Więdłocha i Pawlicki są razem od ponad 10 lat. Niewiele o nich wiadomo
Agnieszka Więdłocha i Antoni Pawlicki poznali się w pracy. Już na pierwszej próbie czytanej do serialu, w którym grali przez następnych kilka lat, nowy kolega po fachu zrobił na aktorce wrażenie. Ale wtedy jeszcze nie mogło być mowy o żadnym uczuciu.
Wówczas oboje byli zajęci, zbliżyli się do siebie dopiero w 2015 roku. Świat długo nie wiedział, że coś ich łączy, ale w końcu wyszły na jaw informacje o zaręczynach i ślubie. Do dziś nie wiadomo jednak, jak ma imię druga pociecha małżeństwa (pierwsza to pięcioletnia Waleria) ani jakiej jest płci.
W dzisiejszych czasach taka dbałość o ochronę sfery prywatnej jest ewenementem. Sami zainteresowani nie traktują jednak swojego podejścia jako czegoś niezwykłego. Dla nich dwojga od zawsze było to zupełnie naturalne.
"Od początku oboje się w tym spotkaliśmy" - powiedział 42-latek w podcaście "Twojego Stylu".
Więdłocha i Pawlicki chronią prywatność, jak mogą. "Dla nas to nieporozumienie"
Pawlicki zauważył, że gdy zaczęli randkować, rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.
"Czasy się bardzo szybko zmieniają. 10 lat temu po prostu było inaczej. Ludzie tak bardzo nie epatowali swoją prywatnością w social mediach, bo ich nie było. (...) Pokazywanie prywatności 10 czy 15 lat temu to było chodzenie na ścianki. My wtedy już oboje (...) lubiliśmy chodzić na ścianki w sprawie projektu filmowego, który się robiło, że promuje się spektakl i tak dalej. Ale chodzenie na jakieś eventy tylko po to, żeby dać się sfotografować na ściance, dla nas obojga było nieporozumieniem. W ogóle tego nie kumaliśmy" - opowiadał Antoni.
Pomimo upływu czasu i zmian zachodzących we współczesnym świecie medialnym ich podejście pozostało takie samo.
"Tamta zasada przełożyła się na dzisiejsze czasy. Dzisiaj pokazywanie swojego życia prywatnego tylko po to, żeby je pokazać - a dzisiaj wiąże się to również ze sprzedażą, najzwyczajniej w świecie, w tym, że można to 'skeszować' - wydaje nam się rzeczą bez sensu" - wyjaśnił.
Więdłocha i Pawlicki mają social media tylko w jednym celu. "Lubimy się tym chwalić"
Zwłaszcza że obecnie odpowiedzialność małżonków w tej kwestii jest też o wiele większa niż kiedyś.
"Do tego doszedł (...) [fakt], że zaczęliśmy tworzyć wspólne życie. Mamy (...) [potomstwo - przyp. aut.], mamy jakąś prywatność i wiemy, że chcemy to chronić po to, żeby się czuć normalnie w życiu. Tak po prostu" - dodał.
Nie oznacza to jednak, że para zupełnie nie funkcjonuje w social mediach. Wręcz przeciwnie - małżonkowie chętnie udzielają się na Instagramie, gdzie zgromadzili zresztą spore społeczności (ona ma 219 tys., a on 81,4 tys. obserwujących). Internet wykorzystują jednak przede wszystkim w celach zawodowych.
"Bardzo lubimy chwalić się tym, że razem pracujemy i pokazywać to, co razem wspólnie tworzymy i wspierać się w tym. Social media dały taką możliwość, że możemy się z ludźmi, którzy nas lubią i cenią, tym wszystkim podzielić, i to jest wspaniałe" - mówiła Więdłocha.
"(...) Wypromowaliśmy spektakl dzięki social mediom i dzięki naszemu wspólnemu działaniu (...)" - dopowiedział Pawlicki.
Więdłocha i Pawlicki sporo tracą na ochronie prywatności. "Trzeba jasno to powiedzieć"
Agnieszka i Antoni nie postrzegają swojego sposobu funkcjonowania jako niedzisiejszego, a wartości, którymi się kierują, jako "nieinstagramowych". A nawet jeśli tak jest, to nie zwracają na to uwagi.
"Szczerze mówiąc, może tak jest, ale mi to w ogóle [nic] nie robi. Skoro tak jest, to [okej, ale] ja funkcjonuję w ten sposób. Może mam mniejsze zasięgi na Instagramie, to jest fakt" - zauważył mężczyzna.
Para dobrze zdaje sobie sprawę z tego, co traci, ale jednocześnie nie zamierza postępować wbrew sobie.
"Przez to, że nie pokazujemy życia prywatnego, nie sprzedajemy siebie, nie jesteśmy w stanie osiągnąć tylu obserwujących, a w związku z tym tyle zarobić. Trzeba jasno to powiedzieć. W związku z tym, że jesteśmy lojalni wobec naszych zasad i naszej prywatności, którą sobie ustaliliśmy, nie jesteśmy w stanie tego aż tak mocno 'skeszować'. Tylko tyle i aż tyle" - powiedział szczerze Pawlicki.
Czy jednak jest to coś, przez co aktor nie może spać po nocach? Niekoniecznie.
"Dobrze sobie z tym radzę właśnie dlatego, że jest to w zgodzie ze mną" - podsumował wątek.
Zobacz też:








