Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

​Joanna Koroniewska wspomina szkołę aktorską: "Bawiła się moim strachem, ewidentnie to lubiła"

Nie milkną echa głośnej afery wokół środowiska aktorskiego. Kolejne gwiazdy opowiadają o swoich traumatycznych doświadczeniach w trakcie edukacji. Tym razem głos zabrała Joanna Koroniewska (42 l.), dla której studenckie wspomnienia są szczególnie bolesne.

Joanna Koroniewska jest absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Aktorka postanowiła przerwać milczenie i opowiedzieć o swoich doświadczeniach ze szkołą.

Wszystko wskazuje na to, że post Anny Paligi dodał odwagi całemu środowisku aktorskiemu i sprawił, że podzielili się oni swoimi traumatycznymi wspomnieniami.

Koroniewska w swoim obszernym wpisie na Facebooku zdradziła, z jakim bólem musiała zmagać się przez te wszystkie lata. Aktorka zwierzyła się, że była obrażana i upokarzana. Jej oprawczynią była wspomniana już przez Weronikę Rosati Ewa Mirowska.

Okazało się, że nie tylko Rosati doświadczyła psychicznego znęcania się przez panią profesor. Joanna Koroniewska wyjawiła prawdę o swojej edukacji w tym miejscu.

"Tak, na samą myśl o nazwisku Ewa Mirowska robi mi się niedobrze. W imię zahartowania mnie, od razu na początku wybrała mnie sobie za cel i szczerze, była to niekończąca się moja walka z upokorzeniem, wstydem i samymi najgorszymi emocjami. Wybitna Pani Pedagog wymyślała mi ksywy, które raniły mnie do żywego, wciąż zwracała uwagę na to, jaka to jestem głupia, używając przy tym naprawdę mocnych słów. Najgorszych. Najmocniejszych" - zaczęła w swoim wpisie na Facebooku.

Koroniewska doskonale pamięta jeden z egzaminów, w trakcie którego Mirowska krzyczała na aktorkę i upokarzała. "Bawiła się chyba tym moim strachem, ewidentnie to lubiła. A ja?! Ja niczym w traumie wciąż zapominałam" - zwierzyła się.

Reklama

Najgorsze miało dopiero nadejść.

W trakcie nauki Koroniewskiej jej mama chora na raka, żegnała się z życiem. Młodziutka aktorka poprosiła profesorkę, by ta dała jej jeden dzień wolny na pożegnanie się z matką.

Mirowska nie zgodziła się. "Zostałam wtedy wyzwana od egoistek, że myślę tylko o sobie, a nie o kolegach, którzy potrzebują próby ze mną, po czym rzucona została słuchawka. Kiedy ponownie wybierałam numer, nikt nie odebrał, co było jednoznacznym sygnałem, że nie mam wyboru" - czytamy we wpisie Joanny.

Gdy żona Dowbora udała się na próbę do Łodzi, jej mama zmarła. Nie był to jednak koniec jej dramatycznych wspomnień. Koledzy z roku Joanny mieli problemy, by dotrzeć na pogrzeb jej mamy.

Nauczyciele buntowali młodych adeptów aktorstwa, a swoje zachowanie tłumaczyli słowami, że "sztuka jest ważniejsza niż życie".

Okazuje się, że aktorka o całym dramacie z młodości nie opowiedziała nawet swojemu mężowi. We wpisie zdradziła, że chciała zapomnieć o tych wszystkich wydarzeniach.

"Wielki szacunek dla Anny Paligi. Czasem sama żałuje, że kilkanaście lat temu nie miałam tyle odwagi co ta młoda aktorka! Dziękuję Ci bardzo, bo zbyt długo w sobie to dusiłam i zbyt wiele osób zostało skrzywdzonych w ciągu wielu lat" - zakończyła swoje zwierzenia.



pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Joanna Koroniewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »