Minęły 4 miesiące, odkąd Katarzyna Nosowska zamieściła na swoim Instagramie filmik, nagrany w ramach współpracy z producentem mleka roślinnego.
Katarzyna Nosowska i Caroline Derpienski: o co poszło?
Znana z poczucia humoru i dystansu do siebie artystka w prześmiewczym nagraniu wcieliła się w fikcyjną postać celebrytki, która po wyjeździe za ocean zmieniła sobie personalia i błyskawicznie zapomniała, jak poprawnie posługiwać się ojczystą mową.
Chociaż wydaje się jasne, że Nosowska, otwiera się w nowym oknie, przedstawiająca się na filmiku jako Kate Nosauski, sięgnęła do stereotypu polskiej celebrytki na emigracji, próbującej olśnić rodaków światowym życiem za oceanem, Caroline Derpienski w tej parodii rozpoznała siebie.
Mimo że możliwych wzorców było więcej, np. większość obsady emitowanych w TVN-ie programów „Żony Hollywood” czy „Żony Miami”, pochodząca z Białegostoku Derpienski uparła się, że chodzi właśnie o nią.
Pod filmikiem Nosowskiej zamieściła komentarz, w którym elegancko i taktownie wypomniała piosenkarce wiek, a następnie zagroziła pozwem. Dopiero po jej wpisie Nosowska, w drugiej części swojego filmiku, wymieniła imię Caroline i nawiązała do fragmentu, w którym białostoczanka nazywa ją babcią.

Caroline Derpienski wciąż grozi pozwem
Wprawdzie od tamtego czasu ani Katarzyna, ani reklamodawca żadnych dokumentów w tej sprawie nie otrzymali, jednak Caroline zapewnia, że nie zapomniała o sprawie. Wręcz przeciwnie, w rozmowie z Plotkiem zapewniła, że nad pozwem pracuje „cała grupa ekspertów”.
Derpieński uściśliła, że chodzi o kilkudziesięcioosobowy zespół prawników, który od 4 miesięcy zastanawia się, jak ugryźć 50 milionów złotych, których blond celebrytka domaga się od Nosowskiej i producenta mleka roślinnego.
Wczoraj w podcaście "Wojewódzki&Kędzierski" piosenkarka wróciła wspomnieniami do konfliktu z Derpienski. Jak ujawniła w rozmowie z Kubą Wojewódzkim, jedna myśl nie dawała jej spokoju:
„Miałam poczucie bezradności. Jeżeli ktoś mówi, że jestem hejterem, to ja nie chcę być tak interpretowana. Właściwie ze wszystkich możliwych reakcji na ten żarcik tylko to mnie dotknęło”.
Katarzyna Nosowska: co ma sobie do zarzucenia?
Zarówno pod pierwszym, jak i drugim nagraniem, zamieszczonym przez Nosowską, ukazało się wiele komentarzy, w których internauci jasno dawali do zrozumienia, że pojmują jej intencje i bez problemu rozpoznają stereotypy, które wyśmiewa. Nie zabrakło jednak opinii, sugerujących, że Nosowska posunęła się za daleko, a jej nagranie zahacza o hejt.
W rozmowie z Kubą Wojewódzkim piosenkarka dała do zrozumienia, że tylko dzięki pracy nad sobą, którą wykonała przez minione lata, nie zadręczała się tym tygodniami:
"Wiesz co, to mnie dotknęło i trwało to wrażenie myślę, że z półtorej doby. To jest bardzo krótko i to jest właśnie ta zmiana, bo dawniej bardzo wiele rzeczy dotykało mnie i to się utrzymywało we mnie strasznie długo. Za długo".
Jak przyznała, towarzyszyła jej myśl, że nie wyciągnęła wniosków z wcześniejszej awantury o feminatywy, otwiera się w nowym oknie, po tym, gdy w TOK FM wyznała, że nie jest ich entuzjastką:
„Zasadniczo chodziło o ten sam temat. Nie byłam wystarczająco precyzyjna, żeby ktoś nie mógł mi zarzucić rzeczy, które są całkowicie poza moim spektrum zainteresowań ludzkich”.
Katarzyna Nosowska i Caroline Derpienski nie miały, przynajmniej do tej pory, spotkać się osobiście. Z wypowiedzi piosenkarki wynika, że raczej już tak zostanie. Jak wyjaśniła Nosowska, nie chodzi o chęci, czy ich brak, tylko o lokalizację:
"Ja nie sądzę, żeby ona bywała tam, gdzie ja siedzę, czyli u mnie w domu".
Zobacz też:
Caroline Derpienski chce grube miliony za "haniebną" reklamę Nosowskiej. Eksperci już ją przejrzeli
Derpienski znów atakuje Nosowską. Niebywałe, co tym razem zrobiła
"Damy i wieśniaczki": Caroline Derpieński w show TTV. Widzowie zmienili o niej zdanie?










