Przejdź na stronę główną Interia.pl

Sławomir Świerzyński: Żyję dla mojej rodziny!

Dziś Sławomir Świerzyński jest sławny i bogaty, lecz ciężko na to pracował. W trudnych chwilach zawsze wspierała go rodzina i to ona jest dla niego celem i sensem życia.

Kiedy Sławomir Świerzyński staje na scenie z synami: Sebastianem i Damianem oraz córką Nikolą, jest szczęśliwy.

Reklama

Jego żona Renata towarzyszy im zza kulis.

Zespół Bayer Full, dzięki któremu stał się sławny, ma już 31 lat.

Właściwie założył go dla niej. I dla synka, bo Sebastian urodził się dzień po założeniu grupy.

Byli wtedy z Renatą krótko po ślubie.

W Gostyninie, jego rodzinnym mieście, ich weselu towarzyszyła atmosfera skandalu.

Wybranka była kiedyś jego uczennicą, gdy szła do ślubu, miała 16 lat i była w ciąży.

Poznali się w harcerstwie, on był o sześć lat starszym druhem.

Ale nawet to nie zmieniło dobrej opinii o Sławku i jego starszym bracie Mirku.

(...)

Sławomir chodził do Technikum Budowy Fortepianów w Kaliszu, gdzie już w czwartej klasie założył własny zespół.

Po szkole stroił fortepiany, był nauczycielem muzyki, opiekunem 80-osobowego chóru, grupy harcerskiej i organistą w kościele.

Poszedł do wojska, a po powrocie zamieszkał z żoną i synem w kawalerce.

Założył zespół. Grał z Bayer Fullem na imprezach, weselach, ale było ciężko.

Ciotka zaprosiła go więc do USA. Przywiózł dolary, chciał nagrać płytę, a nikt nie był nią zainteresowany.

Na świecie pojawił się Damian.

Kiedy otworzył dyskotekę o nazwie Bayer Full, wziął kredyt, ale splajtował. Odsetki były mordercze.

"W 1992 roku w moim domu do zlicytowania było wszystko" - wyznał.

Ale, co najważniejsze, Renata nigdy nie przestała go kochać. Zawsze go wspierała.

Grał na weselach, a dzięki "Biesiadzie Weselnej" w Węgrowie trafił w końcu na dużą estradę.

Stał się sławny, wydał płytę (...). Wybudował dom.

Miał za co dziękować.

"Przyznam, że Renata zniosła ze mną bardzo wiele. Bywało, że różne osoby, także dziewczyny, odwoziły mnie nad ranem do domu.

Ona przejmowała mnie z ich rąk" - opowiada.

Nie stronił od alkoholu, nocnego życia i kobiet.

Żona to przetrwała jak anioł.

Nie starała się rozdzielić go z córką Nikolą, choć nie ona ją urodziła.

Co roku szykowała dla dziewczynki prezent, gdy szedł się z nią spotkać przed Wigilią.

Kiedy po latach wyrzeczeń przyszedł w końcu sukces finansowy, przeżyli razem najgorsze chwile życia.

We wrześniu 2004 roku porwano im syna dla okupu.

Porywacze żądali 500 tysięcy euro!

Sebastiana znaleziono po dwóch dniach skrępowanego taśmami, z zaklejonymi oczami, bez jedzenia i picia.

Porywaczy uniewinniono z braku dowodów.

Od tego czasu Sławomir niewiele mówi w mediach o rodzinie.

Jest już dziadkiem.

"Na punkcie wnuków mam zupełnego hopla. Nie wyobrażam sobie innego życia poza rodziną. Żyję dla nich" - wyznał.

Dowiedz się więcej na temat: Sławomir Świerzyński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje