Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Violetta Villas: To jest skandal!

Mija piąty miesiąc od tajemniczej i okupionej cierpieniem śmierci Violetty Villas, a jej rodzina wciąż czeka na wyjaśnienie tej sprawy!

Okoliczności śmierci artystki od grudnia ub.r. bada Prokuratura Rejonowa w Kłodzku. Z ustaleń śledczych wynika, że przed zgonem piosenkarka była w bardzo złej kondycji fizycznej, co mogłoby sugerować zaniedbanie ze strony jej wieloletniej gosposi, Elżbiety Budzyńskiej.

To właśnie jej, wbrew rodzinie, Villas powierzyła pieczę nad sobą i swym majątkiem, nie będąc w pełni władz umysłowych. Jedyny syn piosenkarki, Krzysztof Gospodarek, zastanawia się, dlaczego Elżbieta Budzyńska nie usłyszała jeszcze zarzutów prokuratorskich...

Reklama

"Mamy bardzo bogaty materiał dowodowy, ale wciąż czekamy na, być może, kluczową dla sprawy opinię biegłego z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu" - mówi "Twojemu Imperium" Ewa Ścierzyńska z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

"Ma ona wyjaśnić, w jakiej kondycji była pani Villas w ostatnich dniach życia, czy mogła przemieszczać się samodzielnie, co zeznała jej opiekunka, skąd na jej ciele wzięły się siniaki i jak mogło dojść do złamania kończyny. Prokurator wyznaczył ostateczny termin dostarczenia tej opinii na 10 maja br. Na tej podstawie będziemy w stanie potwierdzić, czy rzeczywiście doszło do zaniedbań ze strony opiekunki pani Villas, co stara się dowieść syn zmarłej artystki" - tłumaczy Ścierzyńska. 

Sandra Zawiejska

(17/2012)

Twoje Imperium
Dowiedz się więcej na temat: Violetta Villas | zgon | Lewin | skandal

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »