Doda ruszyła z autorskim obozem sportowym, który odbywa się w pięciogwiazdkowym hotelu usytuowanym na skale nad brzegiem Jeziora Rożnowskiego. Uczestniczki mogą liczyć nie tylko na treningi, ale również zajęcia i spotkania poświęcone rozwojowi mentalnemu.
W rozmowie z Plotkiem piosenkarka przyznała, że przed ustaleniem szczegółów dokładnie przyjrzała się podobnym wyjazdom dostępnym na rynku - choćby tymi od Anny Lewandowskiej i Ewy Chodakowskiej.
Doda dosadnie o ofercie Lewandowskiej i Chodakowskiej
Wokalistka została zapytana przez serwis między innymi o campy organizowane właśnie przez Annę Lewandowską i Ewę Chodakowską. Doda nie ukrywała, że zna ich ofertę i porównywała ją z tym, co sama przygotowała dla uczestniczek swojego obozu.
"Tak, orientowałam się jakie są ceny rynkowe. Wiem też, co mają w swojej ofercie i zdaję sobie sprawę, że mam dwa raz więcej albo trzy" - stwierdziła z dumą piosenkarka.
Doda zaznaczyła, że od początku zależało jej na ograniczeniu liczby uczestniczek. W wydarzeniu bierze udział 60 kobiet, choć zainteresowanie kolejną edycją ma być wielokrotnie większe. Piosenka nie zamierza jednak zwiększać grup, ponieważ odbiłoby się to na jakości treningów i opieki.
"Od samego początku mamy 60 uczestniczek. Więcej nie dałybyśmy rady ze względu na to, że chcemy z trenerkami i z osobami, które biorą odpowiedzialność właśnie za ich progres mentalno-merytoryczny w różnych kwestiach, po prostu skupić się na każdej z nich. A jak miałam 800 osób w kolejce do kolejnego campa, to naprawdę do głowy by mi nie przyszło, żeby robić większe" - wyznała.
Doda wskazuje problemy campów Lewandowskiej i Chodakowskiej
Piosenkarka wyznała również, że na jej obóz sportowy przyjechały osoby, które wcześniej uczestniczyły w campach innych znanych trenerek. Według relacji Dody kobiety miały narzekać przede wszystkim na zbyt dużą liczbę uczestniczek, chaos oraz brak indywidualnego podejścia. Warto tu jednak podkreślić, że Doda opiera się na subiektywnych relacjach, które nie zostały potwierdzone.
"Niektóre osoby, które przyjeżdżają do nas, były również na campach osób, o których wspomniałeś. Głównym problemem tych campów było to, że było tam za dużo osób. Był za duży chaos. Nie czuły się odpowiednio zaopiekowane, za duży harmider. I ten bałagan w tych treningach nie pozwalał im skupić się na tym, co było najważniejsze" - wyjaśniała piosenkarka.
Doda podkreśliła, że nawet luksusowa lokalizacja i rozbudowany program nie zastąpią bezpośredniego kontaktu z trenerkami. To właśnie kameralny charakter wydarzenia ma być jej zdaniem największą przewagą nad konkurencją.
"Uważam, że czy nawet za taką cenę, czy chociażby w tym hotelu, indywidualne czy butikowe podejście do dziewczyn jest bardzo ważne" - podkreśliła na koniec.
Zobacz też:
Doda potwierdziła doniesienia ws. siostry Nawrockiego. To jednak nie były plotki
Doda wzgardziła jagodziankami od Magdy Gessler. Nawet nie chodzi o cenę
Doda nie ma zamiaru odpuszczać Skolimowi. "Nadal kłamie"








