Reklama
Reklama

Tragedia w rodzinie Wojciecha Szczęsnego

Wojciech Szczęsny, 22-letni bramkarz reprezentacji Polski, nosi w sercu rodzinną tajemnicę...

Odznacza się refleksem i sprawnością. W rozmowach z dziennikarzami uwagę zwraca jego duża kultura osobista. Mało kto jednak wie, że Wojciech Szczęsny od lat nosi w sobie tajemnicę rodzinnej przeszłości.

Historię zna z opowiadań rodziców i dziadków. "Natalia, Natalia..." - powtarza imię, które chciałby w przyszłości dać swojej córce. Ale w sprawie szczegółów odsyła nas do Macieja Szczęsnego (47 l.), swojego taty, kiedyś również sławnego bramkarza.

Kim była Natalia? Trener wspomina ją codziennie od 25 lat. "Gdy straciłem córeczkę, dotarło do mnie, jak okrutny może być los. Rodzicom nie może przytrafić się nic gorszego, jak śmierć dziecka" - wyznaje "Rewii".

Reklama

Od ćwierć wieku wraca myślami do zdarzenia z soboty 11 kwietnia 1987 roku. Późnym wieczorem wrócił do domu. Był wówczas bramkarzem Gwardii Warszawa. Powinien być wcześniej, ale podczas powrotu z meczu w Głogowie zepsuł się autokar.

W drzwiach mieszkania znalazł kartkę od rodziców: "Maćku, bez względu na porę przyjeżdżaj do nas w bardzo ważnej sprawie...". Z przerażeniem pomyślał, że coś stało się żonie. Nie domyślał się nawet, że może chodzić o córkę. Dzień wcześniej zostawił prawie półtoraroczną Natalkę zdrową, roześmianą i pełną energii.

Dziewczynka była jego całym życiem. W czasie gdy pan Maciej biegł do rodziców, jego córka już od ośmiu godzin rozpaczliwie walczyła o życie. Tam dowiedział się o strasznym wypadku pod trzepakiem. 

Doskonale znał to miejsce na podwórku przy ulicy Bursztynowej 2 w Międzylesiu pod Warszawą. Czasami z chłopakami kopał tam piłkę. Trzepak spełniał funkcję bramki.

Tamtego dnia, tydzień przed Wielkanocą, Alicja Szczęsna poszła z małą Natalką na plac zabaw. Dziewczynka bawiła się w piaskownicy. Około 17.30 jej mama zaczęła zbierać zabawki. Droga powrotna do domu prowadziła obok trzepaka. Pani Alicja przechodziła z jednej jego strony, dziewczynka z drugiej. Nagle trzepak runął!

"Kiedy się odwróciłam, z przerażeniem zauważyłam, że pod trzepakiem leży moje dziecko całe we krwi" - wspominała Alicja Szczęsna. "Wyglądało jak martwe, nie dawało oznak życia".

Po kilku minutach od wypadku dziecko było już na oddziale intensywnej opieki medycznej. Nieprzytomne, miało uszkodzony mózg, rozbite kości podstawy czaszki i wiele innych obrażeń. Lekarze nie ukrywali, że mała Natalka ma niewielkie szanse na przeżycie, ale nadzieje nie gasły.

Ciągle przecież oddychała. Po operacji poprawił się jej stan. Potem jednak trzeba było ją reanimować. Zmarła dwa dni później. 

Prokuratura sprawę umorzyła, bo jej zdaniem oskarżyć można było tylko zły los. Trzepak przełamał się z powodu korozji. "Do dziś nie potrafię o tym mówić" - powtarza ze łzami w oczach Alicja Szczęsna, która była wtedy w ciąży!

Życie jej drugiego dziecka było zagrożone. Janek urodził się 14 października 1987 roku. Dokładnie pół roku po śmierci Natalii...

Ich drugi syn, Wojciech, przyszły bramkarz reprezentacji Polski i Arsenalu Londyn, przyszedł na świat w trzecią rocznicę śmierci siostry, której historię poznał później z opowieści bliskich. 

Wojtek i Janek chcieli zostać bramkarzami, jak ich sławny ojciec. Talent mieli w genach. Po rozwodzie rodziców, chłopakami opiekowała się matka. Po bolesnych doświadczeniach była uczulona na punkcie ich bezpieczeństwa.

Gdy chłopcy grali w piłkę przy trzepaku na warszawskim osiedlu na Grochowie, ona trzymała kurczowo metalową rurę. Natalia Szczęsna dzisiaj miałaby 27 lat. Pewnie byłaby najwierniejszym kibicem swojego młodszego brata Wojciecha. Na pewno, jak wszyscy Polacy, ściskałaby za niego mocno kciuki...

JA

(25/2012)

Rewia
Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Szczęsny | Maciej Szczęsny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy