Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tyszkiewicz wyrzuciła Wajdę z domu w samych kapciach

Ich małżeństwo, zawarte już po narodzinach dziecka, przetrwało tylko rok! Dlaczego?

Początek ich romansu przypominał bajkę. Aktorka i zarazem piękna arystokratka oraz znany reżyser, syn kapitana piechoty Wojska Polskiego, a jako miejsce akcji – urokliwy pałacyk w Nieborowie. 

Reklama

Oczywiście, gdyby na kanwie tej historii ktoś chciał nakręcić komedię romantyczną, musiałby wyciąć kilka niewygodnych fragmentów. Na przykład pominąć milczeniem fakt, że amant był żonaty, albo to, że aby móc bez świadków cieszyć się wraz z ukochaną pobytem w nieborowskiej siedzibie Radziwiłłów, eksmitował z niej swoich współpracowników – Andrzeja Żuławskiego i Andrzeja Kostenkę – do namiotu.

Korekty wymagałoby także zakończenie, w którym niecałe pięć lat później Andrzej Wajda w kapciach i z jedną walizką wylądował na ulicach Warszawy...

Romans na planie filmu

Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, chociaż Andrzej Wajda, podobnie jak większość mężczyzn, był pod wrażeniem urody Beaty Tyszkiewicz. W 1961 r. powierzył jej rolę w filmie „Samson”. Pracowali razem także przy Teatrze Telewizji. 23-letniej aktorce uznany reżyser przypominał... Paula Newmana.

Starszy od niej o 12 lat, imponował jej intelektem i doświadczeniem. Nawet jeśli już wtedy trochę ze sobą flirtowali, to nie na poważnie. On układał sobie życie z drugą żoną – malarką Zofią Żuchowską, ona była zaangażowana w płomienny romans z Andrzejem Łapickim. Sytuacja zmieniła się kilka lat później. Gdy ponownie spotkali się na castingu do „Popiołów”, w jego małżeństwie temperatura wyraźnie opadła, jej związek zaś przeszedł już do historii. Wajda natychmiast zobaczył ją w roli księżniczki Elżbiety Gintułtówny.

A reszta ekipy błyskawicznie dostrzegła, że między reżyserem a jego muzą iskrzy.

„Bardzo szybko się zorientowałem, że Wajda i Beata Tyszkiewicz mają się ku sobie. Pozostawało mi więc tylko zostać ich wiernym przyjacielem i ewentualnym gorylem” – opowiadał w jednym z wywiadów wcielający się w Rafała Olbromskiego Daniel Olbrychski. 

Beata do dziś z sentymentem wspomina początki romansu z reżyserem.

"Zdjęcia kręciliśmy w pałacu w Nieborowie. Dla mnie było to magiczne miejsce, pełne wspomnień z dzieciństwa. Tam zakochaliśmy się w sobie” – mówiła aktorka.

Wbrew złośliwym komentarzom zazdrośników ze środowiska filmowego, połączyło ich prawdziwe uczucie. 

„W tamtym okresie Andrzej był już twórcą z dużym dorobkiem, a ja zaczynałam jako aktorka, nigdy jednak nie wiązałam z tym związkiem żadnych nadziei zawodowych. Pokochałam człowieka, a nie reżysera. Cieszyłam się, że komuś tak fantastycznemu będę potrzebna, że będziemy mieli dom i dzieci” – zapewniała Tyszkiewicz.

Rzeczywiście mogła osiąść na laurach, ale za bardzo ceniła sobie swojąniezależność. Gdy pojawiła się propozycja filmowa z Bollywood, nie zastanawiała się długo. I nawet odetchnęła z ulgą, gdy planowane trzy miesiące na planie zamieniły się w rok.

„Indie były nie tylko wakacjami, były wagarami” – przyznawała po latach.

W małym dworku Przeczuwała, że związek z Wajdą nie jest kolejnym przelotnym romansem i trochę się bała. 

"Wiedziałam, że wracając, wchodzę w dorosłe życie…” – mówiła. Pomimo wątpliwości, postanowiła pójść na całość. Za pieniądze zarobione w Indiach po powrocie para kupiła dwór Norwida w Głuchach pod Wyszkowem, który stał się ich miłosnym gniazdkiem. 

Kazimierz Brandys powiedział kiedyś o aktorce, że wszyscy mężczyźni chcą się z nią żenić, choć żaden jej nie kocha. Andrzej Wajdabył wyjątkiem: kochał ją, ale wcale nie śpieszyło mu się do ślubu, zwłaszcza że oficjalnie wciąż był żonaty. Dopiero ciąża aktorki skłoniła zakochanych, by zadbali o kwestie formalne. 

Jednak gdy w 1967 r. rodziła się ich córka Karolina, oni nadal nie byli małżeństwem. W szpitalnej karcie pani Beata figurowała jako panna. Zarówno świeżo upieczona mama jak i ojciec byli podekscytowani narodzinami dziecka. Chociaż szczęśliwy tata stawił się w szpitalu z zestawem dla chłopca i to na pewno nie dla niemowlaka, błyskawicznie stracił głowę dla swojej dziewczynki. 

Osiem tygodni później para powiedziała sobie sakramentalne „tak”. I tutaj w bajkach nadchodzi zwykle pora na „żyli długo i szczęśliwie”.

Mogłoby się wydawać, że taką przyszłość zapowiadały zrobione zaraz po ślubie sesje zdjęciowe szczęśliwej pary i mamy z córką. Niestety, w przypadku p. Beaty i p. Andrzeja był to początek końca.

„Małżeństwo miało uporządkować nam życie. Tymczasem nadal byliśmy w ciągłych rozjazdach, a remont dworku zdawał się nie mieć końca. Czułam się samotna. Koniec przychodził powoli, w pewnym momencie dopadła nas bezsilność” – wspominała aktorka.

Pochopna decyzja 

Minęło niewiele ponad rok, gdy podjęła decyzję o rozstaniu. Znajomi i rodzina na próżno przekonywali ją do zmiany zdania. Matka zaklinała ją, by została z mężem dla dobra dziecka, ale ona miała serdecznie dość. Spakowała rzeczy Andrzeja i bez zbędnych ceregieli wyrzuciła go ma ulicę w kapciach.

"Nigdy nie można zostawać razem ze względu na dziecko. To fałszywy trop” – przekonywała potem w jednym z wywiadów.

Ich rozstanie trudno nazwać przyjacielskim, nic więc dziwnego, że Wajda był mocno rozgoryczony. Jako dżentelmen jednak milczał. 

Wypowiedział się w życiu zawodowym, realizując opowiadający o kobietach-modliszkach film „Polowanie na muchy”. 

"Chwyciłem scenariusz i rozgoryczony osobistymi niepowodzeniami postanowiłem rozprawić się z kobietami, które próbują kształtować życie mężczyzn!” – opowiadał. Po latach i kilku nieudanych romansach do jego ukochanej dotarło, co straciła.

"On był delikatny, czuły, ale ja byłam za młoda. Teraz widzę, że nie dorosłam do takiego związku, nie wiedziałam, czego oczekuję od życia. Andrzej był zbyt dobry, a ja tego nie potrafiłam docenić” – mówiła i dodawała: „Wiele razy brakowało mi Andrzeja. Czasem jeden błąd zmienia całe nasze życie. Ja taki błąd popełniłam. (...) Zawiodłam”.

Podczas gdy Beata chętnie rozlicza się z przeszłością, Wajda stosownie milczy na temat ich związku.

W 1974 r. spotkał swoją życiową partnerkę Krystynę Zachwatowicz i są razem do dzisiaj. Chociaż mówi się, że do trzech razy sztuka, dla niego tą jedyną okazała się żona numer cztery. 

Beata Tyszkiewicz przeżyła wiele barwnych romansów, ale żaden z tych związków nie przetrwał próby czasu.

Dziś jest sama, ale ponoć nie samotna...

Joanna Lenart

Dowiedz się więcej na temat: Tyszkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje