Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wnuk chce pogodzić się z Villas!

Narodziny prawnuczki to pierwsza od lat okazja, by sławna piosenkarka, Violetta Villas (73 l.), pogodziła się z rodziną.

- Ma na imię Ania, skończyła 6 tygodni i krzyczy co najmniej tak głośno, jak śpiewa jej prababcia - mówi "Życiu na gorąco" Małgorzata Gospodarek, synowa Violetty Villas.

Reklama

Rodzicami dziewczynki są Alicja i 29-letni Maciej - jedyny syn Gospodarków, wnuk Violetty Villas, a także absolwent Politechniki Warszawskiej, ceniony specjalista od automatyki.

Wieść o narodzinach Ani dotarła już do Lewina Kłodzkiego (za pośrednictwem "Życia na gorąco"), gdzie mieszka Violetta Villas.

- Maciuś - zamyśla się gwiazda. - Pamiętam go, jak był taki maleńki. Uczyłam go pacierza, Ojcze nasz, Zdrowaś Mario. Wszystko poznał dzięki mnie. Teraz sam ma dziecko - mówi wzruszona Violetta Villas, i słychać, że powstrzymuje łzy.

- Ania to piękne imię. Kto wie, może ta dziewczynka będzie miała mój głos. To są przecież te same geny. Chętnie zobaczę Maćka, zapraszam go z córką i żoną do siebie. Niech przyjadą do babci. Drzwi są otwarte - zapewnia.

Czyżby narodziny prawnuczki mogły stać się przełomem w relacjach Violetty Villas z najbliższymi? - Chcielibyśmy utrzymywać kontakt z Violettą, ale od lat uniemożliwiają nam to osoby z jej najbliższego otoczenia - mówi pismu Małgorzata Gospodarek. Wkrótce mają się odbyć chrzciny Ani, na które Maciek zaprasza babcię. Ale czy ona skorzysta z zaproszenia?

- Jeśli się pojawi, może być pewna, że przyjmiemy ją z radością. Czekamy na dzień, w którym będziemy mogli normalnie porozmawiać z Violettą. Jest dla nas bardzo ważna - zapewnia pani Małgorzata.

Violetta Villas zerwała kontakty z najbliższymi ponad 14 lat temu. Ustami asystentki Elżbiety Budzyńskiej poinformowała syna, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Potem przeprowadziła się z Magdalenki do Lewina Kłodzkiego, skąd przez kilka lat płynęły niepokojące wieści o kłopotach ze zdrowiem divy.

W 2004 roku, po tym, jak prasa opublikowała zdjęcia zaniedbanej gwiazdy z wiadrami karmy dla zwierząt, Krzysztof Gospodarek pożyczył pieniądze, spłacił zaległe składki w ZUS za matkę, załatwił jej emeryturę i ubezpieczenie zdrowotne.

Trzy lata później, kiedy wycieńczona trafiła do szpitala, namówił ją na leczenie w stolicy. Zgodziła się, ale po kilku dniach zmieniła zdanie, wróciła pod opiekę Elżbiety Budzyńskiej i publicznie wyrzekła się syna.

- Bolało nas, że zrobiła to na konferencji prasowej, ale rozumieliśmy, że powiedziała to osoba chora - wspomina tę chwilę żona Krzysztofa. Dwa lata temu Gospodarek złożył doniesienie do prokuratury w sprawie narażenia Violetty Villas na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, odseparowanie od innych osób i uniemożliwienie korzystania z opieki medycznej. Śledztwo umorzono. Aktualnie przeciwko Elżbiecie Budzyńskiej toczy się kolejne śledztwo z powództwa Jana Mulawy, sąsiada i szwagra Violetty Villas.

BB

(nr 38/2011)

Dowiedz się więcej na temat: Violetta Villas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje