Materiał zawiera linki partnerów reklamowych
Artur Barciś zasłynął rolami w "Miodowych latach" i "Ranczu"
Artur Barciś, otwiera się w nowym oknie jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej cenionych aktorów swojego pokolenia. Imponującą karierę rozpoczynał jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, lecz początkowo grał głównie epizody.
Miał okazję pojawić się na planie takich kultowych produkcji jak "Znachor", "Dom", czy "Człowiek z żelaza". Sporym krokiem naprzód była jego obecność w słynnym filmowym cyklu Krzysztofa Kieślowskiego, jednak przełomem stała się dopiero kreacja Tadeusza Norka w "Miodowych latach".
Komediowy serial, w którym Artur Barciś zagrał z Cezarym Żakiem, stał się prawdziwym przebojem i sprawił, że o aktorze usłyszała cała Polska. Potem przyszedł czas na kolejne głośne produkcje, w tym kultowe "Ranczo", które na dobre ugruntowało pozycję artysty.
Oprócz tego ekranowy Arkadiusz Czerepach ma na swoim koncie niezliczoną ilość spektakli teatralnych, a od pewnego czasu zajmuje się też reżyserią.
Artur Barciś w "halo tu polsat" o współpracy z synem. Stawia na profesjonalizm
Gwiazdor ekranu był gościem "halo tu polsat" - w studiu śniadaniówki towarzyszył mu syn Franciszek. Panowie mieli już okazję kilkukrotnie ze sobą współpracować. 37-latek nie poszedł jednak w ślady słynnego ojca i chociaż jest absolwentem Szkoły Filmowej w Łodzi, na próżno szukać go na scenie - zajmuje się natomiast produkcją i montażem.
"Wiele razy, kiedy reżyserowałem jakieś przedstawienie, czy tworzyła się wizja, to brałem pod uwagę umiejętności Franka i wiedziałem, że będę go potrzebował. I zawsze tę pomoc znalazłem" - zdradził gwiazdor "Rancza" w "htp".
Niedawno odbyła się premiera kolejnego wspólnego projektu Artura i Franciszka. W sztuce "Bal w operze" wyreżyserowanej przez 70-latka można podziwiać wizualizacje młodszego z twórców.
"To, co Franek zrobił, to jest trzecim bohaterem tego spektaklu" - zachwalał umiejętności syna doświadczony aktor.
"Zawsze, kiedy tata o coś mnie poprosi, staram się znaleźć czas" - zapewnił 37-latek.
Syn Artura Barcisia nie poszedł w ślady słynnego ojca
Okazuje się, że gdy przychodzi do wspólnej pracy, artyści zapominają o łączących ich więzach rodzinnych i stawiają na profesjonalizm.
"Ja staram się to rozdzielać - życie prywatne z zawodowym. I kiedy temat przyszłego projektu pojawia się na spotkaniu rodzinnym, to staram się tatę troszeczkę hamować" - mówił Franciszek Barciś.
"Zazwyczaj tata, zapraszając mnie do współpracy, ma bardzo konkretną wizję tego, czego ode mnie oczekuje" - wyjaśnił.
Aktor i reżyser także przyznaje, że ma wobec syna wysokie wymagania i zdecydowanie nie ułatwia mu zadania.
"Uczciwie mówię, jak reżyser do współpracownika - to nie jest to, o co mi chodzi" - tłumaczył.
Co ciekawe, Franciszek w bardzo młodym wieku miał na swoim koncie małą rolę w filmie "Nic śmiesznego", a także w serialu "Miodowe lata", jednak ostatecznie nie zdecydował się na kontynuowanie aktorskiej kariery.
Zawodowo poszedł więc w... ślady mamy - Beaty Barciś, zajmującej się montażem filmowym i telewizyjnym.
Oglądaj "halo tu polsat" w Polsacie oraz na Polsat Box Go, otwiera się w nowym oknie.

Zobacz też:
Materiał zawierał linki partnerów reklamowych








