Pierwszy mąż zdradzał ją na potęgę, drugiego zostawiła, gdy byli u szczytu kariery
Danuta Rinn była przez 10 lat żoną Bogdana Czyżewskiego, z którym wylansowała mnóstwo przebojów. Tworzyli zgrany duet sceniczny, ale w życiu wcale nie byli ze sobą szczęśliwi. Prawda o ich małżeństwie wyszła na jaw dopiero po śmierci piosenkarki. Mało kto wie, że Bogdan nie był pierwszym mężem wykonawczyni hitu „Gdzie ci mężczyźni?”.
O związku Danuty Rinn i Bogdana Czyżewskiego krążyły w latach 60. legendy. Nie było tajemnicą, że w parę połączył ich jeden z organizatorów przeglądu muzycznego, na którym spotkali się w 1963 roku.
"Mieliśmy zorganizować kwartet, ale chyba za dobrze razem wyglądaliśmy, bo nikt nie chciał do nas dołączyć" - żartowała piosenkarka po latach, wspominając początki swego drugiego małżeństwa na antenie Polskiego Radia.
Danuta Rinn miała 27 lat, gdy przeprowadziła się z rodzinnego Krakowa do Warszawy, by tu rozwinąć skrzydła i zaistnieć na estradzie po kilku latach terminowania w roli akompaniatorki w Teatrze na Wozie, a przede wszystkim, żeby zapomnieć o mężu - Andrzeju Rynduchu, który zdradzał ją na potęgę.
Wokalistka przez cztery lata znosiła miłostki Andrzeja, jego późne powroty do domu i ślady nieznajomych szminek na koszulach, zanim w końcu odeszła.
"O cztery lata za późno" - mawiała, wspominając swe małżeństwo z doktorem Rynduchem.
Po rozwodzie Danuta nie szukała pocieszenia, nie potrzebowała mężczyzny i nie tęskniła za miłością. Chciała tylko śpiewać.
Starszy od niej o dwa lata Bogdan Czyżewski miał już na koncie zakończony sukcesem udział w konkursie dla młodych talentów, wyróżnienie za debiut na I Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu i wielki apetyt na sławę.
Gdy po raz pierwszy spotkał Danutę, od razu się z nią pokłócił. W pierwszej chwili odmówił śpiewania z nią w duecie, bo wydawało mu się, że są jak ogień i woda, więc raczej nigdy się nie dogadają.
Ona - wulkan energii - chciała śpiewać do tańca, on - mężczyzna o melancholijnym usposobieniu - wolał piosenki liryczne. Ona stawiała na uśmiech, jemu wydawało się, że więcej zyskają, wyciskając łzy wzruszenia. Na szczęście w końcu doszli do porozumienia i, by przypieczętować zgodę, poszli do łóżka. Żartowali później, że nim się spostrzegli, byli już małżeństwem.
Wystarczyło kilka miesięcy wspólnych występów, by z mało znanych szansonistów stali się najgorętszą parą rodzimego show-biznesu. Na ich koncerty przychodziły tłumy, ich płyty wyprzedawały się na pniu, a ich piosenki nuciła cała Polska. Bez przebojów "Biedroneczki są w kropeczki", "Wszystkiego najlepszego" czy "Na deptaku w Ciechocinku" nie mogła się obejść żadna prywatka w kraju. Lata 60. to był zdecydowanie ich czas.
"Fantastycznie jest, gdy znajdzie się drugą połowę, która pasuje w każdy zakamarek. Jak byłam młoda, wydawało mi się, że jak druga strona będzie pracować w tym samym zawodzie, to doskonale się dogadamy" - wyznała Danuta Rinn "Echu Dnia".
"Życie pokazało, że jest wręcz odwrotnie" - dodała.
Choć jako duet Rinn i Czyżewski odnosili sukces za sukcesem, to jako para zaliczali porażkę za porażką, ale ukrywali to przed światem. Przez kilka lat udawali szczęśliwych, przynajmniej raz w tygodniu urządzali przyjęcia dla przyjaciół, cała śmietanka towarzyska stolicy wiedziała, że u Danusi i Bogusia na Czerniakowskiej 40 zawsze jest coś się dzieje...
Wydawało się, że ich życie to nieustająca impreza. Gdy w 1974 r., a więc dokładnie 10 lat po ślubie, zdecydowali zakończyć współpracę i małżeństwo, wszyscy ich znajomi byli w szoku.
"Nasz duet i nasze małżeństwo najzwyczajniej się wyczerpały. Danka nie chciała ze mną występować, bo zaczęła tyć i tusza stała się powodem jej kompleksów. Uważała, że tworzymy niekorzystny dla niej fizycznie kontrast" - tłumaczył Czyżewski w wywiadzie dla "Życia na gorąco".
Danuta Rinn przedstawiała w wywiadach inną wersję wydarzeń, które doprowadziły do ich rozstania.
"Czasem trzeba chłopa odstawić, żeby odżyć" - stwierdziła podczas wizyty w studiu radiowej "Jedynki".
Piosenkarka była 38-latką, gdy rozpadło się jej drugie małżeństwo, a marzenia o macierzyństwie pękły jak mydlana bańka. W dodatku okazało się, że Bogdan jeszcze przed rozwodem stracił głowę dla tancerki z grupy baletowej Sabat, poznanej w Teatrze na Targówku - Elżbiety Skarżyńskiej, więc tłumaczenie, że "z Danusią przestało im być po drodze", było zwykłym mydleniem oczu.
"Nasze małżeństwo okazało się po prostu pomyłką" - powiedziała wokalistka "Tele Tygodniowi" wiele lat później, kilka miesięcy przed śmiercią.
Po rozwodzie Danuta Rinn zamknęła się domu i czekając, aż los znów się do niej uśmiechnie. Telefon nie dzwonił, bo ona solo wydawała się mniej interesująca niż ona w duecie. Być może nigdy nie wróciłaby na estradę i zajęłaby się prowadzeniem butiku z odzieżą dla "puszystych", co miała w planach, gdyby pewnego dnia nie spotkała Jana Pietrzaka.
Tak się złożyło, że piosenka "Gdzie ci mężczyźni?", którą Pietrzak napisał z Włodzimierzem Korczem, poległa w jego kabarecie, bo Anna Nehrebecka - jej pierwsza wykonawczyni - po prostu sobie z nią nie radziła, więc zaproponował ją pani Danucie. Gdy ją usłyszała, uśmiech po raz pierwszy od rozstania z mężem rozświetlił jej twarz. Wkrótce potem zaśpiewała hit autorstwa Pietrzaka i Korcza na festiwalu w Opolu i nagle znowu stała się ulubienicą Polaków.
Tymczasem jej były mąż ożenił się z kobietą, dla której ją zostawił, ale jako artysta miał mniej szczęścia niż ona. Owszem, śpiewał, ale głównie na festiwalach piosenki w Kołobrzegu czy na przeglądach w Zielonej Górze. Szybko zrozumiał, że to Danuta była tym "smaczniejszym kąskiem" w ich duecie i że bez niej nigdy nie wróci na szczyt. Spełniał się jako artysta, odwiedzając z recitalami rozsianą po całym świecie Polonię, ale przede wszystkim kochał i był kochany. Z Elą, z którą doczekał się syna Bogdana Kacpra, spędził prawie 40 lat. Byli razem do jej niespodziewanej śmierci w 2013 roku.
Danuta Rinn ze swej tuszy uczyniła atut. Żartowała z niej, ale w głębi serca cierpiała, bo zdawała sobie sprawę, że bycie "rezolutnym pulpecikiem" czy "śpiewającą krągłością", jak sama siebie nazywała, nie jest dla niej dobre. A odchudzać się nie chciała.
"Czas jest moim wrogiem, musiałam nauczyć się go oszukiwać" - wyznała "Echu Dnia".
Z Bogdanem pogodziła się, dopiero gdy przeszła na emeryturę. W 2001 r. spotkali się w studiu "Szansy na sukces", by oceniać amatorów śpiewających ich największe hity. Piosenkarka była już wtedy bardzo chora. Przyjaciele przekonali ją, by zamieszkała w Domu Artystów w Skolimowie.
"Nie mam nikogo, kto by się mną zajął. Tu mam wspaniałą opiekę. I samotność już mi tak bardzo nie doskwiera" - opowiadała w ostatnim wywiadzie.
Pod koniec listopada 2006 r. emerytowana piosenkarka trafiła do szpitala. Z kliniki na Wołoskiej nie wróciła już do Skolimowa. Odeszła z powodu powikłań cukrzycowych 19 grudnia, pół roku po swych 70. urodzinach.
Bogdan Czyżewski ma dziś 91 lat, mieszka w Warszawie.
"Nagraliśmy z Danusią ponad 200 piosenek, zjechaliśmy razem cały świat, jesteśmy częścią historii polskiej muzyki rozrywkowej. A że w życiu nam razem nie wyszło? Każde z nas poszło po prostu w swoją stronę" - stwierdził w cytowanej już rozmowie z "Życiem na gorąco".
Źródła:
1. Wywiady z D. Rinn: Polskie Radio Pr. 1 (grudzień 1998), "Echo Dnia" (marzec 2001), "Tele Tydzień" (lipiec 2006)
2. Wywiad z B. Czyżewskim, "Życie na gorąco" (kwiecień 2020)
3. Artykuł "Rozwód złamał jej serce", "Retro" (styczeń 2019)
Zobacz też:
Kinga Rusin miała znaną matkę chrzestną. To Danuta Rinn odradzała jej ślub z Tomaszem Lisem