Reklama

Reklama

Reklama

Krwawa egzekucja w Zakopanem. Kilka strzałów wystarczyło

Andrzej Kolikowski znany był bardziej pod swoim pseudonimem, czyli jako „Pershing”. Angażował się w działalność przestępczą, jednak po wielu latach ukrywania się i różnych zatargów z konkurencyjnymi grupami chciał zrezygnować z takiego sposobu na życie. To nagłe nawrócenie nie spodobało się innym mafiozom. Postanowili pozbyć się tego, który chciał wystąpić z ich szeregów. Zgodnie z planem dokonali krwawej egzekucji i 5 grudnia 1999 r. w Zakopanem zastrzelili Kolikowskiego.

Biznesmen łamiący prawo, ale nie bandyta. Czym zajmował się "Pershing"?

Jego życie mogłoby być całkiem zwyczajne, gdyby na swojej drodze nie spotkał Jeremiasza Barańskiego. Ten doświadczony gangster o pseudonimie "Baranina" wprowadził Andrzeja w przestępczy światek. W połowie lat 70. panowie wyjechali wspólnie do Niemiec, gdzie zaczęli robić szemrane interesy. "Pershing" wykorzystał zdobyte tam pieniądze na rozkręcenie swojej firmy w Polsce. Otworzył w Warszawie kasyno.

Interes okazał się bardzo dochodowy. Do lokalu przychodzili zarówno zamożni klienci odwiedzający stolicę, jak i najbardziej znany gangsterzy. W ten sposób Andrzej Kolikowski nawiązywał kolejne kontakty i coraz mocniej wchodził w środowisko przestępcze. Początkowo poprzestał na samych znajomościach i nie łamał prawa. Realizował swoje pasje i coraz bardziej się bogacił.

Reklama

Król życia i Robin Hood w jednym?

Kontakty z gangsterami szybko wpłynęły na profil działalności "Pershinga". Zaczął zajmować się ściąganiem haraczy. Sam określał ten proceder jako odzyskiwanie długów. Do tego zwerbował inne osoby, które pomagały mu w realizacji zleceń. W ten sposób stał się szefem tzw. grupy ożarowskiej. Jedną z największych akcji przeprowadzonych przez "Pershinga" i jego ludzi był napad na hurtownię w Mińsku Mazowieckim.

Jednocześnie, wraz ze wzrostem działalności przestępczej, Kolikowskim zaczęła interesować się policja. Wreszcie udało się postawić mu zarzuty i stanął przed sądem. "Pershing" nie postrzegał swojej działalności jako łamanie prawa. Tłumaczył się, że pomaga biznesmenom ściągać pieniądze od dłużników i upominać niesolidnych klientów. A że stosuje przy tym przemoc? Tak bywa.

"Każdy obywatel, kiedy chce pomóc drugiemu człowiekowi, może to zrobić. Nawet Wałęsa mówił, że prawo można naciągnąć, dla dobra społeczeństwa" - powiedział podczas procesu, który toczył się w 1994 r.

Mimo wyroku, który zapadł w tej sprawie i opinii typa spod ciemnej gwiazdy, nadal prowadził bujne życie towarzyskie. Obracał się w środowisku ówczesnych gwiazd i polityków. Utrzymywał kontakty m.in. z Ireneuszem Sekułą, Jackiem Dębskim czy Bogusławem Bagsikiem. Jego przyjacielem był też najbardziej znany polski jasnowidzKrzysztof Jackowski.

Do tego "Pershing" korzystał z życia. W czasach, gdy każdy zagraniczny wyjazd były luksusem, mógł sobie pozwolić na wycieczki do Stanów Zjednoczonych, Izraela i Szwajcarii. Znany był też ze swojej słabości do kolorowych koszul. Na wyścigach konnych na Służewcu zwracał na siebie uwagę bardziej niż ówcześni celebryci. Czy to wystawne życie zaczęło irytować innych gangsterów? Z pewnością nie była to jedyna przyczyna planowanego zamachu na jego życie, ale można przypuszczać, że denerwował tych, którzy starali się nie afiszować ze swoim bogactwem.

Wydano na niego wyrok. Jak doszło do zastrzelenia "Pershinga"?

Kolikowski po połączeniu dowodzonej przez niego grupy ożarowskiej z mafią pruszkowską zrobił się niewygodny dla pozostałych gangsterów. Dlatego już w 1994 r. podjęto pierwszą próbę odebrania mu życia. Podłożono ładunek wybuchowy w lokalu, w którym przebywał. Materiał rzeczywiście eksplodował, ale "Pershing" nie odniósł żadnych obrażeń.

Już dwa miesiące później ostrzelano jego dom. W ataku ranny został ochroniarz, a Kolikowski znów wyszedł z tego bez szwanku. Później próbowano go zabić, podkładając bombę pod samochód. Na szczęście "Pershing" wysiadł z niego tuż przed wybuchem.

Wydawało się, że Kolikowski pozostanie nieuchwytny. Jednak zimą 1999 r. nie miał już tyle szczęścia. Wyjechał na narty do Zakopanego. W wyprawie towarzyszyła mu jego przyjaciółka, młoda studentka. Wydawało się, że "Pershing" nie ma się czego obawiać, bo Zakopane nie było terenem mafijnych porachunków. Tuż przed powrotem, gdy pakował do samochodu bagaże, zaatakowała go grupa nieznanych mężczyzn, oddając w jego kierunku kilka strzałów. Jeden trafił go w głowę, drugi zaś w klatkę piersiową. Sprawcy natychmiast uciekli z miejsca zdarzenia. Podjęta na miejscu próba reanimacji Kolikowskiego okazała się nieskuteczna. Zmarł wkrótce po przewiezieniu do szpitala.

Dostał 25 lat za zabójstwo. Wyrok w sprawie morderstwa "Pershinga"

Za zabójstwo Andrzeja Kolikowskiego zarzuty usłyszały trzy osoby. Byli to znani w świecie przestępczym Ryszard Bogucki, Ryszard Niemczyk pseudonim  "Rzeźnik" oraz Adam Korczak znany jako "Dziadek". "Grupa Rzeźnika" była znana ze swojej wyjątkowej brutalności i porachunków gangsterskich.

W 2003 r. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał Ryszarda Boguckiego na karę 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo Kolikowskiego. Udowodniono, że działał on na zlecenie Mirosława Danielaka pseudonim "Malizna". Powodem był konflikt między przestępcami i tocząca się nieustannie walka o wpływy.

Zobacz też:

Ta śmierć wstrząsnęła Polską. Tragiczne zabójstwo Andrzeja Zauchy. Zazdrosny mąż strzelił dziewięć razy do artysty

Morderstwo siostry Cathy Cesnik. Czy sprawcą był ksiądz?

Najgłośniejszy mezalians III RP. Urban przybył na ślub, a Wałęsa gratulował

Siał postrach wśród kobiet. Rozpruwacz z Yorkshire wpadł przez fałszywe tablice rejestracyjne


pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Kolikowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy