Ewa Demarczyk nie uznawała kompromisów
Ewa Demarczyk bardzo dbała o swój wizerunek i oprawę swoich koncertów. Współpracujący z nią muzycy wiedzieli, że przed wyjściem na scenę musi się z kimś posprzeczać i świadomie tworzyli atmosferę, aby mogła rozładować przedkoncertowe napięcie. Ona sama twierdziła, że potrzebuje adrenaliny, żeby zaśpiewać.
"Robili (muzycy - przypis red.) wszystko, żeby była zadowolona" - twierdzą autorki książki o "Opowieść o Ewie Demarczyk".
Nie jest tajemnicą, że artystka stawiała organizatorom recitali mnóstwo wymagań.
"Koncert musiał być zorganizowany na jej warunkach albo nie było go wcale" - wspominał Janusz Frączek, który grał w zespole Ewy na fortepianie.
Muzyk zdradził biografkom wokalistki, że Demarczyk osobiście sprawdzała wymiary sceny, bo zawsze wchodziła na nią w całkowitych ciemnościach i miała dokładnie policzone, ile kroków musi zrobić, by dojść do mikrofonu.
Piosenkarka oczekiwała też, by na scenie stały dwa czarne fortepiany. Z powodu fortepianu doszło nawet kiedyś do głośnego nieporozumienia. Raz organizatorzy uznali, że jeden musi jej wystarczyć, twierdząc, że to nie koncert fortepianowy. Załagodzenie sytuacji trwało wiele czasu - do momentu, aż drugi instrument stanął na scenie.
"Ewa nie uznawała kompromisów. Była profesjonalistką w każdym calu" - opowiadał autorkom biografii Andrzej Marzec.
Ewa Demarczyk nieustannie spóźniała się na swoje koncerty
Dopiero po śmierci Demarczyk wyszło na jaw, że była bardzo przesądna i zdarzało się jej korzystać z usług znajomego jasnowidza. Miała też talizman ochronny, z którym nigdy się nie rozstawała. Ewa znana była z tego, że spóźniała się na własne koncerty. Robiła to celowo, bo uważała, że rozpoczęcie recitalu z kilkunastominutowym opóźnieniem to dobra wróżba.
Bywało jednak i tak, że kazała publiczności czekać na siebie parę godzin, jak wtedy, gdy czarny kot przebiegł przed samochodem, którym jechała. Kazała kierowcy zatrzymać auto na poboczu i ruszyć dopiero, gdy ich ktoś wyprzedzi.
Z powodu czarnego kota raz nawet trzeba było odwołać koncert Ewy po jej spotkaniu ze studentami, choć była już na miejscu. Kot przemaszerował przed nią, gdy wchodziła do akademika. To był jedyny raz w jej karierze, kiedy publiczność nie przyjęła jej ciepło.
Ewa Demarczyk pod koniec życia odsunęła się od bliskich i fanów
Ewa Demarczyk zmarła 14 sierpnia 2020 roku. Ostatnie lata życia spędziła w swoim domu w Wieliczce. Zniknęła ze sceny, nie udzielała wywiadów i przestała utrzymywać kontakt ze wszystkimi znajomymi.
Tuż przed udaniem się na artystyczną emeryturę przyznała w wywiadzie dla "Angory", że poczuła się przytłoczona przez własną popularność. Nie czuła się dobrze przez nieustającą uwagę fanów i prasy. Jak sama przyznała w rozmowie, wolała zamilknąć.
Źródła:
1. Książka A. Kuźniak i E. Karpacz-Oboładze "Opowieść o Ewie Demarczyk", wyd. 2015.
2. Wywiad z E. Demarczyk, "Angora" (sierpień 1998).
Zobacz też:
Oba małżeństwa Demarczyk były pomyłkami. Pierwsze przetrwało kilka miesięcy
Demarczyk źle zniosła tę współpracę. Teraz Cugowski ujawnił całą prawdę








