Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Robert Gonera wychodzi na prostą! Z pomocą przyszła była żona!

Po kilku chudych latach i prywatnie, i zawodowo, aktor wychodzi z impasu. W tygodniku "Na Żywo" czytamy, ze spora w tym zasługa pierwszej żony aktora, która bardzo go wspiera.

Od jakiegoś czasu wiele osób go pyta, czy przeprowadzi się do Warszawy. Odkąd gruchnęła wieść, że Robert Gonera (47) zagra w nowym serialu TVN i nie będzie to tylko epizod, aktor sam zastanawiał się nad wynajęciem kawalerki w stolicy. Ostatecznie jednak nie podjął takiej decyzji.

Reklama

"Tam, gdzie będzie stała praca, będę i ja. Ale moim domem cały czas jest Wrocław. Tutaj mieszkają synowie, których kocham i chciałbym bardziej uczestniczyć w ich wychowaniu" – mówi „Na żywo” Gonera. 

Wielu przyjezdnych aktorów nocuje w hotelach i jeśli tylko będzie go na to stać, też skorzysta z takiej możliwości. Tym bardziej, że jeszcze we wrześniu mają ruszyć zdjęcia do serialu „Belle epoque”, w którym Robert dostał znaczącą rolę. 

W październiku z kolei będzie go można zobaczyć w głośnej produkcji Canal+ „Belfer”. Z powrotu Roberta do aktorstwa cieszy się jego pierwsza żona Jolanta Fraszyńska (47 l.), która, jak dowiedział się tygodnik, bardzo pomagała mu wyjść z impasu.

Polecała go producentom

Po tym, jak dziewięć lat temu gwiazdor przeszedł załamanie nerwowe i trafił do szpitala psychiatrycznego w czasie kręcenia zdjęć do serialu „Determinator”, producenci nagle przestali do niego dzwonić z propozycjami ról. Kilka lat później na aktora spadł kolejny cios – zmarł na raka jego ukochany ojciec.

Kryzys zaczął trapić także małżeństwo Roberta z Karoliną Wolską. Małżonkowie zwrócili się po pomoc do fachowców i poszli na terapię małżeńską, ale Karolina nie miała już siły walczyć o ten związek i w 2012 r. doszło do rozwodu.

Robert honorowo zostawił byłej żonie i synom: Teodorowi (12 l.) i Leonardowi (8 l.) dom we Wrocławiu.

A że coraz mniej grał, szybko okazało się, że nie ma pieniędzy na wynajęcie lokum. Pomieszkiwał w samochodzie, by obniżyć koszty utrzymania, zrezygnował nawet z telefonu komórkowego. 

Z pomocą przyszła mu Jolanta Fraszyńska, matka jego dorosłej już córki Anastazji (26 l.). To ona kontaktowała Gonerę z producentami, informowała o wszelkich castingach.

"Jola nie chciała, by ojciec jej dziecka przymierał głodem. Obiecała Nastce, że do tego nie dopuści. Bo przecież Robert już miewał takie dni, że wręcz był bezdomny" – zdradza znajoma Fraszyńskiej.

Sam Gonera w najnowszym wywiadzie to potwierdza. 

"Córka martwiła się, gdzie jestem i co się ze mną dzieje" – wyznaje.

Propozycja z TVN-u przyszła w idealnym momencie. Robert doszedł do siebie po rozwodzie, a ostatnie wakacje spędził z synami, co niedawno wydawało się niemożliwe. 

Teraz wraca do zawodu.  W najnowszym, kostiumowym serialu zagra sympatycznego, choć pełnego tajemnic antykwariusza. 

"Od piętnastu lat pracuję bez stałej umowy i marzę o stabilizacji" – mówi.

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Robert Gonera

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje