.

Podsumowując, żałuje udziału w najpopularniejszej polskiej telenoweli. Dziś wie, że już by się na coś takiego nie zdecydował, bo "serial to upadek dla aktora". Nawet pieniądze nie są już argumentem, który by go przekonał, mimo że za dzień na planie zdjęciowym zgarniał 5 tys. zł - sumkę, której zazdrościł mu grający samego nestora rodu Mostowiaków Witold Pyrkosz (on mógł liczyć na "jedyne" 3 tys.).

Reklama

Producenci tasiemca musieli mocno zaleźć mu za skórę, bo przecież jeszcze przed pracą na planie mówił, że uważa "M jak Miłość" za najlepszy polski serial. "Wolę grać w teatrach za dużo mniejsze pieniądze niż w serialach za znacznie większe" - deklaruje teraz z goryczą.

W "M jak Miłość" Łapicki grał Tadeusza Budzyńskiego, bogatego wuja Andrzeja (Krystian Wieczorek) z Ameryki, który próbował uwieść Barbarę Mostowiak (Teresa Lipowska) i sporo namieszał w życiu uczuciowym pozostałych mieszkanek Grabiny. Tęsknicie za jego postacią?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »