Mało który film powstawał w takich bólach, jak film biograficzny o Violetcie Villas, otwiera się w nowym oknie. Jedyny syn artystki, Krzysztof Gospodarek, otwiera się w nowym oknie zaczął o niego zabiegać krótko po śmierci mamy, jednak od początku piętrzyły się problemy.
Film o Villas wywołał mieszane uczucia
Samo poszukiwanie odtwórczyni głównej roli nastręczyło tyle kłopotów, że już wydawało się, że nic z tego nie będzie. Początkowo największe szanse wydawała się mieć Margaret, otwiera się w nowym oknie, ze względu na fizyczne podobieństwo do młodej Villas.
Jak informowały media, producenci zaczęli rozważać kandydaturę Michaliny Olszańskiej, otwiera się w nowym oknie i Nataszy Urbańskiej, otwiera się w nowym oknie, jednak ostatecznie wybór padł na Sandrę Drzymalską, otwiera się w nowym oknie.
Reżyserii podjęła się Karolina Bielawska, w porozumieniu z Krzysztofem Gospodarkiem i jego żoną, Małgorzatą, która jest współautorką scenariusza
Zdaniem Tomasza Raczka, otwiera się w nowym oknie, bliska współpraca z rodziną bohaterki, niekoniecznie wyszła produkcji na dobre. Jak napisał w krótkiej recenzji, zamieszczonej na portalu filmowym:
"Perspektywa syna, który przez całe życie nie rozumiał matki aż wreszcie został przez nią wydziedziczony, jest najgorszą możliwą perspektywą. (...) Violetta nawet po śmierci nie ma szczęścia".
Sandra Drzymalska początkowo nie chciała grać Villas
Komplementy zbiera za to odtwórczyni głównej roli. Nie brakuje opinii, że Sandra Drzymalska wreszcie dostała rolę na miarę swojego niezwykłego talentu.
Ona sama, jak wyznała podczas konferencji prasowej na 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdy otrzymała tę propozycję po raz pierwszy, nie czuła się emocjonalnie gotowa:
"Miałam 22 lata. I teraz sobie myślę, że miałam niezły tupet, odmawiając tej roli. Nie czułam w tamtym momencie, że jestem na to gotowa. Projekt wrócił do mnie po paru latach z nowym producentem, nowym scenariuszem i wtedy stwierdziłam, że to jest ten moment".
Sandra Drzymalska błyszczy w filmie o Villas
Przygotowania do nakręcenia filmu o Violetcie Villas trwały 10 lat. Kiedy Drzymalska po raz drugi dostała szansę wcielenia się w legendarną artystkę, była już po trzydziestce i uznała, że, mimo obaw, warto zaryzykować:
"To, co jest dla mnie najważniejsze, będę teraz bardzo szczera, to ja na początku po pierwsze bardzo się bałam. Po drugie nie byłam pewna. A po trzecie bardzo się borykałam z tym, czy ta rola na pewno jest dla mnie. Z biegiem czasu zaczęłam ją traktować z ogromną czułością i wrażliwością, i zaczęłam się z nią zaprzyjaźniać. Oddałam jej bardzo dużą część siebie. I to nie było łatwe. Zorientowałam się dopiero po zdjęciach, że ten proces był dla mnie bardzo wyczerpujący i trudny".
Zobacz też:
Sceny na festiwalu filmowym w Gdynii. Sandra Drzymalska zalała się łzami, otwiera się w nowym oknie








