Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Siostra Wojciecha Młynarskiego po latach wyjawia rodzinne sekrety

Przez pół wieku Barbara Młynarska-Ahrens nie opowiedziała bliskim o pewnym wstrząsającym zdarzeniu. Obawiała się, że brat mógłby zrobić sprawcy krzywdę. Dopiero po latach wyjawiła rodzinne sekrety.

Było lato 1959 roku. Basia Młynarska miała siedemnaście lat i żona kuzyna zaproponowała jej mamie, że zabierze nastolatkę na wakacje do Ciechocinka, gdzie dwa zaprzyjaźnione małżeństwa z mnóstwem dzieci wynajęły dom. Basia z radością przyjęła tę propozycję. 

Reklama

Mama wychowywała ją i starszego o niespełna dwa lata brata Wojtka, wówczas początkującego studenta polonistyki. Samotnie, z pensji w Polskim Radio, nie mogła sobie pozwolić na wiele. W najczarniejszych snach Basia nie przypuszczała, że podczas tego wyjazdu będzie miało miejsce jedno z najmroczniejszych doświadczeń w jej życiu.

Pewnej soboty do grupy dołączył krewny. Żonaty, był znaną postacią w świecie polskiej kultury. Nocą, kiedy wszyscy już spali, niepostrzeżenie wślizgnął się do sypialni Barbary. Obudziła się, kiedy uświadomiła sobie jego obecność. Na szczęście nie doszło do gwałtu. 

Nazajutrz, jakby nigdy nic, krewny zaproponował dziewczynie wspólną wyprawę na ryby. Był wyraźnie zdziwiony, kiedy stanowczo odmówiła. O incydencie Barbara nikomu nie powiedziała. 

Dopiero 50 lat później zdecydowała się opowiedzieć o tym, co wtedy zaszło. Dlaczego tak późno? "Mama by chyba umarła. A Wojtek mógłby go zabić" - tłumaczy Barbara Młynarska-Ahrens w napisanej wspólnie z Jerzym Sosnowskim książce "Życie nie tylko snem", która w tych dniach ukazała się na rynku. Pani Barbara nie ujawniła nazwiska krewnego. 

Młynarska była nie tylko młodsza, ale z powodu talentu słynnego brata, niejako skazana na bycie w jego cieniu. A przecież była aktorką teatralną (w warszawskiej PWST była na jednym roku m.in. z Markiem Perepeczką), filmową i estradową, pisała też teksty dla innych artystów.

Kiedy dwie piosenki z jej słowami w wykonaniu Fryderyki Elkany otrzymały wyróżnienia, brat Wojciech zareagował nerwowo. "A potem jeszcze pewien kompozytor powiedział mi: - Nie pokazuj nikomu swoich tekstów, i tak nikt nie uwierzy, że to twoje" - wspomina pani Barbara.

Stosunki pomiędzy rodzeństwem ochłodziły się. "Zrozumiałam, że jeśli mam nadal kochać brata, muszę się od niego oddalić, zająć czymś innym, zmienić swoje życie" - opowiada.

W sierpniu 1971 roku Barbara Młynarska wyjechała na urlop do Włoch. Z postanowieniem, że zostanie za granicą na stałe. Bezpośrednim impulsem była miłość do poznanego jakiś czas wcześniej Piotra, Polaka mieszkającego na stałe na Zachodzie.

Niebawem wzięli ślub, zamieszkali w Szwajcarii. Ale tak naprawdę uciekła od Wojciecha Młynarskiego. "Doszło do tego, że przy Wojtku nie ośmieliłam się wygłosić własnego zdania, bo wszystko co powiedziałam, było podobno bez sensu" - wspomina pani Barbara.

Kiedy wspomniała bratu o decyzji emigracji, powiedział: "siostro, zadałaś mi potworny cios". 

Zdarzenie z Ciechocinka to nie jedyny sekret, jakiego przez lata strzegła rodzina Młynarskich. Kolejnym była choroba Wojciecha. Artysta długo nie chciał się leczyć.

"W stanach manii wzbudzał w nas nieprawdopodobne emocje (...). Wydobywało się z niego wszystko, co zdrowi ludzie tłumią, wypierają, przemilczają" - opowiada pani Barbara.

Mimo to rodzeństwo miało regularny kontakt telefoniczny. Wojciech Młynarski wielokrotnie odwiedzał siostrę w Szwajcarii. Zaprzyjaźnił się z jej drugim mężem, Uwe Ahrensem.

Inną tajemnicę Barbara poznała, gdy miała 13 lat. Chorowała wtedy na gruźlicę kostną, wiele miesięcy musiała spędzić w łóżku w domu i w sanatoriach. Pewnego dnia podsłuchała kłótnię babci z jej mamą: "Gdybyś inaczej wybrała męża, to Basia by się nie rozchorowała".

Poprosiła mamę, by wyjaśniła jej tę zagadkę. Ojca przecież nigdy nie poznała, zmarł w czasie wojny, kiedy była malutka. Powodem przedwczesnej śmierci była gruźlica. Dopiero wtedy usłyszała od mamy romantyczną, ale też pełną dramatycznych zdarzeń historię jej związku z Marianem Młynarskim.

Kiedy mama Basi, Magdalena Zdziechowska, poznała go na kilka lat przed wojną, był żonaty. I chorował na gruźlicę. Choć spokrewniony z współtwórcą Filharmonii Warszawskiej Feliksem Młynarskim - jego siostra Nelly została żoną samego Artura Rubinsteina - zdaniem rodziców Magdaleny nie stanowił dobrej partii.

Państwo Zdziechowscy nie zgodzili się na ślub córki. Magdalena postanowiła pójść za głosem serca. Tuż przed wybuchem II wojny światowej uciekła z ukochanym. Pobrali się w tajemnicy - możliwe, że Marian zataił przed księdzem swoje poprzednie małżeństwo, bo raczej nie zdążył przeprowadzić jego unieważnienia. Wiosną 1941 roku przyszedł na świat Wojtek, półtora roku później Basia.

Marian Młynarski zmarł w szpitalu w środku wojny, w 1943 roku. Barbara Młynarska-Ahrens ma wielkie zasługi dla promowania polskiej kultury w Szwajcarii. Mieszka w Reinach koło Bazylei. Od lat prowadzi Klub Miłośników Żywego Słowa. Często bywa w Polsce. I bardzo za nią tęskni.

"Mimo tylu lat spędzonych w Szwajcarii jedyny powód żeby tu mieszkać to Uwe" - mówi. "Co do mnie, gdyby jego zabrakło, likwiduję wszystko i jadę do Domu Artystów Weteranów, do Skolimowa. Wiem, co mnie tam czeka. Moja mama spędziła tam dziewięć ostatnich lat życia".

*** 
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Młynarski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje