Reklama

Reklama

Reklama

Ewa Szykulska: Oto prawda o jej pierwszym małżeństwie!

Ich relacja była równie gorąca, jak upalny dzień lata, w którym serca Ewy Szykulskiej (70 l.) i Janusza Kondratiuka (†76 l.) zaczęły bić zgodnym rytmem. Przez wiele lat uchodzili za zgodną parę, aż nagle postanowili się rozstać. Aktorka dopiero po latach wyjawiła, dlaczego.

Miała seledynowo-fioletowe oczy, bardzo ładną skórę, taką brzoskwiniową - tak opisywał piękną 20-latkę Janusz Kondratiuk.

Świeżo upieczony absolwent wydziału reżyserii łódzkiej filmówki zaangażował Ewę Szykulską, studentkę warszawskiej PWST, do swojego filmu "Jak zdobyć pieniądze, kobietę i sławę".

Ale uczucie narodziło się kilka miesięcy później, w 1969 roku, w romantycznych okolicznościach, podczas upalnego lata nad wodą przy pracy nad teledyskiem do przeboju Skaldów "Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał".

Reklama

- Pamiętam, jak mknęłam motorówką przez fale. Był cudowny klimat. Wiedziałam, że skończy się to zauroczeniem - mówi aktorka.

Rodzącej się miłości nie przeszkodziło to, że przyjechała na zdjęcia ze swoim chłopakiem. Jej sercem wkrótce zawładnął przystojny, sześć lat starszy reżyser.

Wcześniej często odwiedzał kluby, wzdychało do niego wiele pań. Przestały się liczyć, gdy zakochał się w Ewie.

- Byłam nie tylko dziewczynką do wspólnego robienia śniadań, obiadków, do miłości, wycieczek i różnych takich historii, ale też córeczką. On mnie wychował - przyznaje aktorka.

Nie czuła się gotowa do samodzielnego życia. - W domu przedłużano mi dzieciństwo. Byłam chroniona przez ciotki, babcie - mówiła.

Czytaj dalej na następnej stronie

Wsparta na silnym ramieniu Janusza wchodziła w dorosłość. Uczył ją, jak patrzeć na świat, jak przyciągać mądrych ludzi. Lepił ją jak plastelinę.

Łączyło ich namiętne uczucie, przypieczętowali je ślubem. - Mówiliśmy, że zrobiliśmy to dla rodziców, ale myślę, że także dla siebie - ocenia gwiazda.

Nie mieli dachu nad głową, wynajmowali mieszkania. To im specjalnie nie przeszkadzało, bo oboje skupiali się na karierze. Ewa, która nie narzekała na brak propozycji od innych reżyserów, wybłagała, by Janusz obsadził ją także w trzech swoich filmach.

Choć w mężu urodzonym w Kazachstanie, dokąd deportowano jego rodziców, dostrzegała dobroć charakterystyczną dla ludzi ze Wschodu, ich związek nie przypominał sielanki.

- Wszelkie dane wskazywały na to, że nasza miłość będzie rozżarzonym ogniskiem. I była. I zaczynała parzyć - twierdzi Szykulska.

Czarę goryczy przelała niewierność. Gdy w końcu przyznano Ewie i Januszowi długo wyczekiwane lokum, ich relację trawił już poważny kryzys. Podjęli trudną decyzję o rozstaniu.

Nadal między nimi iskrzyło, ale już dłużej nie chcieli ani nie umieli być razem.

Czytaj dalej na następnej stronie

- On był apodyktyczny. Ja byłam młoda i głupia, on wiedział więcej. Niezłą szkołę przy nim przeszłam - oceniła artystka z perspektywy czasu.

Ich drogi rozeszły się na wiele lat. Ewa związała się z mężczyzną spoza show-biznesu, inżynierem Zbigniewem Pernejem. Janusz wyjechał, ćwierć wieku mieszkał w Austrii, wrócił do Polski w 2005 roku.

Kilkanaście miesięcy przed jego śmiercią, gdy chorował już na raka trzustki, spotkali się na festiwalu Świat Maklaka i Jego Przyjaciół w Konstancinie.

- No tak, wszystkie moje kobiety były u mnie w szpitalu, a ciebie nie było - powiedział do niej.

Ewa Szykulska nie zdecydowała na ten krok, bo nie chciała urazić dorosłych dzieci reżysera. Ale gdy dawny ukochany zmarł w październiku 2019 roku, poszła na pogrzeb i towarzyszyła mu w jego ostatniej drodze.

- Mój mądry mąż powiedział, że nie mogę nie iść - wyznała gwiazda.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Ewa Szykulska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy