Wojciech Szczęsny o tym, jak naprawdę gra się w Barcelonie
Wojciech Szczęsny był na najkrótszej sportowej emeryturze na świecie. Pod koniec sierpnia 2024 roku ogłosił zakończenie profesjonalnej kariery, ale do gry wrócił już w październiku - pod tym, jak podpisał umowę z Barceloną. Dziś przed nim początek już trzeciego sezonu w hiszpańskich barwach.
W podcaście radia RMF FM rozmawiał z dawnym kolegą z reprezentacji. Grzegorz Krychowiak zaprosił go do rozmowy i namówił na opowiedzenie o kulisach gry z Barceloną. Jak mówi, właśnie w hiszpańskiej drużynie poczuł, jak ogromne znaczenie ma każdy najmniejszy detal na boisku.
Każde podanie ma znaczenie, każda decyzja jest analizowana. To klub, w którym bramkarz uczestniczy w budowaniu akcji praktycznie tak samo jak środkowy obrońca. Dla mnie było to ciekawe doświadczenie, bo wymagało trochę innego myślenia niż przez większość kariery" - mówi Wojciech.
Wojciech Szczęsny miał nadzieję, że to Marina powie "nie"
Jak wiadomo, Szczęsny naprawdę cieszył się na zakończenie przygody ze sportem i możliwość spędzania czasu z rodziną. Wtedy jednak okazało się, że bramkarz Barcelony, Marc-André ter Stegen, doznał kontuzji, Robert Lewandowski nie czekał z telefonem do kolegi.
"Zadzwonił praktycznie od razu. Był jeszcze w szatni, a już mówił, że mogę się pakować. Zresztą nie tylko on. Telefon zaczął dzwonić bez przerwy, wszyscy byli przekonani, że wracam do piłki. A ja każdemu odpowiadałem to samo - że jestem na emeryturze i naprawdę dobrze mi z tym" - wyjawił teraz Wojtek.
Piłkarz podkreśla, że na początku naprawdę nie chciał wracać. Miał nadzieję, że to jego żona, Marina Łuczenko-Szczęsna powie: "nie jedź".
"Byłem szczęśliwy. Spędzałem czas z rodziną, [...] żyłem normalnie. Po tylu latach zawodowej piłki bardzo mi się to podobało i nie czułem, że czegoś mi brakuje. Próbowałem nawet przekonać Marinę, żeby powiedziała: 'Nie jedź'. Chciałem, żeby ktoś podjął tę decyzję za mnie. Ale ona za każdym razem odpowiadała dokładnie odwrotnie. Powiedziała: Jedź. Spróbuj. Takiej szansy już nigdy nie dostaniesz" - przyznaje.
Wojciech Szczęsny miał obawy przed karierą w Hiszpanii
Wojciech przyznaje, że właśnie entuzjastyczna reakcja żony zaskoczyła go najbardziej. Myślał, że będzie wolała, by móc wreszcie mieć go tylko dla siebie. Tymczasem od razu uznała, że z takiej szansy się po prostu nie rezygnuje. Jego za to nachodziły wątpliwości.
"Oczywiście, że się bałem. Miałem kilka kilogramów więcej, nie trenowałem w rytmie profesjonalnego futbolu i wiedziałem, że będę oceniany od pierwszego dnia. Ale pomyślałem sobie, że całą karierę podejmowałem odważne decyzje. Gdybym wtedy odmówił Barcelonie, chyba do końca życia zastanawiałbym się, co by było, gdybym jednak spróbował" - wyjaśnia bramkarz.
Sportowiec dodaje, że początki wcale nie były łatwe. Wcześniejsza kontuzja obu rąk wpłynęła na jego codzienność - oraz treningi w Barcelonie.
"Były treningi, kiedy jeszcze przed wyjściem mówiłem trenerowi, że za chwilę będę musiał zejść, bo ręce odmawiają posłuszeństwa. Śmiałem się nawet do Roberta Lewandowskiego, żeby na treningach strzelał tylko w jedną stronę, bo drugą ręką i tak niczego nie złapię" - wspomina.
Dziś jednak Szczęsny jest pewny, że było warto, a gra w Barcelonie jest jedną z najpiękniejszych przygód w jego karierze. Pokazała mu, że nawet jeżeli myślimy, że jakiś rozdział jest za nami, to życie potrafi napisać całkiem nowy scenariusz.

Zobacz też:
Marina i Wojciech Szczęsny olśnili na Majorce. To się nazywa styl old money
Roxie szczerze o związku Szczęsnego i Mariny. Widziała to na własne oczy
Na jaw wyszła prawda o żonie Krychowiaka. To stało się nagle. Sam przyznał








