Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Sylwia Perreti wyszła za mąż. To był ślub jak z bajki

Sylwia Peretti (40 l.) w piątek stanęła na ślubnym kobiercu! Przyjęcie weselne byłej uczestniczki "Królowych życia" wyglądał, jak przystało na królową! Było bajecznie.

Sylwia Peretti zyskała popularność dzięki udziałowi w programie "Królowe życie". Widzowie od razu polubili kontrowersyjną królową, jednak ku zaskoczeniu wszystkich po dwóch sezonach Peretti zrezygnowała z dalszego udziału w programie. Zapowiedziała, że zamierza rozwinąć skrzydła w innym kierunku. Choć nie wiadomo dokładnie, jaki pomysł miała Peretti ostatnio jej głowa była zajęta przygotowaniami do ślubu. Celebrytka w końcu wyszła za mąż za ukochanego Łukasza Porzuczka. Ślub, jak przystało na "Królową życia" był przepiękny.

Sylwia Peretti wyszła za mąż

Sylwia Peretti zrobiła chyba wszystko, aby ten dzień był wyjątkowy. Ceremonia odbyła się w pięknym pałacu, gdzie małżonkowie złożyli przysięgę w ogrodzie. Na uroczystości pojawiło się wiele gości, a celebrytka zdecydowała się na mocno podkreślającą suknię wysadzoną kryształami. Jak widać, w jej przypadku nigdy nie ma miejsca na skromność. 

Reklama

Bogato zdobione były także stoły i sale. Nie brakowało kwiatów, kryształków i wielu dodatków. Wyglądało to naprawdę luksusowo. 

Głównym wydarzeniem wieczoru była występ panny młodej, która specjalnie zaśpiewała  dla ukochanego piosenkę. Oczywiście na ten moment Sylwia miała już inną - prawie całkiem przeźroczystą sukienkę z delikatnej koronki. 


pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Sylwia Peretti | ślub

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »