Kinga Rusin nie tylko sama prowadzi sportowy tryb życia i pasjami uprawia jeździectwo, ale także chętnie kibicuje zmaganiom profesjonalistów. Nie jest tajemnicą, że wielką idolką dziennikarki jest narciarka alpejska Lindsey Vonn. To właśnie ta 41-letnia zawodniczka chciała w niedzielę ostatni raz zaprezentować się fanom na trasie zjazdowej podczas Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie.
Mimo wcześniejszej kontuzji podjęła decyzję o starcie, niestety wszystko skończyło się dla niej bardzo źle. Vonn doznała bolesnego upadku tuż po starcie i po zatrważających scenach na stoku została śmigłowcem przetransportowana do szpitala, gdzie przeszła pilny zabieg.
Te sceny poruszyły Kingę Rusin. "Zamarłam"
Po tych niedzielnych wydarzeniach Kinga Rusin nie mogła dłużej milczeć. Ukochana Kujawy podzieliła się swoimi przeżyciami i przemyśleniami w obszernym wpisie, który opublikowała Instagramie.
"Dramat Lindsey Vonn, mojej bohaterki i idolki od zawsze. Jak miliony kibiców zamarłam w niedzielę, oglądając jej pechowy przejazd. A później czekałam na każdą informację ze szpitala…" - zaczęła była prowadząca DDTVN.
Rusin wierzyła do samego końca.
"To szaleństwo mogło się (wbrew zdrowemu rozsądkowi) udać… Zabrakło kilku centymetrów szczęścia, bo po prostu zahaczyła o bramkę" - dodała.
54-letnia prezenterka nie ukrywa, że i tak bardzo podziwia Amerykankę, a jej wyczyn przejdzie do historii.
"Tak czy inaczej Lindsey pokazała, że niemożliwe jest możliwe. Wróciła po 5. latach przerwy do wyczynowego sportu z genialnymi wynikami, była w topowej formie, w wieku 41 (!) lat wygrała dwukrotnie zawody Pucharu Świata i mogła trafić do Księgi Guinnessa jako najstarsza narciarka na olimpijskim podium. Zaryzykowała dużo. Nie udało się. Ale miejsca w historii nikt jej nie zabierze" - podsumowała Kinga Rusin.
Zobacz też:
Kłopoty w raju Rusin i Kujawy. Ostatniej nocy potwierdziły się doniesienia. Jest bardzo kiepsko
Co za sceny na pokazie filmu córki Rusin i Lisa. Takiego zachowania jeszcze tam nie widziano








