Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jan Suzin i Irena Dziedzic: Najbardziej pechowy kredyt w historii telewizji

Gwiazdy telewizji, Jana Suzina (†82 l.) i Irenę Dziedzic (93 l.), przed laty połączył płomienny romans. Wszystko układało się świetnie do czasu, gdy prezenterka nie dowiedziała się o niewierności partnera. Wtedy postanowiła się na nim zemścić i zostawiła go z ogromnym kredytem...

Pod budynek telewizji podjeżdża lśniący nowością samochód AWZ P70. Zatrzymuje się tuż przed drzwiami, by wszyscy mogli podziwiać, jak wysiada z niego gwiazda programu "Tele Echo". Irena Dziedzic powoli otwiera drzwi, dotykając nogami ziemi, tak by wszyscy mogli zauważyć jej szykowne buty.

Reklama

Spogląda wymownie na portiera, szukając podziwu w jego oczach. W pewnym momencie dostrzega zmierzającego w jej stronę Jana Suzina. Uśmiecha się promiennie, jak to zakochana kobieta i wręcza mu kluczyki. W końcu to ich wspólny samochód. Tak się przecież umówili...

Irena Dziedzic kilka miesięcy wcześniej poprowadziła pierwszy odcinek swojego programu, który bardzo spodobał się widowni. Zbierała też pochwały szefów. Podobały się im pytania, jakie w profesjonalny, chłodny sposób zadawała uczestnikom. Nie przeszkadzało im to, że o Dziedzic, jak o nikim innym, plotkowano na telewizyjnych korytarzach.

Tematem numer 1 był jej romans z Janem Suzinem, mimo że wciąż była mężatką. Wszyscy wiedzieli, że jeszcze nie rozwiodła się z inżynierem Januszem Bałabanem, a już zdążyła zamieszkać przy ulicy Hożej z prezenterem o zabójczym głosie, w którym niebawem miała zakochać się cała damska widownia! Zresztą do okienka telewizyjnego trafił on dzięki Irenie Dziedzic.

Raczkująca dopiero telewizja ogłosiła konkurs na prezenterów. Informację o nim przeczytali w gazecie przyjaciele 25-letniego architekta, który właśnie zajmował się projektowaniem popularnych MDM-ów. Podsunęli mu ją, gdyż już wtedy na wielu robił wrażenie przepiękny, głęboki głos Suzina. Jednak szanse dostania się do telewizji były małe. Zgłosiło się w końcu ponad 200 kandydatów.

Jedną z osób zasiadających w komisji była Irena Dziedzic, której Suzin od razu wpadł w oko. Choć chyba nie tylko jej, bo Adam Hanuszkiewicz też był za tym, żeby go przyjąć. Spodobało mu się, jak młody mężczyzna wywiązał się z zadania wypełnienia ewentualnej dziury w programie.

Kiedy został o to poproszony, chwilę pomyślał i patrząc w oko kamery, powiedział: - Mam dla państwa dobrą wiadomość. Po przerwie szykujemy rzecz, która na pewno się państwu spodoba. Otóż Telewizja Polska kupiła w Paryżu serię filmów dla panów, które będziemy nadawać codziennie w godzinach wieczornych. To był oczywiście żart, ale właśnie poczucie humoru było jedną z cech Suzina, która uwiodła dziennikarkę.

Jednak o samochodzie, który zamierzali kupić, rozmawiali na poważnie. Irena, która miała chody w wyższych sferach partyjnych, załatwiła talon na wymarzone auto. Problem leżał w tym, że było ono, jak na ówczesne warunki, koszmarnie drogie. Kosztowało bowiem 65 tys. zł.

Trzeba było więc wziąć kredyt. Nie mogli tego zrobić razem, bo przecież nie byli małżeństwem, choć data jej rozwodu zbliżała się wielkimi krokami. Dlatego postanowili, że ona weźmie pożyczkę na siebie, a Jan Suzin i jego kolega zostaną żyrantami, czyli osobami, które w razie niespłacania długu są zobowiązane do oddania pieniędzy.

Do czasu wszystko układało się fantastycznie. Miłość kwitła, a kariera obydwojga była na jak najlepszej drodze, zatem co miesiąc odprowadzali razem do banku stosowną kwotę. Jednak w pewnym momencie Jan zaczął coraz później wracać do domu. Życzliwe koleżanki doniosły Irenie Dziedzic, że widywany jest na mieście z aktorką Alicją Pawlicką. Sielanka prysła jak bańka mydlana.

Dziennikarka wystawiła za drzwi walizki prezentera, zostawiając sobie kluczyki do samochodu. Ale kredytu sama dalej spłacać nie zamierzała. W efekcie tego u Suzina i jego kolegi pojawił się komornik. Sprawa zrobiła się tak głośna na telewizyjnych korytarzach, że kierownictwo zwołało w tym celu zebranie partyjne. Uchwalono na nim, że skoro towarzyszka Dziedzic nie ma pieniędzy na raty, należy jej przyznać premię w wysokości 3 tys. zł.

Tylko że ona wzięła pieniądze i, jak to czasami ze zdradzonymi kobietami bywa, wydała je wszystkie na ciuchy. A miała gdzie, bo właśnie powstała pierwsza w komunistycznej Polsce, luksusowa marka, czyli Moda Polska. Jan Suzin postanowił dla świętego spokoju honorowo spłacić kredyt. I tylko złościł się, gdy z daleka widział, jak świetnie ubrana Irena podjeżdża ich samochodem pod budynek telewizji, by poprowadzić swój cieszący się coraz większą popularnością program "Tele Echo"...

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dowiedz się więcej na temat: Irena Dziedzic | Jan Suzin

Reklama

Reklama

Reklama