Materiał zawiera linki partnerów reklamowych
Maciej Zakościelny pojawia się na małym i dużym ekranie od ponad 25 lat. Widzowie kojarzą go przede wszystkim z komediami romantycznymi, ale i pamiętnym serialem z Magdaleną Schejbal i Markiem Włodarczykiem, który przyniósł mu popularność.
Jak przystało na przystojnego aktora, którego łączono z wieloma znanymi pięknościami, jego życie prywatne od początku budziło duże zainteresowanie. Niedawno głośno było o rozstaniu mężczyzny z wieloletnią partnerką, Pauliną Wyką, z którą doczekał się dwóch synów.
I podczas gdy od miesięcy plotkuje się o jego romansie z Sarą Janicką, partnerką z "Tańca z gwiazdami", 46-latek w końcu oficjalnie podzielił się swoją radością. Takiego zwrotu nikt się nie spodziewał.
Wielki sukces Zakościelnego. Zrobił to nie pierwszy raz
Oświadczenie Zakościelnego nie dotyczyły jednak sfery osobistej, a zawodowej. Gwiazdor może pochwalić się nowym wpisem do portfolio i to nie byle jakim - po raz kolejny zagrał bowiem w zagranicznej produkcji.
A mowa o włosko-hiszpańsko-polskiej komedii romantycznej "Zróbmy sobie przerwę" w reżyserii Christiana Marazzitiego. Film już w lutym trafił do kin we Włoszech, gdzie obejrzało go około 250 tys. osób. Już wkrótce, bo od piątku, 28 sierpnia, będzie można oglądać go w kraju nad Wisłą.
W opowieści o trzech parach, które na przestrzeni prawie dwóch dekad mierzą się z kryzysami, zmianami w relacji i próbą odpowiedzi na pytanie, czy chwilowe rozstanie zadziała na korzyść ich związku, Maciej wciela się w Polaka, który od 20 lat mieszka we Włoszech.

Zakościelny w końcu ogłosił to przed wszystkimi. Już nie kryje radości. "Ona znalazła mnie"
Rolę tę dostał w dość nietypowych okolicznościach.
"Ona [rola] znalazła mnie, ponieważ byłem na wakacjach z (...) [synami - przyp. aut.] i okazało się, że trzeba się nagrać, ale ja nie mogłem, nie miałem takiej możliwości. Mój agent zrobił wszystko, co mógł, (...) wykonał swoje zadanie najlepiej, jak mógł. Wysłał moje demo, czyli materiały, w których pokazuję, co do tej pory zrobiłem - oczywiście wybrałem to najlepsze - i wybrali mnie" - opowiadał z radością w niedzielnym wydaniu "halo tu polsat".
Oglądaj "halo tu polsat" w Polsat Box Go
Zakościelny po raz kolejny miał okazję się przekonać, jak wygląda praca za granicą. Wbrew pozorom ekipa filmowa nie miała tradycyjnej sjesty, a na planie panował duży porządek.
"Muszę powiedzieć, że niewiele się to różni od naszego planu, jeżeli chodzi o sposób pracy. Co mi się podobało, to że nie było godzinnej przerwy na obiad, tylko można było zjeść wtedy, kiedy rzeczywiście miało się czas, a miało się tego czasu czasami dużo" - zdradził Agnieszce Hyży i Krzysztofowi Ibiszowi.
Zakościelny zmierzył się z dużym wyzwaniem. Ludzie nie mogli się go nachwalić
Udział w produkcji był dla niego większym wyzwaniem niż zwykle. Na jej potrzeby Maciej musiał nauczyć się włoskiego.
"Miałem wspaniałą nauczycielkę, która nie tylko mi pokazała, jak wymawiać te słowa, które mam [w scenariuszu], a trochę ich było, ale przede wszystkim (...) [wyjaśniła] mi, na czym polega gramatyka i mogłem tworzyć słowa już sam. To nie jest takie oczywiste, bo to się odmienia i to nie jest tak, że to od razu się łapie, tylko trzeba jednak popracować, popraktykować" - mówił.
Efekty są jednak więcej niż zadowalające.
"Nawet ludzie, którzy znają włoski, mówili, że bardzo dobrze to brzmi" - twierdził.
Niekiedy musiał nawet grać, że... mówi gorzej niż w rzeczywistości.
"Nawet musiałem troszeczkę momentami obniżyć to, żeby brzmieć trochę jak Polak, a nie już tak płynnie" - wyznał.
Zobacz też:
Maciej Zakościelny przerwał milczenie po rozstaniu. Tak szczery dawno nie był
Nie milkną echa po występie Zakościelnego w Opolu. Widzowie szybko go ocenili
Janicka zaprzecza, ale są fakty. Spędziła z Zakościelnym majówkę w Sopocie
Materiał zawierał linki partnerów reklamowych








