Elżbieta Marszalec, jak sama wyznała w rozmowie z Pomponikiem, do startu w"Milionerach" przymierzała się od początku polskiej edycji. Swoje marzenie zrealizowała ćwierć wieku później, w brawurowym stylu.
Co ciekawe, na pytanie za milion odpowiedziała pewnie i zdecydowanie, za to wiele kłopotów sprawiło jej przejście pułapu 50 tysięcy zł...
Elżbieta Marszalec od dawna marzyła o "Milionerach"
Jak ujawniła Elżbieta Marszalec w rozmowie z Pomponikiem, o tym, że znalazła się w teleturnieju przesądził los. Jak wyznała, po prostu intuicyjnie wiedziała, że powinna wysłać zgłoszenie:
"Myśl o starcie towarzyszyła mi już bardzo długo, ale się nie składało. I teraz był ten czas. Po prostu chciałam się pobawić, sprawdzić siebie, a że przy okazji coś tam się uda wygrać, to pomaga. Chciałam wyjść z przynajmniej 50 tysiącami".
I właśnie pytanie za 50 tys. zł sprawiło Elżbiecie Marszalec najwięcej problemów. Poprosiła o podpowiedź Huberta Urbańskiego, jednak on też nie znał właściwej. Uczestniczka podjęła decyzję po zastosowaniu koła ratunkowego "50/50".
Elżbieta Marszalec milionerką jest tylko z nazwy
Jak wyjaśniła w rozmowie z Pomponikiem, kluczem do sukcesu okazał się w jej przypadku brak pośpiechu. Do każdego pytania podchodziła z namysłem i dawała sobie czas na dokładne przemyślenie.
Studio "Milionerów" opuściła z symbolicznym czekiem na milion złotych, jednak realnie ta kwota będzie niższa. Jak wyjaśniła księgowa z Warszawy z profesjonalnym spokojem, tak po prostu już jest:
"To jest podatek dochodowy od wygranej, 10 proc. Zostanie 900 tysięcy. Ja jestem księgową, to jest naturalne, że od wszystkiego, co zarabiamy, płacimy podatki, państwo się utrzymuje z naszych podatków. Liczyłam się z tym, że jest podatek od wygrane, tak samo jak od wygranej w Lotto, ja w ogóle cieszę się, że cokolwiek wygrałam".
Elżbieta Marszalec: na co wyda wygraną?
Do zapowiedzi podwyższenia podatku od wygranej do 15 proc. Elżbieta Marszalec podchodzi bez entuzjazmu, ale wyrozumiale. Jak wyjaśnia w rozmowie z Pomponikiem:
"Smutne, no ale widocznie takie są potrzeby fiskusa, gdzieś coś trzeba załatać (...)".
Podczas programu Elżbietę Marszalec wspierały z widowni siostra i córka. I to właśnie z myślą o najbliższych nowa milionerka planuje wydatki:
"Tak jak mówiłam w programie, chcę wspomóc moje dzieci. Bardzo chcę im pomóc kupić własne mieszkania. Na razie mieszkają ze mną, to są młodzi ludzie, ale dorośli i chciałabym, żeby zaczęli stawać na własne nogi. Będzie im dużo lżej, gdy będą mieli własny kąt. Na pewno wymienię samochód, na pewno zainwestuję w swój rozwój zawodowy i na pewno gdzieś pojadę, pewnie z moimi dziewczynami, które mnie wspierały z widowni. Dla osoby, żyjącej od pensji do pensji, to jest potężny zastrzyk pieniędzy".
Zobacz też:
"Milionerzy". Pytanie o dowód matematyczny. Urodziwy czy elegancki
Ledwie wrócili "Milionerzy", a już takie sceny. Urbański nie mógł oprzeć się pokusie








