Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Zdradzony mąż Mrozowskiej boi się świąt

Tegoroczne Boże Narodzenie dla Maćka Szaciłło nie będzie łatwe...

Przypomnijmy: Monika i Maciej po dziesięciu latach wspólnego życia rozstali się pod koniec sierpnia. Powodem był prawdopodobnie romans znanej z serialu "Rodzina zastępcza" celebrytki. Choć mężczyzna deklaruje, że szanuje decyzję żony, nie ukrywa, że obawia się nadchodzących świąt...

"Nie mam pojęcia, jak je zaplanować, by nie ucierpiały nasze córki, Karolina i Jagoda, bo ja i moi bliscy nie wyobrażamy sobie, byśmy mogli razem z Moniką zasiąść do wigilijnej wieczerzy" - mówi Szaciłło "Twojemu Imperium".

I dodaje: "Ja pogodziłem się już z decyzją żony o rozwodzie, choć do dzisiaj nie otrzymałem od niej dokumentów rozwodowych. To jednak wciąż bardzo trudna sytuacja do zaakceptowania dla moich rodziców. Oni wciąż nie mogą uwierzyć, że stracili synową, a moje dziesięcioletnie stażem małżeństwo istnieje już tylko na papierze".

Reklama

Pozostający od jesieni bieżącego roku w nieformalnej separacji małżonkowie kontaktują się ze sobą wyłącznie w sprawach dzieci, którymi opiekują się na zmianę - dwa tygodnie dziewczynki spędzają z mamą, kolejne dwa z ojcem. Dialog jest jednak prawie niemożliwy...

"Trudno rozmawia mi się z Moniką po tym wszystkim, co wydarzyło się w naszym małżeństwie" - przyznaje Maciej. "Teraz niekomfortowo czuję się w towarzystwie własnej żony. Jeszcze nie poruszyliśmy tematu wspólnych świąt, bo jest drażliwy. Mam nadzieję, że uda nam się porozumieć i jakoś przetrwamy ten okres" - kończy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »