Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Farida Gangi i Czesław Niemen: Ten romans był skazany na niepowodzenie?

Na Sycylii zostawiła wzburzonego męża i choć zdawała sobie sprawę z konsekwencji, nie oparła się wielkiej namiętności do Polaka.

Kiedy Farida Gangi (71 l.) przyjeżdża do Warszawy, pierwsze kroki kieruje na Powązki. Kupuje kwiaty, zapala znicze i, wspominając dawne czasy, nawet nie próbuje powstrzymywać łez... Tu spoczywają prochy największej miłości jej życia - Czesława Niemena.

Reklama

Ich historia mogła skończyć się tragicznie, gdyż na Sycylii mężczyźni pewnych rzeczy nie puszczają płazem. Zwłaszcza tym, którzy lekceważą święte prawa rodziny. A Czesław Niemen zabiegając o serce Faridy, która była mężatką, podeptał te prawa.

Uroda odziedziczona po matce Egipcjance i włoski temperament ojca sprawił, że polski gwiazdor nie mógł się oprzeć Włoszce. - Poznaliśmy się przed laty, na jednym z naszych festiwali - wspomina gwiazda. Czesław Niemen często u nas występował, bo perfekcyjnie znał język włoski. Kiedy wpadaliśmy na siebie, czułam nieustannie skupiony na sobie jego wzrok. Przypalał mnie tym wzrokiem, aż ciarki przechodziły mi po plecach - opowiada.

Farida wiedziała, że mu się podoba, a on zrobił na niej ogromne wrażenie. - Czułam, że rodzi się między nami wyjątkowe porozumienie dusz, tym bardziej zaskakujące, że przecież właściwie się nie znaliśmy. Nawet go unikałam, ponieważ byłam bardzo krótko po ślubie i przestraszyłam się tego, co mogłoby się między nami wydarzyć - wyjawia. Dlatego odetchnęła z ulgą, gdy festiwal się skończył. Myślała, że już nigdy się nie zobaczą.

Niebawem jednak dostała zaproszenie na Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie. - Od razu przemknęło mi przez myśl, że przecież tam jest Niemen! Zapaliłam się, choć to były inne czasy i koledzy artyści mówili mi: "Po co ty chcesz jechać do tej Polski? Tam nic nie ma..." - zdradza. Dla Faridy było oczywiste, że poleci.

Już wychodząc z samolotu na lotnisku, ujrzała mężczyznę w długim skórzanym płaszczu, kapeluszu i z wielkim bukietem orchidei. To był Czesław. - Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy na kolanach wręczał mi te kwiaty i całował po rękach - zdradza. Była tak podekscytowana spotkaniem, że na próbie nie mogła wydobyć z siebie dźwięku. Nawet dyrygent orkiestry zapytał: "Kogo wyście tu przywieźli, ona przecież nie umie śpiewać!".

- A ja nie mogłam się skupić na śpiewaniu, bo myślałam o całym swoim życiu. O małżeństwie, rodzinie, trudnościach, które nastąpią, bo już wiedziałam, że między nami rodzi się wielka miłość - wspominała piosenkarka.

W końcu przywołała się do porządku, uspokoiła i zaśpiewała tak, że dyrygent przyszedł ją przeprosić. Zdobyła Nagrodę Dziennikarzy i zyskała wielką popularność w Polsce. Od tamtej pory Czesław jak najczęściej organizował wspólne koncerty, które umożliwiały im spotkania.

Gdy artystka odwiedzała go w Warszawie, zatrzymywali się w jego małym mieszkanku przy ul. Niecałej. - Tam odcinałam racjonalne myślenie o tym, że kiedyś za te chwile szczęścia przyjdzie nam obojgu słono zapłacić. Uwielbiałam kurczaki, więc Czesław, żeby mi je przyrządzać, zdobył gdzieś rożno. Był fantastycznym, wesołym, pełnym energii mężczyzną, który w niczym nie przypominał tego zamkniętego w sobie człowieka, jakim znaliśmy go w ostatnich latach - opowiada gwiazda.

Choć Niemen wierzył, że ich uczucie przetrwa wszystko, ona wiedziała, że to tylko pobożne życzenia i już wtedy bardzo cierpiała. W Katanii na Sycylii zostawiła wzburzonego męża, który był gotów wybaczyć, jeśli opamięta się i wróci... Miał po swojej stronie całą rodzinę, która o wszystko obwiniała polskiego muzyka. Nie mogąc znieść tej presji, Włoszka postanowiła wrócić do kraju.

Gdy żegnała się z ukochanym, nie dowierzał, że mówi poważnie o ich rozstaniu. Rozpaczała, ale wiedziała, że musi być silna. Połykając łzy, wyrzucała jego listy, nie odbierała telefonów. Jej dusza krwawiła. - Popełniłam błąd, którego nigdy sobie nie wybaczyłam, choć ten najgorszy ból w końcu minął. Kiedy Czesław się ożenił, miałam tylko nadzieję, że jest szczęśliwy. Byłoby mi lżej - mówi.

Farida również dołożyła wszelkich starań, żeby poukładać relacje z mężem - stała się przykładną żoną, urodziła dwoje dzieci. Bolało ją, że tak bardzo zraniła męża. - Przecież byłam zakochana, kiedy za niego wychodziłam, obiecałam mu szacunek i wierność, a potargałam nie tylko jego serce, ale także męską dumę. On cierpiał i to nie tylko wtedy, gdy wdałam się w romans, ale także, gdy do niego wróciłam - wyjawia gwiazda.

Mąż widział jej łzy tęsknoty za kochankiem, nieobecne spojrzenie. - Czekał, aż ta miłość się we mnie wypali. Ale nie wypaliła się, a nasz związek z Czesławem pozostał wciąż mocny, przeszedł tylko w inny, duchowy wymiar. W miarę możliwości kontaktowaliśmy się. Kochałam go, kocham i do końca mego życia będę go kochać - opowiada Farida.

Bardzo przeżyła jego śmierć, dlatego tak chętnie uczestniczyła we wszelkich wydarzeniach, które mogły umacniać jego pamięć. Śpiewanie piosenki "Musica Magica", do której sama napisała słowa, i, jak zapewnia, ma do niej wszystkie prawa, było dla niej hołdem złożonym człowiekowi i wielkiemu artyście. Niemen skomponował muzykę do jej tekstu i całość podarował Faridzie, w czasach, gdy tak mocno się kochali.

Piosenka od lat chroniona jest przez włoskie prawo. W Polsce artystka musiała bronić swej własności w sądzie, bo upomniała się o nią Małgorzata Niemen, wdowa po Czesławie. - Może pani wziąć tę piosenkę, oddam wszystkie pieniądze, ale nie zmieni to nigdy faktu, że to nasza piosenka: moja i Niemena. Tak będzie zawsze - powiedziała. Artystka żałuje nie przegranej w sądzie, a błędnej decyzji sprzed lat o rozstaniu z miłością swojego życia.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: czesław niemen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje