Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Barbara Krafftówna: Cudem nie oszalała

Od młodości była tak drobna i krucha, że nie wróżono jej kariery na scenie. Życie też próbowało ją złamać. Straciła trzech ukochanych mężczyzn, ale nie poddała się.

Pierwszego męża, aktora Michała Gazdę (†42 l.), poznała w teatrze, w którym razem pracowali. Jednak to Barbara Krafftówna (88 l.) była gwiazdą w tym związku. Po występach w popularnym "Kabarecie Starszych Panów" miała ogromne powodzenie. Wybrała jego.

Reklama

Podczas pochodu pierwszomajowego w 1956 r. już wiedziała, że Michał to mężczyzna jej życia. Ale to jej wyśnione szczęście, jak każde następne, nie trwało długo. Na aktorkę spadały ciosy, które trudno sobie wyobrazić...

Ślub z Gazdą wzięli po miesiącu znajomości i szybko doczekali się syna, Piotra. - Gdy był mały, na ogół ze szkoły odbierał go ojciec - wspomina Krafftówna. Kiedy chłopiec, jej oczko w głowie, skończył 13 lat, nagle zupełnie niespodziewanie los zabrał mu ukochanego ojca.

- W progu stał oficer. Powiedział, że Michał nie żyje. Prowadził auto i na moście Gdańskim dostał zawału serca. Rzuciłam się na tego milicjanta i zaczęłam go bić w klatkę piersiową - zdradza aktorka. Zrozpaczona przez jakiś czas żyła na środkach uspokajających. Ale mimo wielkiego bólu musiała sobie radzić, wychować syna.

Podzielili się więc obowiązkami domowymi. Ona pracowała, on się uczył. Po maturze Piotr próbował zdawać na PWST, ale bez powodzenia. Skończył archeologię śródziemnomorską i wyjechał do USA. W 1982 r., nie znając języka angielskiego, dołączyła dla niego także Krafftówna.

Nie miała pojęcia, że pozna tam swoją drugą miłość - Arnolda Seidnera, dyrektora Międzynarodowego Instytutu Integracyjnego dla Emigrantów. Oboje byli dojrzali, pobrali się i chcieli cieszyć każdym wspólnym dniem. Niestety, po pół roku, gdy gwiazda poleciała do Polski po nowy paszport, dostała druzgocącą wiadomość - jej mąż zmarł nagle na serce.

Minęło wiele czasu, zanim doszła do siebie po tej stracie, a życie szykowało już dla niej kolejną. Piotrek osiadł z rodziną w Kanadzie. Porzucił wyuczony zawód archeologa i tak jak jego żona, został informatykiem. W 2009 r, kiedy Barbara mieszkała już ponownie w Polsce, dowiedziała się, że jej jedyny syn nie żyje. Ból matki nie znał granic. Aktorka rzadko dziś wspomina te straszne dni i miesiące. Nie popadła w rozpacz tylko dzięki synowej i wnukowi.

Michał skończył w Kanadzie studia w zakresie kryminalistyki i nauk politycznych, ale jego wielką pasją są samochody. Poza tym, jak podkreśla gwiazda, wnuk jest tak przystojny, że aż szkoda, że nie został aktorem. - Staram się doceniać każdą chwilę, bo wiem, jak kruche jest szczęście. Wielu sytuacji w swoim życiu nie przewidziałam... Ale życie jest życiem i człowiek musi wracać do codzienności po wszystkich ciosach - podsumowuje swoje doświadczenia aktorka.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dowiedz się więcej na temat: Barbara Krafftówna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje