Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Roman Polański ma ogromne marzenie. Chce pojechać na grób żony i dziecka

Roman Polański (83 l.) pragnie ostatni raz w spokoju pożegnać się z żoną. Bardzo chciałby odwiedzić grób, w którym spoczywają ciała ukochanej i ich nienarodzonego dziecka. Czy uda mu się spełnić to marzenie?

Roman Polański jest ścigany w USA od niemal czterdziestu lat. Wszystko za sprawą seksu z nieletnią. W 1978 roku reżyser został oskarżony o zgwałcenie 13-letniej wówczas Samanthy Geimer. 

Reklama

Polański zawarł ugodę z amerykańską prokuraturą. Sąd pozwolił mu wówczas na dokończenie filmu w USA. Jednak przed ogłoszeniem wyroku uciekł do Paryża, bojąc się wyroku skazującego. W 2009 roku, po zatrzymaniu go w Szwajcarii, był bliski ekstradycji, ale kolejny raz mu się udało. 

Mimo to wciąż myśli o powrocie do Ameryki! Choć w USA grozi mu aresztowanie, nadal chce tam polecieć. Ma ku temu wyjątkowy powód.

- Proszę, żeby sąd zrobił to dla mnie, przez litość dla mnie - powiedziała niedawno w sądzie w Los Angeles, 54-letnia dziś Samantha Geimer, na kolejnej rozprawie dotyczącej Polańskiego. 

Kobieta twierdzi, że nie chce skazywać na więzienie reżysera, a koniec procesu byłby dla niej prawdziwym "aktem litości". - Proszę, aby sąd zrobił to dla mnie, przez litość dla mojej osoby - mówiła Geimer. 

Dodała przy tym, że nie prosi o zakończenie sprawy przez wzgląd na samego Romana Polańskiego, ale na sprawiedliwość. - Proszę, aby sąd rozważył rozwiązanie tej sprawy bez skazywania na więzienie 83-letniego mężczyzny - dodała. 

Samantha Geimer już wcześniej wyznała, że dawno wybaczyła reżyserowi zdarzenie sprzed 40. lat. W odpowiedzi sędzia Scott Gordon obiecał, że rozważy jej prośbę. Jeśli sąd w Los Angeles ewentualnie przychyliłby się do niej Polański, który mieszka we Francji i Szwajcarii, mógłby wjechać do USA. 

Reżyser ma bowiem świadomość powolnego schyłku swojego życia. Dlatego chciałby jeszcze raz polecieć za ocean. 

W 1968 roku Polański wziął ślub z amerykańską aktorką i modelką Sharon Tate, którą poznał na planie filmu "Nieustraszeni pogromcy wampirów". Był wtedy u szczytu kariery. Ślub z Sharon Tate odbył się w styczniu 1968 roku w Londynie. Oboje zamieszkali jednak w Los Angeles. 

W 1969 roku Sharon Tate była w ciąży. Miało to być pierwsze dziecko 36-letniego wówczas reżysera (jego pierwsze małżeństwo z Barbarą Kwiatkowską-Lass rozpadło się w 1962 roku i było bezdzietne). Polański pracował wówczas w Londynie. W wakacje Sharon Tate, będąca już w zaawansowanej ciąży, wróciła do USA. 

8 sierpnia, tuż po północy, grupa osób związanych z bandą Charlesa Mansona włamała się do willi Polańskich w Beverly Hills. Tate i jej przyjaciele zostali związani i okrutnie torturowani. W wyniku odniesionych obrażeń zadanych nożem Tate, będąca w ósmym miesiącu ciąży, zmarła. 

Po śmierci żony Polański przeżył załamanie nerwowe. Jedyną nadzieję widział w produkcji nowych filmów. Był samotny.Czuł się opuszczony i nie potrafił otworzyć się na nowy związek. Miłość znalazł dopiero pod koniec lat 90. W 1989 roku ożenił się z francuską aktorką Emmanuelle Seigner (50 l.), z którą ma dwoje dzieci: córkę Morgane (24 l.) i syna Elvisa (19 l.). 

Ale nadal ma jedno wielkie pragnienie.Adwokaci reżysera nie kryją, że Polański chce osobiście odwiedzić grób Sharon Tate i ich nienarodzonego syna Jaya Sebringa. I powspominać historię burzliwego związku, który dekady temu rozgrzewał gazety. Chce to jednak zrobić w spokoju i ciszy. 

To jest obecnie jego najważniejsze wyzwanie oraz pragnienie. Pozwoliłoby mu to pogodzić się z demonami przeszłości, ale też w spokoju przygotowywać się do końca własnej drogi. 

- Nawet po czterdziestu latach trudno jest pisać o Sharon. Nie można oczywiście sobie wyobrazić, co by było, gdyby żyła, ale ta książka pozwala mi pamiętać o tym, jak było - napisał Roman Polański o swojej żonie w przedmowie do książki "Sharon Tate: Recollection", która ukazała się trzy lata temu w 45. rocznicę śmierci Tate, a którą napisała siostra zmarłej aktorki Debra Tate.

Na grobie żony Polański chciałby jeszcze raz przypomnieć sobie czas swojej "wielkiej miłości". To jest niczym spełnienie własnego testamentu. Bez tego trudno będzie zaznać mu spokoju.

Dowiedz się więcej na temat: Roman Polański

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje