Przejdź na stronę główną Interia.pl

Irena Jarocka: Już pięć lat, jak jej nie ma

Promienny uśmiech, pogoda ducha i wielka zachłanność na życie. Te cechy wyróżniały Irenę Jarocką (†66) i sprawiały, że ludzie chcieli przebywać w jej otoczeniu. Na krótko przed 5. rocznicą śmierci (21.01.2012 r.), w księgarniach ukaże się książka „Wymyśliłam cię. Irena Jarocka we wspomnieniach” Marioli Pryzwan. Jej premiera odbyła się 23 listopada.

O tym, że w rodzinnym domu gwiazdy nie wiodło się najlepiej, opowiadała w niejednym wywiadzie. Jej mama chorowała na łuszczycę i miała problemy z oddychaniem, przez co często trafiała do szpitala lub wyjeżdżała do sanatorium. Ojciec był alkoholikiem. Bywało, że Irena, jako najstarsza z rodzeństwa, musiała zajmować się trzema braćmi, domem i znajdować jeszcze czas na naukę. Najgorsze bywały momenty, kiedy nie było co jeść.

Reklama

- Pamiętam znajomą, która zbierała dla nas chleb od swoich sąsiadów. Moczyliśmy go w wodzie, odsmażaliśmy i potem posypywaliśmy go cukrem. Do dziś pamiętam smak tego chleba. To było coś tak dobrego! - opowiadała piosenkarka. Wszystko to miało wpływ na jej zdrowie. - Przed maturą Irka zaczęła podupadać na zdrowiu. Trzeba ją było dożywić. Wychowawczyni wzięła ją do siebie. Prawie pół roku mieszkała u profesorki - zdradza przyjaciółka Ireny z młodości, Barbara Rojek-Mironowska.

Przygodę z muzyką rozpoczęła dzięki mamie, która zapisała ją do chóru katedry oliwskiej. Zaczęła występować na szkolnych akademiach. - Była na tyle nieśmiała, że kiedy w okresie karnawału w piątce (czyli V LO w Gdańsku) odbywały się wieczorki muzyczne, chodziłam razem z nią, żeby jej było raźniej. Nie dawała się namówić na tańce. Zaśpiewała swoje piosenki i wychodziłyśmy - wspomina przyjaciółka.

Z czasem pani Irena zaczęła pobierać prywatne lekcje śpiewu. Tak też trafiła do Gdańskiego Studia Piosenki, gdzie w 1965 r. poznała Mariana Zacharewicza, przyszłego męża i menedżera. - Od razu wpadła mi w oko. Miała wtedy dziewiętnaście lat i, jak sama wspominała, była niepozorną szarą myszką, ale piękną i wrażliwą. Zakochałem się - zdradza w książce były mąż gwiazdy. Trzy lata później Irena Jarocka zadebiutowała w Sopocie piosenką "Gondolierzy znad Wisły", która od razu stała się przebojem. Jej kariera nabrała rozpędu.

- Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że ona się do tej branży absolutnie nie nadawała. To znaczy nadawała się, jeśli chodzi o muzykalność, urodę, pracę nad sobą, ale nie jeśli chodzi o strukturę psychiczną - mówi. I choć w tamtym okresie Irena Jarocka była sławna i rozchwytywana, to do pełni szczęścia brakowało jej dziecka, na które nie był jeszcze gotowy jej mąż. Wkrótce potem ich małżeństwo się rozpadło. - Była przepracowana, wiem, ale ja też byłem przepracowany. Czasami w sobotę czy w niedzielę dawaliśmy cztery koncerty, a nawet pięć. Mordercza praca, ponad siły. Mogła mieć dosyć. I koncertów, i mojego uporu, żeby wciąż iść do przodu - zwierza się Marian Zacharewicz.

Przełomem w życiu artystki okazało się zaproszenie wysłane przez nią do Michała Sobolewskiego, ówczesnego kolegi, na koncert do Sali Kongresowej. Po koncercie odwoził ją do domu. Po drodze mieli wypadek. Piosenkarka cudem przeżyła, miała operację, po której długo była nieprzytomna. Później, dochodząc do siebie na szpitalnym łóżku, zrozumiała że to Michał Sobolewski jest mężczyzną jej życia.

Po ślubie mąż piosenkarki, informatyk, dostał kontrakt w USA. Irena postanowiła poświęcić swoją karierę w kraju, aby mogli być razem. Na początku pobytu w USA była szczęśliwa, cieszyła się urokami macierzyństwa, opiekując się upragnioną córką Moniką. Jednak potem coraz mocniej tęskniła za Polską i za śpiewaniem. Pojawiła się depresja, myśli samobójcze. Pomocne okazały się wtedy wizyty u psychologa i wsparcie rodziny. Ale tęsknota za sceną nie słabła. Dlatego w ostatnich latach życia wróciła do kraju. Wydała trzy płyty, zaczęła koncertować. Odżyła. Ponownie mogła robić to, co kocha i co sprawia jej radość.

Ten szczęśliwy okres przerwały nagłe problemy zdrowotne. W zaledwie kilka miesięcy choroba nowotworowa pokonała artystkę. Ale mąż wciąż czuje jej obecność. - Irena była i jest moją życiową inspiracją. Może któregoś dnia po przeczytaniu książki pełen zdumienia odkryję inną Irenę? Nie wiem tak naprawdę, czy chcę poznać inną od tej, która jest stale ze mną... - zamyśla się Michał Sobolewski, nawiązując do tytułu książki "Wymyśliłam cię. Irena Jarocka we wspomnieniach".

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Irena Jarocka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL