Syn Steczkowskiej jest jej menedżerem. Od lat buduje własną karierę
Justyna Steczkowska od ponad 26 lat jest żoną Macieja Myszkowskiego. Wraz z architektem mają troje pociech: Leona, Stanisława i Helenę. Od pewnego czasu najstarszy z tego grona pełni rolę menedżera wokalistki.
Leon od dawna sam pracuje na swoje nazwisko. W przeszłości prowadził bloga kulinarnego, a dekadę temu wydał nawet książkę kucharską, w której dzielił się również opowieściami ze swojego życia. Stanowi też połowę duetu muzycznego, wraz z którym "Jusia" w 2022 roku wydała singiel "Now" (sprawdź!).
Myszkowski pracował przy licznych koncertach i projektach telewizyjnych, stopniowo zyskując coraz większe doświadczenie i poznając kulisy branży muzycznej i medialnej. Dzięki temu dzisiaj mężczyzna jest w stanie sprawnie zawiadywać karierą mamy.
Współpraca bliskich sobie osób na gruncie zawodowym nie jest oczywiście niczym nowym, ale zawsze niesie za sobą ryzyko pewnych trudności. A jak to wygląda w przypadku Steczkowskiej i jej syna? Teraz prawda wyszła na jaw.
Justyna Steczkowska szczerze o pracy z synem. Czasem wzywa ją na dywanik
W jednym z najnowszych wywiadów piosenkarka zdradziła kulisy współpracy z Leonem. Przyznała, że mają do siebie nawzajem dużo cierpliwości, a chłopak dobrze rozumie jej potrzeby i oczekiwania.
"Ja w pracy jestem bardzo konkretna, ponieważ mi zawsze zależy na tym, żeby wszystko było na tip-top. Drażnią mnie niedomknięte sprawy. Dla mnie totalnie ważny jest szacunek do publiczności, do spotkań po koncertach czy przed koncertami (...). To wszystko musi być superzrobione, bo ktoś zapłacił za bilet, poświęcił ci swój czas, energię, pieniądze, co jest dla mnie najważniejsze i ja jestem za to superwdzięczna i chcę zawsze zrobić wszystko jak najlepiej. I mój syn też to rozumie" - powiedziała w programie Pudelka "Stare zdjęcia gwiazd".
Czasami jednak Steczkowska daje od siebie więcej, niż powinna, i na przykład wpuszcza na swoje wydarzenie dodatkowe osoby. Wtedy zdarza jej się usłyszeć kilka cierpkich słów od syna.
"I po koncercie [on mówi - przyp. aut.]: 'Mama...'. Po prostu idę do menadżera na dywanik. Ja mówię: 'Słucham?'. 'Nie no, musimy naprawdę porozmawiać'. (...) We wszystkim miał rację. No ale weź tu zatrzymaj to otwarte serce" - przyznała.
Za kulisami doszło do spięcia między Steczkowską i jej synem. "Nie ty o tym decydujesz"
Na tym jednak nie koniec. Leon rzeczywiście wprost jej się wtedy przeciwstawił.
"Mamo, nie ma 'ale'. Po prostu nie ma 'ale'. Robisz niefajne rzeczy. Rozumiem, że kochasz ludzi, ale musisz się trzymać jakichś ram (...), a ty robisz wszystko wbrew temu, co jest napisane. Twoje dobre serce - rozumiem, szanuję, wszystko super, ale no sory, nie ty o tym decydujesz. Proszę cię, śpiewaj, zajmij się tym, co umiesz najlepiej. Dawaj ludziom miłość, radość i tak dalej, robisz to wspaniale, ale nie możesz tak robić, bo psujesz system i po prostu tak nie może być" - relacjonowała "Jusia".
W takich chwilach Steczkowska zwykle daje się ponieść emocjom, ale z perspektywy czasu wie, że jej syn postąpił słusznie i po prostu dobrze wywiązał się ze swojego zadania. A przy tym zrobił to w pięknym stylu.
"(...) Jestem dumna i zawsze byłam, że ma taki urok osobisty. Zawsze przekonywał nauczycieli (...) i jemu to zostało. Potrafi rozmawiać z ludźmi z wielkim szacunkiem do nich" - dodała w tym samym wywiadzie.
Nawet jeśli więc między matką a jej najstarszym potomkiem czasem dochodzi do spięć, to Steczkowska docenia jego działania.
"Jestem mu wdzięczna, bo zdejmuje mi z głowy wiele rzeczy, których nie powinnam jako artysta mieć, bo żeby mieć energię do pracy (...), żeby ludziom dawać wszystko, co najlepsze z siebie, to (...) tym musi się zająć ktoś, kto jest do tego przeznaczony" - podsumowała.
Zobacz też:
Steczkowska skomentowała plotki o romansie. Nie kryje prawdy o kryzysie w małżeństwie
Justyna Steczkowska szczerze o zachowaniu Skolima. Tego się po nim nie spodziewała
Justyna Steczkowska odsłoniła prawdę o branży show-biznesowej. "To jest dobry zawód"








