Odkąd była prezeska ZUS-u, a także kilkoro artystów, którym przetarła szlaki Krystyna Sienkiewicz, objaśnili zależność między wysokością odprowadzanych składek a kwotą emerytury, narzekania nieco przycichły.
Drozda, Chajzer, Dowbor: różne podejścia do składek emerytalnych
Niektórzy, jak Tadeusz Drozda, nawet publicznie przyznali, że latami zaniżali dochody po to, by odprowadzać jak najniższe składki.
Jak wyznał "Dyżurny Satyryk Kraju" rok temu w rozmowie z Pomponikiem, teraz odczuwa skutki, ale wie, że jest sam sobie winien:
"W naszym zawodzie nie było tak, że byłem na etacie i od tego brali. Nie, deklarowałem, ile zarabiam i deklarowałem jak najmniej. No i teraz mam od tego najmniejszą emeryturę. I każdy z tych artystów, którzy teraz narzekają, to samo robił".
Grzegorz Wons formalnie jest już emerytem
Na drugim biegunie znajdują się m.in. Zygmunt Chajzer i Katarzyna Dowbor, którzy publicznie deklarują, że są zadowoleni z wysokości swoich świadczeń emerytalnych, a to dlatego, że nigdy nie migali się od płacenia składek. Jak ujawnił Chajzer w "Super Expressie":
"Pracując na etacie zawsze odprowadzałem pełną składkę emerytalną. Nigdy nie unikałem tych płatności".
Dowbor w tej samej gazecie wspominała:
"Po prostu pracowałam na etacie przez 30 lat w państwowej firmie, więc odkładałam składki i mam emeryturę. Nie narzekam".
Grzegorz Wons nie ukrywa, że ta postawa jest mu najbliższa. Aktor, znany z wielu seriali, m.in. "Ranczo", "M jak miłość" i "Barwy szczęścia", mimo osiągnięcia wieku emerytalnego wciąż pracuje, jednak, jak daje do zrozumienia w rozmowie z Plejadą, nie dlatego, że inaczej klepałby biede:
"W tym roku będzie już 50 lat, odkąd pracuję. Mnie się wydawało, że nigdy w życiu nie dotrwam, żeby tyle lat pracować. Nie pędzę już tak, nie szarpię się. Odpuszczam trochę, ale pracuję. Mam mieszkanie, dom na wsi i jeszcze parę rzeczy do utrzymania. A poza tym myślę, że to też uczy mnie pewnej dyscypliny, trzeba się spiąć. Praca jednak trochę mobilizuje".
Grzegorz Wons krytykuje kolegów po fachu
Wons, jak z dumą podkreśla w najnowszym wywiadzie, nie ograniczył się do sumiennego odprowadzania stawek. Jak wyznał, omawiał swoją finansową przyszłość z fachowcami:
"Pobieram emeryturę już od jakiegoś czasu. Jestem z niej zadowolony, ponieważ wcześniej trafiłem na dobrych doradców, którzy mnie uprzedzili, żebym pomyślał o tym na przyszłość. Zacząłem tego pilnować i dało to dobry skutek".
W krytykowaniu kolegów po fachu, którzy nie zadbali zawczasu o emeryturę, tak się zapędził, że nie oszczędził nawet aktorów, którzy już odeszli. Jak grzmi w wywiadzie:
"Znamy takie przypadki, jak śp. Janek Kobuszewski czy Andrzej Kopiczyński, którzy przychodzili do pani w ZASP-ie i okazywało się, że mają 1,3 tys. zł emerytury. To była żenada. Oni nie zadbali o to, a tego trzeba bardzo pilnować, bo ZUS jest nieubłagany. Nie zadbali o to. Dlatego uważam, że nie powinni się skarżyć. Ale wiemy, jak jest. Są ludzie i ludziska. Niektórzy mają taką potrzebę, żeby się poskarżyć i to robią. Uważam jednak, że nie jest to w porządku".
Zobacz też:
Drozda nie na rzeka na emeryturę. "Dziwią mnie niektórzy, którzy się żalą"
Gwiazdor "Rancza" zdradził prawdę o swoim małżeństwie. "To nie tak, że się kochamy i już"
Mało osób wie, co go łączy ze znaną aktorką. Przez lata to była tajemnica








