Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zielińska zaczyna gwiazdorzyć?

Agentka Katarzyny Zielińskiej zorientowała się, że ma pod opieką wielką gwiazdę i żąda rzeczy, których nie ma w kontrakcie.

Największy sukces zawsze rodzi się w ogromnych bólach. Wie o tym doskonale Kasia Zielińska, która na swoje powodzenie pracowała niezwykle intensywnie i wytrwale przez kilka ostatnich lat. Uwieńczeniem tej ciężkiej pracy była nagroda, o której zapewne marzą wszyscy absolwenci szkoły aktorskiej - Telekamera dla najlepszego aktora. A w przypadku Kasi - dla najlepszej aktorki.

Reklama

- Ona jest bardzo uparta i wytrwała. Wie, że jeśli nie ma się do czegoś talentu, to zawsze można osiągnąć to ciężką pracą. Bo to bardzo twarda sztuka jest. Może dlatego, że pochodzi z gór - mówi z rozmowie z nami jeden z jej bliskich znajomych.

- Kaśka naprawdę zasłużyła na tę Telekamerę. Przez tę nagrodę czuje się bardzo wyróżniona i wyjątkowa - dodaje na koniec.

Nic dziwnego, że Kasia ma tak wielkie poczucie własnej wartości. W końcu Telekamera to jakby przypieczętowanie pracy dla artysty oraz wyznacznik jego popularności. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że artysta, który zostanie nią wyróżniony, natychmiast może poczuć się wyjątkowy.

Aktorka, według znajomych, dotychczas była osobą skromną i nieśmiałą, bo podobno tak została wychowana. Kilka lat temu, gdy Zielińska nie była pewna, jak potoczy się jej kariera, opowiadała, że zawsze może poprowadzić kwiaciarnię.

Nie byłoby to dla niej problemem, bo temat uprawy roślin ma w małym palcu - od dzieciństwa pomagała rodzicom prowadzić szklarnie - z frezjami i ogórkami. Nawożenie i pielenie Kasia ma więc w małym palcu. Jednak zarobkowe zajmowanie się kwiatkami gwieździe nie grozi, bo propozycji ma tyle, że ledwo jest w stanie się wyrobić.

To podnosi poczucie własnej wartości. I daje się odczuć ekipie powstającego właśnie filmu "Listy do M.". Jak twierdzą jej współpracownicy, Kasia dotychczas nie gwiazdorzyła. Ostatnio coś się zmieniło.

- Agentka artystki, Maria Niewczasińska, ciągle dzwoni do produkcji z nowymi wymaganiami, o których powinna wcześniej pomyśleć - mówi nam osoba z ekipy. - Żąda, by Zielińska wsiadała do samochodu jadącego na plan jako ostatnia, bo podobno jej podopieczna ma tyle zajęć, że szkoda jej tracić czas - dodaje.

Po aktorów jest wysyłane auto, które dowozi ich do pracy. Często osoby mieszkające blisko siebie jadą razem. Nie dzieje się tak, gdy artysta ma zagwarantowany w kontrakcie dowóz indywidualny. Agentka wcześniej o tym nie pomyślała, a teraz żąda, by po jej podopieczną przyjeżdżano na końcu, bo nie chce tracić czasu.

Menadżerka zgłaszała pretensje w dniu, w którym, z powodu zabrania innego aktora, podróż Kasi na plan trwała trwała o 10 minut dłużej. Podobno agentka Kasi ma nagle wiele innych oczekiwań względem produkcji. Sama jednak nie potrafi zadbać odpowiednio o sprawy podopiecznej.

Ostatnio Niewczasińska zadzwoniła z uwagą, aby Kasia nie pracowała dłużej niż 12 godzin. Czas pracy zwykle jest zapisany w kontrakcie gwiazdy. Ale to akurat agentce jakoś umknęło...

Czyli Kasia, jako bodajże jedyna z całej obsady filmu, nie ma zagwarantowanego wolnego po przepracowaniu standardowych dwunastu godzin...

My życzymy Kasi więcej czasu dla siebie. I żeby jej kolejne kontrakty były lepiej dopracowane.

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Zielińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje