Kariera Grażyny Szapołowskiej załamała się 11 lat temu, gdy dyrektor Teatru Narodowego Jan Englert dyscyplinarnie zwolnił ją z pracy za udział w telewizyjnym show „Bitwa na głosy”. Miał do niej żal o to, że była tak zajęta drugą pracą, że nie przyszła na spektakl, w którym grała główną rolę. Przedstawienie trzeba było odwołać, a wszystkim zawiedzionym widzom zwrócić pieniądze za bilety. Jak tłumaczył Englert w rozmowie z Polską Agencją Prasową:
Podjęła decyzję taką, że ważniejszy jest dla niej występ w telewizji, co jest w niezgodzie z etyką i regulaminami teatralnymi. A teraz są jasne i oczywiste skutki prawne.
Sytuacja była trudna dla nich obojga. Szapołowską i Englerta łączyła bowiem wieloletnia przyjaźń. Co roku spędzali ze swoimi rodzinami wakacje w Juracie, a zawodowo blisko ze sobą współpracowali.
Po tym, gdy najlepszy przyjaciel wyrzucił ją dyscyplinarnie w pracy, rozżalona aktorka tłumaczyła w wywiadach, że swój udział w „Bitwie na głosy” od początku z nim uzgadniała i uzyskała od niego zapewnienie, że nie ma nic przeciwko temu. Kiedy zarzuciła szefowi stosowanie podwójnych standardów, wypominając, że kiedy jego żona, Beata Ścibakówna startowała w programie „Gwiazdy tańczą na lodzie” dostosował grafik całego teatru do terminów jej treningów, Englertowi potraktował to jak kroplę, która przelała czarę goryczy.
Gdy Szapołowska zdecydowała się dochodzić swoich praw w sądzie pracy, wytoczył przeciw niej najcięższe działa. Niemal cała branża teatralna zeznawała na jego korzyść, przeciwko Grażynie. Od tamtej pory Szapołowska jest objęta pewnego rodzaju ostracyzmem za to, że publicznie wywlokła brudy, które, zdaniem większości aktorów, powinny były pozostać pod dywanem. Jak potem wyznała aktorka w „Dzień Dobry TVN”:
To nie był proces między mną a Jankiem Englertem. To był proces między mną a Teatrem Narodowym. W tej chwili czekam na orzeczenie na piśmie wyroku i mam poważny problem, ponieważ zastanawiam się, czy to ja Janka, czy Janek mnie powinien zaprosić na szampana. I to jest wszystko, co o tym procesie mogę powiedzieć. Dlatego, że wyrok jest jaki jest. Czasem się wygrywa, czasem się przegrywa. Ja w tym wypadku przegrałam.
Grażyna Szapołowska nie wybaczyła Englertowi
Chociaż od tamtego czasu minęła ponad dekada, Szapołowska nadal ma żal do dawnego przyjaciela. W najnowszym wywiadzie dla Onetu przyznała, że obecnie z Jankiem nie przepadają za sobą. O odbudowaniu dawnej przyjaźni nie ma raczej mowy:
Nie lubię go, nie jest moim kolegą. Uważam, że dyrektor nie może doprowadzać do konfliktów, a usuwanie ludzi z pracy nie jest w porządku. Zadra, która powstała w sercu po zwolnieniu mnie z teatru, nadal trwa. Bardzo przeżyłam to wydarzenie, on zapewne też. Ale nie żałuję, że wytoczyłam Englertowi proces sądowy. I choć przegrałam, to z czasem doszłam do wniosku, że może tak właśnie miało być. Tak czy inaczej, aktorstwo to piękny zawód, nie zamieniłabym tej profesji na żadną inną. Kocham to, co robię, poznałam wielu wspaniałych ludzi, zwiedziłam cały świat. I jeszcze mi za to płacili! Napisałam trzy książki, miałam kilku mężów i... jeszcze wszystko przede mną.
Zobacz też:
Grażyna Szapołowska pozuje w bikini. Brzuch jak u Lewandowskiej
Jan Englert pijany na planie. "Byłem urźnięty"
Katarzyna Cichopek w różowym garniturze. Internauci nie szczędzili miłych słów






***








