Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Dorota Szelągowska tęskni za ukochaną babcią

Kiedy jej mama przeżywała trudny okres, wychowywała ją ukochana babcia. Do dziś tęskni za chwilami, które razem przeżyły...

Gdy zrobiły razem różaniec z kasztanów na konkurs w kościele, uznano go za najpiękniejszy. - Byłam wtedy taka dumna! - wspomina babcię dziennikarka i projektantka wnętrz Dorota Szelągowska (39 l.).

Reklama

Przed laty to właśnie ona ją wychowywała. Zastąpiła dziewczynce mamę, Katarzynę Grocholę, bo ta przeżywała wtedy bardzo trudny okres. Rozpadło się jej małżeństwo, musiała stoczyć dramatyczną walkę z rakiem. Lekarze dawali jej trzy miesiące życia.

Małą Dorotkę wzięła więc do siebie Lidia. To ona ukształtowała wnuczkę. - Była mądra, niesamowicie utalentowana i diablo inteligentna - mówi Dorota.

Pokazywała wnuczce świat, odpowiadała na trudne pytania, układała do snu. Dawała miłość i poczucie bezpieczeństwa. Mała nigdy się z nią nie nudziła, często grały w scrabble. - Zawsze ze mną wygrywała, a to nie lada wyczyn - żartuje dziś dziennikarka.

Polonistka i redaktorka zadawała ukochanej wnusi pewne ćwiczenie. Sadzała ją przy stole i kazała pisać trzy strony o tym, co widzi. - Dzięki niej umiem opisywać rzeczywistość, która mnie otacza - przyznaje.

Lidia miała silną osobowość i trzymała rodzinę mocną ręką. Za to dla Dorotki zawsze była powierniczką i przyjaciółką. Mogła przyjść do niej z każdym problemem, a tych nie brakowało.

Mama wyzdrowiała, ale ponownie wyszła za mąż. Jej partner pił, krzywdził ją i córkę. Obie przeżyły koszmar. - Dorota miała gorzej, bo była dzieckiem, a ja - że się tak wyrażę - to piekło jej stworzyłam - przyznawała po latach ze skruchą Katarzyna Grochola.

To odcisnęło piętno na ich relacji, przez pewien czas nie umiały się porozumieć. W trudnych chwilach wnuczka mogła liczyć na babcię.

Dziś, gdy Dorota sama jest matką Antoniego i Wandzi, często wspomina seniorkę. Cieszy się, że odziedziczyła po niej talent plastyczny i zdolność tworzenia czegoś z niczego. Przydaje się to w zabawach z dziećmi i przy programach, które realizuje.

- Nauczyła mnie pisać, rysować, tkać - mówi z czułością o swojej babci. Zwłaszcza teraz często o niej myśli.

- Właśnie w takie jesienne wieczory wspólnie wyczarowywałyśmy ludziki z kasztanów, bukiety z kolorowych liści. Dlatego o tej porze roku zawsze wracają dawne chwile, i chociaż babci Lidki nie ma już obok mnie, to gdy siadam i zaczynam coś sklejać, pleść, czuję, że jakaś jej część jest ze mną - zdradza wzruszona.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:



Dowiedz się więcej na temat: Dorota Szelągowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje