Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jan Suzin: Dżentelmen z ostrym dowcipem

O jego romansie z Ireną Dziedzic plotkowała stolica w latach 50. XX w. Potem został jedną z najbardziej znanych twarzy polskiej telewizji.

Przystojny, taktowny, mający w sobie coś z angielskiego lorda - tak o spikerze Janie Suzinie (†82 l.), którego aksamitny głos elektryzował całą Polskę, mówili widzowie. Tymczasem pan Jan lubił bywać na plażach dla nudystów, opowiadał pikantne dowcipy, padł też ofiarą zemsty kochanki...

Reklama

Legendarny spiker pochodził z litewskiego rodu o szlacheckich korzeniach. Jego przodkiem był filareta Adam Suzin, przyjaciel Adama Mickiewicza, zesłany przez władze carskie na Sybir.

Nic nie zapowiadało, że Jan stanie się ulubieńcem widzów. Początkowo wybrał drogę, którą podążał jego ojciec, architekt. W 1952 r. Jan skończył studia na tym kierunku, a cztery lata później Suzinowie podpisali się razem pod projektem rekonstrukcji i odbudowy warszawskiego Kościoła Garnizonowego. Jednak Jan szukał ciekawszych wyzwań.

W "Expressie Wieczornym" przeczytał ogłoszenie o naborze do telewizji, a potem spotkał znajomą, Olgę Lipińską (80 l.), która namówiła go do udziału w konkursie na spikera. O posadę walczyło 2700 kandydatów, ale to Jan okazał się do tej pracy stworzony i 26 listopada 1955 r. rozpoczął swój pierwszy dyżur.

Nie samym zarabianiem na chleb żył jednak czarujący prezenter. W jego życiu pojawiła się pięć lat starsza od niego Irena Dziedzic (93† ), nietuzinkowa i piękna dziennikarka, prowadząca "Tele-echo". Plotka głosiła, że to dzięki jej protekcji wygrał konkurs. Ale tak naprawdę Irena trafiła do telewizji w marcu 1956 r., gdy Jan zdobywał już tam szlify i szybko stracił dla niej głowę.

Początkowo, choć Dziedzic była jeszcze mężatką, wszystko układało się między kochankami jak w bajce. Tym bardziej że jej uczucie do męża Janusza Bałabana, inżyniera mechanika, dawno wygasło i starała się o rozwód, który w końcu dostała. Ale wtedy... Jan stracił już zainteresowanie ówczesną królową telewizji.

W jego sercu zagościła bowiem aktorka Alicja Pawlicka (85 l.), ponętna brunetka o smutnych, ale hipnotyzujących oczach. Irena nie lubiła przegrywać, więc gdy się o tym dowiedziała, odpłaciła mu za zdradę nie tylko wystawiając jego walizki za drzwi. W czasie, gdy ich miłość jeszcze kwitła, wspólnie kupili samochód "P-70", na który Dziedzic wzięła potężny kredyt, podżyrowany przez Jana i jego kolegę.

- Po zerwaniu z Suzinem Dziedzic zabrała mu samochód, sprzedała a pieniądze całe wzięła sobie - taki opis znajduje się w aktach IPN-u z 1962 r. Nie spłacała też kredytu, więc ten przykry obowiązek spoczął na Janie.

Jak się z tego tłumaczyła? - Po pierwsze nie będzie Suzin woził byle "dziwek" samochodem, którym kiedyś jeździła Irena Dziedzic. Po drugie, w okresie płacenia rat Suzin był bez grosza, u niej mieszkał, u niej się żywił, a więc wóz jest jej - donosił "Marian", tajny współpracownik SB.

Janowi ten nerwowy czas pomagała przetrwać piękna Alicja, którą poznał w 1958 r., gdy grała w Teatrze Telewizji, w spektaklu emitowanym na żywo. Po skończonej pracy cała ekipa urządziła przyjęcie, na które Alicja zaprosiła Jana. Impreza skończyła się w "Kameralnej" na Foksal w Warszawie i tam między nimi zaiskrzyło.

- Od "Kameralnej" zaczęło się nasze życie. Pobraliśmy się w 1965 r. - wspominała w książce "Prezenterki". Po ślubie zakochani zamieszkali na Saskiej Kępie.

Gdy telewizja zaczęła Suzinowi zajmować za dużo czasu, zrezygnował całkowicie z pracy architekta. Nigdy tego nie żałował, choć w jego karierze zdarzały się dramatyczne sytuacje. Jak wtedy, gdy ogłoszono w Polsce stan wojenny, a władza za wszelką cenę chciała, aby spikerzy występowali w mundurach.

- Powiedziałam do męża: "O nie, ty już tam nie pójdziesz". I ukrywałam go - wyznała Pawlicka. Gdy dzwonili do nich mundurowi kłamała, że Jana nie ma w domu. Ale któregoś dnia nieopatrznie otworzył drzwi i musiał udać się do pracy w asyście żołnierzy. - Prezenterzy dziennika ochoczo wskoczyli w mundury. My zaś przytomnie zadaliśmy pytanie, czy ktoś wyobraża sobie Edytę Wojtczak w mundurze? I mieliśmy spokój - wspominał Suzin.

Kolejnym trudnym momentem było jego odejście z telewizji. - Nie żegnał się z widzami, nie chciał wokół siebie robić rozgłosu. Mnie tylko powiedział: "Idę na ostatni dyżur" - zdradziła Alicja. Na rozstanie z telewizją wybrał symboliczny dzień 26 listopada 1996 r., dokładnie 41 lat po tym, gdy pełnił swój pierwszy dyżur. - Do widzenia państwu - powiedział i zniknął z wizji. - Wyszedłem. Nikt się tym do tej pory nie zainteresował - wyznał gorzko w 2002 r.

Alicja wyjawiła zaś dlaczego podjął tak bolesną decyzję: "Osobowości nie były w cenie. Nie bardzo mu się podobały panienki, które przyszły, żeby pracować jako prezenterki. Uważał, że to amatorszczyzna. Mógłby im przekazać swoją wiedzę, ale nikt tego nie oczekiwał".

Widzowie znali Suzina jako dżentelmena, ale miał też inną twarz. Na scenie prowadził konferansjerkę i był dystyngowany jak angielski lord. Ale po występach zupełnie się zmieniał. - Opowiadał najbardziej wyuzdane i perwersyjne żarty, jakie kiedykolwiek słyszałem - wspominał aktor Krzysztof Kowalewski.

Spiker był też podobno zwolennikiem naturyzmu. "Czy nie spotkaliśmy się przypadkiem na nagiej plaży w Kazimierzu?" - miał kiedyś zapytać dziennikarkę.

Ostatnie lata przed śmiercią Jan Suzin ciężko chorował. Alicja zrezygnowała z pracy i wspierała go z całych sił. Bardzo cierpiała, gdy odszedł na zawsze 22 kwietnia 2012 r. Tak go wspominała: "Całe lata poświęciłam na opiekowanie się nim. Był szlachetnym człowiekiem, wrażliwym na sprawy wyższe niż codzienność".

***


Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Jan Suzin

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje