Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Teresa Tutinas wyemigrowała z Polski i zmieniła zawód. Czym się dzisiaj zajmuje?

Teresa Tutinas (75 l.) od lat mieszka za granicą. Nie śpiewa już zawodowo. Zmieniła zawód, ale bardzo tęskni za Polską.

Callas, Villas i... Tutinas. Nie tylko dzięki temu zgrabnemu rymowi mówiło się kiedyś, że to najlepsze śpiewaczki pod słońcem. Callas i Villas już nie ma, została Tutinas - tylko gdzie? O popularnej niegdyś piosenkarce słuch jakiś czas temu zaginął. Jej przeboje odkryło jednak ostatnio młode pokolenie polskich muzyków, tęskniących za rozrywką na poziomie. Fragmentami jej melodii zainspirowali się też młodzi raperzy.

Reklama

Teresa Tutinas wcale jednak nie zamilkła. Od 38 lat mieszka na stałe w Szwecji, ale dalej śpiewa i nagrywa dla tamtejszego polonijnego grona. Chociaż wydawało się, że w latach 80. czeka ją druga część świetnie rozwijającej się kariery (publiczność cały czas nuciła takie jej przeboje, jak "Gorzko mi" czy "Jak Cię miły zatrzymać"), los chciał inaczej. 

Stan wojenny zastał ją w Szwecji, gdzie wybrała się z 7-letnią wtedy córeczką w odwiedziny do męża, perkusisty Henryka Lisowskiego, który przebywał tam z ramienia PAGART-u. "Ogarnęła nas panika. Nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Wracać? Zostać? Kiedy sytuacja w Polsce się unormowała, było już za późno na powrót. Zrobiłam więc kurs językowy, niedługo potem dostałam obywatelstwo i pracę" - wspomina artystka.

Tęskni za Polską i mówi, że odwiedza ją stanowczo za rzadko. Jej polszczyzna jest jednak wciąż nienaganna. W kraju pojawiła się trzy lata temu, by wziąć udział  w kameralnym występie w kościele w Nekielce blisko Poznania. Mimo niesłabnącej popularności, śpiewa coraz mniej.

"Muszę coś robić" - uśmiecha się, prezentując swoje ostatnie dzieła. To kolorowe patchworki, które pokazała przy okazji nekieleckiego koncertu. "To dla mnie sposób na miłe spędzanie czasu. Bardzo to lubię. Zainteresowałam się tym i jest to dla mnie też zabawa. Pracując  z kolorami, z materiałami, nabywa się cierpliwości, a ja jestem osobą bardzo niecierpliwą" - tłumaczy.

Znających jej pełen żaru temperament zdziwi więc pewnie, że w Sztokholmie, po porzuceniu zawodowej kariery na estradzie, została... informatyczką, a dziś jest asystentką do spraw ekonomicznych w jednej z tamtejszych firm. Zajęcia te, przynajmniej z pozoru, nie należą przecież do najbardziej ekspresyjnych, ale pani Teresa zawsze potrafiła dać ujście swojej artystycznej fantazji.

W Sztokholmie została członkinią polonijnej grupy Bagatela, przez długi czas nieodłącznego elementu wszystkich uroczystości organizowanych przy polskim konsulacie. 

"Choć powinnam dawno być na emeryturze, ciągle gdzieś mnie nosi, co w żartach wypomina mi mąż. Twierdzi, że za rzadko bywam w domu. Ale te występy z rodakami w jakimś sensie rekompensują mi brak ojczyzny" - mówi Teresa Tutinas.

Trzyma się z Polonią, choć swoją drugą ojczyznę bardzo lubi. U Szwedów brakuje jej jednak polskiej fantazji. W Bagateli, oprócz akompaniujących Witolda Robotyckiego, Janusza Słotwińskiego i Stanisława Rejmenta, na perkusji grywał i pan Henryk - niegdyś występujący z Janem Kantym Pawluśkiewiczem czy Markiem Grechutą.

Ich córka, Martyna Lisowska, jest w Szwecji znaną aktorką i piosenkarką musicalową, i to ona wiedzie teraz w rodzinie muzyczny rej.

"Jeżdżę na jej premiery. Ostatnio miała kontrakt na Gotlandii i byliśmy tam na trzech lub czterech przedstawieniach. Muszę przyznać, że jest bardzo zdolna i podziwianie jej na scenie sprawia mi dużo radości" - mówi Teresa Tutinas.

Radość znajduje także w innego rodzaju działaniach. Jest osobą bardzo aktywną - za  zasługi dla krzewienia rodzimej kultury za granicą dostała nawet Złoty Krzyż Zasługi, udziela się w kilku organizacjach, m.in. w... Polskim Klubie Kobiet Sukcesu w Szwecji.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje