Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Barbara Dunin: Zadziwiające, dlaczego nie posługiwała się nazwiskiem męża!

W tym roku mija 55 lat od chwili, gdy Barbara Dunin zaczęła występować u boku swego sławnego męża Zbigniewa Kurtycza. Ona - mało znana szansonistka, on – wielka gwiazda polskiej estrady... Nikt nie dawał ich związkowi szansy, a oni spędzili ze sobą – w życiu i na scenie – aż pół wieku!

Kiedy wiosną 1962 roku Barbara Dunin po raz pierwszy spotkała Zbigniewa Kurtycza, wiedziała, że ma opinię niepoprawnego uwodziciela i z całą pewnością nie jest mężczyzną, jakiego jej mama chciałaby widzieć u jej boku. 

Dla niej - nikomu wtedy nieznanej dziewczyny z Estrady Krakowskiej próbującej zaistnieć na polskiej scenie muzycznej i występującej w kabarecie "Przy szabasowych świecach" działającym przy Starym Teatrze - wykonawca wielkiego szlagieru "Cicha woda brzegi rwie" (posłuchaj!), był jednak... bogiem. Wydawał się jej ucieleśnieniem marzeń o idealnym mężczyźnie!

Reklama

Piosenkarz wypatrzył ją w chórku mającym mu towarzyszyć podczas jednego z występów w Krakowie.

"Twierdził później, że jak zobaczył moje czarne oczy, od razu się zakochał" - opowiadała Barbara Dunin w wywiadzie już po śmierci Kurtycza, wspominając początki ich trwającego 50 lat związku.

Po koncercie przyjęła jego zaproszenie na kawę. Poszli do jej ulubionej kawiarni na Floriańskiej. Była w szoku, gdy opowiedział jej swoją historię!

"Dzieliła nas spora różnica wieku. Był starszy ode mnie 24 lata... W dodatku miał za sobą rozwód i był ojcem dwóch nastoletnich chłopców. Bardzo mnie ujął tym, że nie próbował nic przede mną ukrywać" - mówiła.

Po randce Barbara odprowadziła swego nowego znajomego na dworzec kolejowy na pociąg, którym miał wrócić do Warszawy. Następnego dnia napisała do niego długi list.

"Byłam pod wielkim wrażeniem jego serdeczności, nienagannych manier, prostolinijności i szczerości... Pomijam fakt, że był niezwykle przystojnym mężczyzną" - wyznała wiele lat później.

Zbigniew Kurtycz bardzo szybko udowodnił wpatrzonej w niego jak w obrazek Basi, że nie zależy mu na przelotnej znajomości. 

Gdy w 1963 roku spotkali się ponownie - tym razem podczas festiwalu w Opolu - z listów, które regularnie wymieniali, wiedzieli już o sobie wszystko, a kiedy po kolejnych dwóch latach związku na odległość Barbara Dunin zjawiła się wreszcie w Warszawie, bez chwili wahania podjęli decyzję o ślubie. 

Pobrali się w 1965 roku, mimo sprzeciwu rodziny 22-letniej wtedy Basi, która uważała, iż małżeństwo z rozwodnikiem to dla panny z dobrego domu po prostu dyshonor.

"Byłam zakochana i szłam za głosem serca. Postawiłam na swoim. Zbyszek czasem żartował, że nasz związek to mezalians arystokracji z PKP, ponieważ moja mama była hrabianką, ojciec baronem, a teść przed wojną pracował na kolei" - wspominała w 2012 roku, obierając Brązowy Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

Barbara Dunin nie od razu chciała śpiewać w duecie z mężem. Po raz pierwszy wystąpili razem na scenie dopiero rok po ślubie. Namówił ich na to Mieczysław Pawlikowski, który prowadził legendarny "Podwieczorek przy mikrofonie", podczas którego każde z nich miało wykonać własną piosenkę.

"Mieciu uznał, że skoro jesteśmy małżeństwem, musimy też wystąpić razem. Szybko opracowaliśmy w garderobie "Oczy czarne" i... odnieśliśmy wielki sukces. Kilka miesięcy później zaśpiewaliśmy podczas radiowej Giełdy Piosenki napisany specjalnie dla nas utwór "Bardzo proszę, nie odmawiaj" (posłuchaj!). I wygraliśmy! To był nasz pierwszy przebój, po którym przyszły inne" - mówił w wywiadzie Zbigniew Kurtycz.

Duet Dunin-Kurtycz był najdłużej występującym duetem wokalnym w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Małżonkowie śpiewali razem prawie pół wieku - aż do śmierci Zbigniewa w styczniu 2015 roku.

Barbara Dunin twierdziła, że wspólna praca nigdy nie miała negatywnego wpływu na ich życie prywatne. Wręcz przeciwnie - nie było między nimi rywalizacji, zawsze wszystko ustalali wspólnie, służyli sobie radą, cieszyli z sukcesów i, co najważniejsze, bardzo się kochali. 

Mąż tylko o jedno miał do niej pretensje... 


Kurtycz nie mógł pogodzić się z tym, że ukochana woli występować pod pseudonimem (Barbara naprawdę nazywała się Nowina Konopka, nazwisko Dunin było panieńskim nazwiskiem jej mamy), niż jako Barbara Kurtycz. 

Piosenkarka do końca życia przedstawiała się jako Barbara Dunin. Dopiero po pogrzebie ukochanego mężczyzny wyznała, dlaczego...

"Nie chciałam budzić podejrzeń o to, że roszczę sobie pretensje do wcześniejszej twórczości Zbyszka, który przecież na długo przed naszym ślubem wylansował dziesiątki przebojów. Nie chciałam, by mówiono, że zbudowałam swoją karierę na nazwisku sławnego męża" - powiedziała w swym ostatnim wywiadzie.

Barbara Dunin zmarła 12 stycznia 2020 roku. 

Została pochowana w grobowcu rodzinnym w podkrakowskiej Modlnicy - 300 kilometrów od męża, którego prochy pięć lat wcześniej spoczęły w kolumbarium na warszawskich Powązkach.

***

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »