Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Antoni Gucwiński oskarżony o kolejne zaniedbania! Prowadzący "Z kamerą wśród zwierząt" wszystkiemu zaprzecza!

Czarne chmury ponownie zebrały się nad głową byłego dyrektora wrocławskiego ZOO i gwiazdora TVP. Antoni Gucwiński już raz był oskarżany o znęcanie się nad niedźwiedziem Mago. Tym razem jedna z organizacji zamieściła w sieci wstrząsające zdjęcia konia należącego do legendarnego prowadzącego "Z kamerą wśród zwierząt"...

Hanna i Antoni Gucwińscy zyskali ogólnopolską sławę dzięki programowi "Z kamerą wśród zwierząt".

Przez lata show z wrocławskiego ZOO cieszyło się ogromną popularnością, a na antenie TVP wyemitowano blisko tysiąc odcinków. W pewnym momencie dobra passa została jednak przerwana...

Państwo Gucwińscy niedawno obchodzili dwie bardzo ważne w ich życiu rocznice – 65-lecie poznania się i 15-lecie... wyrzucenia ich z wrocławskiego ZOO, któremu oddali swe najpiękniejsze lata... 

W 2006 roku Hanna i Antoni zostali zmuszeni do rezygnacji z funkcji dyrektorów wrocławskiego ogrodu zoologicznego, którym kierowali przez cztery dekady i rozsławili na całym świecie. Oskarżono ich o... znęcanie się nad jednym z czworonożnych podopiecznych - niedźwiedziem Mago.

Reklama

"Sąd uznał mnie za winnego. Nigdy nie pogodzę się z tym wyrokiem, ale nie mam siły i pieniędzy, aby dalej walczyć. Żeby opłacić prawników i koszty postępowania, Hania sprzedała rodzinny dom..." - żalił się Antoni Gucwiński po przegranej sprawie.

Gucwińscy mają kolejne problemy

Po kilku latach medialnego spokoju nazwisko Gucwińskich znowu powraca i kolejny raz w związku z zarzutami związanymi z zaniedbywaniem zwierząt. 

"O byłym dyrektorze wrocławskiego ZOO - Antonim Gucwińskim - mówi się, że jego karierę zniszczył skandal związany ze znęcaniem się nad misiem Mago. Został za to prawomocnie skazany. Niestety nie wyciągnął z tego jakichkolwiek wniosków. Interweniujemy na posesji pod Miliczem, na której znajdują się konie należące do byłego dyrektora wrocławskiego ZOO. Oto jeden z nich - podobno leży tak od 2 dni, bo nie jest w stanie utrzymać się na własnych nogach dłużej niż 20 minut. Stawy są obrzmiałe, obolałe, koń ma już nawet odleżyny. Każdy, kto ma choćby minimalną wiedzę o koniach, wie czym kończy się leżenie konia. Pan Antoni Gucwiński także, tylko jak zawsze nic nie wie, nikt go nie poinformował, niczego nie zauważył" - czytamy na profilu organizacji non profit "Ekostraż". 

Ciężko chory koń został odebrany właścicielom i trafił pod opiekę weterynarza, który stwierdził, że zwierzę znajduje się "w stanie skrajnego cierpienia". 

"Przednie nogi bolą konia tak bardzo, że nie ma możliwości przeprowadzenia podstawowych badań nóg. Koń jest mocno osłabiony, niereaktywny, z trudem - podtrzymywany - utrzymuje się na własnych obolałych nogach" - czytamy. 

Antoni Gucwiński początkowo twierdził, że koń nie należy już do niego, więc on nie ma z tym nic wspólnego. 

"Przeczą temu właściciele terenu, którzy odkupili go od niego i przyjechali na miejsce. Oświadczyli, że Gucwiński sprzedał im teren, a koni nie chciał z miłości i przywiązania do nich. Smutne to przywiązanie i tak bardzo bolesne. Jak ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość i co w końcu przyznał także sam Antoni Gucwiński - koń należy do niego, kuleje od dawna i nigdy nie był diagnozowany ani leczony" - donosi "Ekostraż". 

Gucwiński odpiera ataki w tabloidzie

Prowadzący "Z kamerę wśród zwierząt" postanowił jednak walczyć o swoje dobre imię i z tego też powodu udzielił wywiadu "Faktowi". 

88-latek oznajmił, że stawiane mu przez obrońców zwierząt zarzuty są wyssane z palca! 

"Narobili krzyku, że koń leży. A co w tym dziwnego, jak ma chore stawy. Wtargnęli w nocy, włamali się i o losie mojego konia zdecydowali ludzie, którzy nie mogli o tym decydować. Zabrali go do szpitala na drugą stronę Wrocławia i tam się dowiedzieli, że koń ma raka stawów. To się ciągnie kilka lat" – mówi były dyrektor wrocławskiego zoo i dodaje, że organizacja po prostu "chce się dorobić na plecach Gucwińskich".

Pan Antoni nie ma sobie nic do zarzucenia, bo twierdzi, że chora na raka klacz żyła niemal w rajskich warunkach. 

"Przetrwała zimę, teraz sobie odpoczywała. Tak jak inne zwierzęta mogła sobie wypoczywać na 20-hektarowym pastwisku. Faktycznie były u mnie panie w zeszłym roku i jakoś im wszystko wyjaśniłem. Teraz nie dały sobie wyjaśnić. W tej sprawie mam już prawnika" - twierdzi Gucwiński.

Dawid Karaś z Ekostraży jest oburzony słowami byłego dyrektora wrocławskiego ZOO...

"Nie nagłaśnialibyśmy tej sprawy, gdyby nie postawa pana Gucwińskiego. Najpierw twierdził, że to nie jego koń, potem sam pojechał do weterynarza i mimo iż nie on był klientem, udzielono mu informacji o chorobach zwierzęcia. Wcześniej się tym nie interesował. Już raz była podobna sytuacja, gdy obiecał nam poprawę, bo rok temu zaniedbał kuca. W obu przypadkach to my płaciliśmy za leczenie" - zapewnia obrońca zwierząt.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »