Przejdź na stronę główną Interia.pl

Tadeusz Woźniak: Dzisiaj mogę żyć bez alkoholu

Tadeusz Woźniak (70 l.) nie kryje, że kiedyś nie wylewał za kołnierz. Dziś żyje z dala od wszelkich używek.

W ubiegłym roku muzyk obchodził 50-lecie swojej działalności zawodowej. Jubileusz uczcił szczerym wywiadem rzeką przeprowadzonym przez Witolda Górkę.

Reklama

W książce zatytułowanej tak jak muzyczna wizytówka artysty, piosenka "Zegarmistrz światła", którą przed 45 laty wygrał Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, muzyk ujawnia, iż w działalności artystycznej narkotyki nie były mu obce...

Tadeusz Woźniak ma w swoim dorobku muzykę do ponad 200 piosenek, prawie 100 inscenizacji. Jego najpopularniejsze utwory to "Hej, Hanno", "Smak i zapach pomarańczy", "To będzie syn", "Zegarmistrz światła". Jest też autorem muzyki i wykonawcą piosenki "Pośrodku świata", otwierającej każdy odcinek serialu "Plebania". Artysta od lat związany jest z pianistką Jolantą Majchrzak, siostrą aktora Krzysztofa Majchrzaka.

Poznali się w teatrze. Oboje mieli już za sobą nieudane małżeństwa. Dziś wszyscy razem tworzą wielki artystyczny klan. Synowie pana Tadeusza z pierwszego małżeństwa są muzykami. Starszy, Piotr Woźniak jest gitarzystą. Komponuje, aranżuje i śpiewa. Drugi syn, Mateusz, jest programistą i realizuje dźwięk.

Syn pani Jolanty z poprzedniego związku jest skrzypkiem, a brat Krzysztof gra na fortepianie.

Małżonkowie doczekali się też wspólnego syna. Dziś dorosły już Filip urodził się z zespołem Downa. Jego narodziny bardzo pozytywnie zmieniły życie całej rodziny, a on sam stał się przyczyną wielu radości. Kilka lat temu kompozytor wraz z synami stworzył specjalnie dla Filipa piosenkę "Mamela". Tytuł utworu to słowo, którym najmłodszy syn często zwraca się do mamy.

- On wie, że to jest piosenka o nim i że jest napisana z miłością - mówi jego ojciec.

W książce "Zegarmistrz światła" Tadeusz Woźniak zdradza, że nigdy nie komponował pod wpływem marihuany. Jego organizm reagował na nią "nietwórczo". Dlatego nigdy nie palił, żeby się zdopingować.

- Raz jeden - podczas nagrywania drugiej płyty, a w zasadzie pod koniec tej sesji - byłem już tak nieludzko zmęczony, że dałem się namówić na amfetaminę - zdradza artysta. - To było moje jedyne doświadczenie z czymś innym niż »maryśka«. Żeby było jasne - nie uważam »maryśki« za narkotyk. Jestem zdecydowanym zwolennikiem jej legalizacji. Nigdy nie odczułem żadnych negatywnych skutków jej palenia.

Jeżeli coś mu życie dezorganizowało i powodowało, że nie trzymał się planu, to był to alkohol. - Większa ilość sprawiała, że nie miałem kontroli nad tym, co robiłem i następnego dnia z całą ostrością obnażała się lichość tych pomysłów. Totalne nieporozumienie - mówi.

Natomiast niebagatelnie twórczości Woźniaka przysłużył się kac. Muzyk przyznaje, że próby pokonania tej poalkoholowej przypadłości potrafiły niekiedy przynieść kapitalne koncepty. Jednak nie podaje przykładów.

- Nie jestem odkrywcą "kulturoznawczej" roli kaca, wielu artystów zwracało na to uwagę. Powstałe wtedy intuicje potrafią być bardzo owocne i trafne - mówi.

Artysta przyznaje, iż bywały okresy, kiedy trunki towarzyszyły mu zdecydowanie zbyt często: - Nigdy nie byłem uzależniony, ale prawda jest taka, że zdarzyło się, że używałem alkoholu w sposób nierozsądny i przesadny. Nie był to nigdy nałóg, była to desperacka, czasem samobójcza chęć ingerowania w moje życie - mówi.

13 grudnia 1981 roku, w dniu wprowadzeniu stanu wojennego, obudził go nad ranem w hotelu Brda w Bydgoszczy, gdzie nocował po wieńczącej koncert bibce, niewyłączony telewizor. A w nim generał Wojciech Jaruzelski.

- Jakiś koszmarny sen. Zjechałem na dół i poprosiłem portiera o znalezienie mi wódki. Za jakiś czas przyniósł i powiedział, że to prawdopodobnie ostatnia butelka wódki w Bydgoszczy.

Następnie rozpoczęła się egzystencja oparta o bimber. - Wtedy w teatrze rzadko kto był trzeźwy na próbach - przyznaje szczerze. - Nikomu to nie przeszkadzało. Żyliśmy i pracowaliśmy w pijanym widzie. (...) Dziś jest to niewyobrażalne, żeby ktoś przyszedł do pracy po kielichu - przypomina artysta, podsumowując ten epizod słowami: - W tej chwili, od lat już właściwie, mogę żyć bez alkoholu.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama