Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Żona Jansona opowiedziała o tragedii

"Mój świat nagle rozsypał się na kawałki. Nigdy wcześniej nie pomyślałam, że to, co zbudowałam, może w ułamkach sekund rozbić się jak gliniane naczynie" - wspomina Beata Janson, opowiadając o wypadku samochodowym członków zespołu Varius Manx.

Kiedy żona Roberta Jansona dowiedziała się, że jej mąż miał wypadek, nie uwierzyła: "Zadzwonił kolega z zespołu: Robert miał wypadek. Powiedziałam: To pomyłka i rozłączyłam się. Nie wierzy się w takie słowa" - mówi w wywiadzie dla "Vivy" o wydarzeniach z maja 2006 roku.

Reklama

"Robert po raz pierwszy wziął prywatny samochód, ponieważ był o to poproszony - normalnie zawsze zespół jeździł z kierowcą. Nie był z tego zadowolony, jakby coś przeczuwał (...)".

"Tuż przed wyjazdem z Milicza zadzwonił do mnie, że za kilka godzin będzie w domu. Byłam w szoku tak strasznym, że nie umiem o tym mówić do dziś".

Beata Janson przyznaje, że w szpitalu, gdzie przewieziono jej męża w stanie krytycznym, przeszła piekło. Lekarze nie dawali mu żadnych szans: "Był nieprzytomny. Wiele dni walczyłam o jego powrót. Nawet lekarze niemal dali za wygraną. Powiedzieli, że teraz już od niego zależy, czy przeżyje, bo oni wykorzystali wszelkie środki".

W trudnych chwilach wsparciem okazał się Bóg: "Modliłam się w kaplicy szpitalnej. A potem wracałam do sali, gdzie leżał, siedziałam, przy nim. Puszczałam mu muzykę Phila Collinsa - naszą ulubioną. Czytałam mu na głos Przegląd sportowy, bo on bardzo interesuje się sportem. Może nie zjeść śniadania, ale Przegląd musi rano mieć".

Lider Varius Manx w ciężkim stanie znajdował się przez okres około dwóch tygodni: "Cały czas przy nim byłam. Spałam po dwie godziny. Wydawało mi się, że moja obecność odpędza złe moce. Przez chwilę wydawało się, że jego stan się polepszył, ale potem nastąpił straszny kryzys. Po drugiej operacji. Wtedy rozpłakałam się z bezsilności. Nie miałam siły z nikim rozmawiać, z mediami też".

Kryzys na szczęście minął. "Robert otworzył nagle oczy i dał znak, że chce coś napisać. Nie mógł mówić, bo był zaintubowany. Podałam mu kartkę, na której chwiejnymi literami nagryzmolił: Kochanie, już wróciłem".

Niestety nie wszystko szczęśliwie skończyło się dla wokalistki zespołu, Moniki Kuszyńskiej, która w wyniku wypadku doznała urazu kręgosłupa i straciła władzę w nogach.

Obecnie walczy o zdrowie w moskiewskiej klinice cudów Walentina Dikuli. Robert Janson jest oskarżony o spowodowanie wypadku.

Dowiedz się więcej na temat: Monika Kuszyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje