Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Justyna Steczkowska: Kolejne problemy gwiazdy. Najpierw wypadek samochodowy, a teraz to!

Zaledwie miesiąc minął od groźnego wypadku, w którym jako pasażerka brała udział Justyna Steczkowska (44 l.), a już na horyzoncie pojawiają się kolejne czarne chmury.

Policyjne śledztwo w sprawie jej menadżera, który tego feralnego dnia prowadził złotego lexusa, dało zaskakujące rezultaty. - W momencie zdarzenia kierujący lexusem miał wydaną obowiązującą decyzję administracyjną o zatrzymaniu prawa jazdy - mówi "Rewii" aspirant Agnieszka Ciereszko, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Żyrardowie.

Reklama

Oznacza to, że menadżer piosenkarki usiadł za kółkiem, choć nie powinien tego robić. W dodatku w rozmowie z dziennikarzami mijał się z prawdą: "Posiadam oczywiście prawo jazdy, bo przejeżdżam wiele kilometrów w ciągu roku, po prostu zapomniałem dokumentu, ale to, czy go posiadam, zostało zweryfikowane przez policję...".

Teraz oboje zeznawać będą w sądzie (Steczkowska jako świadek). - Przeciwko kierującemu zostanie skierowany wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Poniesie też konsekwencje prowadzenia auta mimo zatrzymanego prawa jazdy - mówi aspirant Ciereszko.

Zdenerwowana sytuacją Justyna Steczkowska tuż po wypadku wyleciała z całą rodziną na wakacje do Kanady. Przemyślała kilka spraw i odbyła poważną rozmowę z mężem Maciejem Myszkowskim. Małżonek zawsze się o nią martwił. Przestrzegał przed zbytnią ufnością wobec ludzi. Teraz okazało się, że miał dużo racji.

Artystka już kilkakrotnie cudem wyszła cało z wypadku. Kilka lat temu kierowca tira zasnął na drodze i wjechał w auto Steczkowskiej. Miała ona wówczas szczęście, że przeżyła. Podobnie było 5 lat temu w podwarszawskich Jankach. O świcie kierowca busa staranował jej samochód.

- Przeraziłam się potwornie. Gdybym jechała więcej niż 40 km na godzinę, to by mnie nie było. Brakowało 30 centymetrów do tego, bym miała zmiażdżone nogi. Bóg nade mną czuwał - mówiła. Wypadek sprzed 5 lat zdarzył się w wyjątkowo trudnym dla piosenkarki okresie. Jej mąż zmagał się z chorobą. Justyna miała na głowie i pracę, i dom. Szczęśliwie chorobę udało się pokonać.

To po tych dramatycznych doświadczeniach małżonkowie podjęli decyzję o trzecim dziecku. Justyna Steczkowska i Maciej Myszkowski doskonale wiedzą, jak kruche jest szczęście. I jak łatwo je stracić. Po raz kolejny los im o tym przypomniał teraz, przestrzegając przed ryzykiem.

Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Steczkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje