Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jarosław Kret i Beata Tadla planują swój ślub! Tygodnik zdradza szczegóły!

Jarosław Kret (53 l.) i Beata Tadla (42 l.) to dość specyficzna para w polskim show-biznesie. Nikt nie wróżył im długiego związku, a tymczasem zakochani planują swój wielki, szczęśliwy dzień. Jednak nie robią tego sami!

Stworzyć szczęśliwą i kochającą się rodzinę w dzisiejszych czasach to nie lada sztuka. Wygląda na to, że Beacie Tadli i Jarosławowi Kretowi udało się tego dokonać! Niedawno kupili nowy dom, mają stabilną pracę i realizują swoje pasje.

Reklama

Mimo to miewają także i gorsze dni. Para, która jest ze sobą już 4 lata, ujawniła niedawno, jak naprawdę wygląda jej życie. I mocno zaskoczyła szczerością. Okazuje się, że są rzeczy, które ich bardzo dzielą, a także, że przechodzili kryzysy!

Ona jest ambitna i do bólu punktualna. Bardzo nie lubi, gdy jej ukochany zbyt długo rozmawia z pięknymi kobietami. On z kolei dopiero uczy się, że z kobiecego punktu widzenia taka niewinna rozmowa z koleżanką może czasem wyglądać na niebezpieczną... 

Ale to nie koniec różnic! Beata Tadla nie lubi wypraw do Indii i Afryki, a pan Jarosław uwielbia tam podróżować. Do nieporozumień dochodziło też wtedy, gdy pogodynek jakiś czas temu zmagał się z przeziębieniem.

Rozdrażniony nadopiekuńczością wyprowadził się z domu do swojej kawalerki na warszawskiej Starówce! Beata Tadla musiała użyć fortelu, aby wyciągnąć go z kryjówki. Przywiozła mu jego ulubioną zupę pomidorową i naleśniki! 

"Stworzyła taki dom, do którego chce się wracać. Ja za Beatą pójdę na koniec świata" - wyznał prezenter w niedawnym wywiadzie dla miesięcznika "Kobieta i Życie".

Ten koniec świata może być na... Mauritusie, malowniczej wyspie leżącej na Oceanie Indyjskim. Oboje kochają to miejsce. Właśnie tam syn pani Beaty, Janek (16 l.) chce... urządzić im ślub!

"Ja wam wszystko zorganizuję, bo jestem dobry w planowaniu" - powiedział rezolutny nastolatek w tym samym wywiadzie.  

I jest do swoich planów przekonany, mimo iż wcześniej musiał się wiele nasłuchać. Choćby tego, że takie ceremonie nie mają dla nich znaczenia, o czym przekonywała go mama. Albo że nie jest im potrzebny żaden pan, który powie, że od tej pory są mężem i żoną, którego to argumentu użył Jarosław Kret

Ale widocznie nastolatek wyszedł z założenia, że dorośli powinni jednak powiedzieć sobie: tak. Kto wie, czy wkrótce nie dopnie swego i nie połączy węzłem małżeńskim mamy i jej wybranka.

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Kret | Beata Tadla

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje