Reklama

Reklama

Reklama

Robert Gonera nadal bezdomny! "Tuła się to tu, to tam"

Wydawało się, że Robert Gonera (46 l.) wreszcie staje na nogi. Tymczasem aktor nadal nie ma gdzie mieszkać i z czego żyć.

Jeszcze kilka lat temu był rozchwytywany. Pamiętna rola w "Długu", za którą został wyróżniony Polską Nagrodą Filmową Orzeł, sprawiła, że nie schodził z planu zdjęciowego.

Przystojny, o ogromnym talencie, zagrał w wielu filmach i serialach. Jednak wrażliwość, która pomaga w artystycznej kreacji, w pewnym momencie stała się źródłem jego problemów.

W 2007 roku podczas zdjęć do serialu "Determinator" przeszedł załamanie nerwowe. Potem zaczęło się sypać jego życie prywatne, co skończyło się rozwodem.

Reklama

Od tego czasu nie może stanąć na nogi. Właśnie mija rok od słynnego wywiadu, jakiego udzielił "Newsweekowi". Aktor przyznał w nim, że otarł się o bezdomność, pomieszkiwał w samochodzie oraz imał się pracy fizycznej, żeby przeżyć. Co się z nim obecnie dzieje?

Czytaj dalej na następnej stronie...

- Robert nigdzie na stałe nie mieszka. Tuła się to tu, to tam - zdradza "Dobremu Tygodniowi" jego znajomy.

Odwiedza rodzinny dom w Twardogórze, gdzie mieszka mama i brat aktora, bywa we Wrocławiu i w Warszawie.

Nie najlepiej radzi sobie finansowo. Nadal nie ma pewnego źródła dochodu. Kilka miesięcy temu cieszył się, że zaczął wreszcie dostawać poważne zawodowe oferty.

- Pojawiły się propozycje konkretnej pracy. Prawdopodobnie podejmę się komediowych występów w teatrze. Wieczorem będę dłubał swoje projekty. Za dnia będę bawił publiczność na deskach teatru - mówił z nadzieją.

Radość okazała się jednak przedwczesna. Z teatralnych planów niewiele wyszło. Wprawdzie Robert zagrał ostatnio w nowym serialu dla niemieckiej telewizji, jednak rola w "Telefonie 110" była epizodyczna.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Aktor próbuje pisać scenariusze, robi adaptacje sztuk dla teatrów, ale w większości jego teksty trafiają do szuflady.

Bliscy są poważnie zaniepokojeni jego stanem, ponieważ trudna sytuacja życiowa wyraźnie odbija się na kondycji psychicznej.

- Robert zamyka się w sobie - mówią nam osoby z jego otoczenia.

Problemy aktora zaczęły się w 2012 roku, po rozwodzie z Karoliną Wolską. W tym samym czasie Gonera pożegnał ojca, który umarł na raka.

W wyniku rozstania z żoną stracił mieszkanie w centrum Wrocławia. Została w nim Karolina z dwoma ich synami Teodorem (11) i Leonardem (7). O dzieci aktor walczył wytrwale.

Początkowo miał z chłopcami utrudniony kontakt, ale teraz widuje się z nimi częściej. Bardzo ich kocha. To dla nich stara się trzymać w pionie.

- Byli razem na ostatnich wakacjach. Ponad dwa tygodnie. Odwiedził też dzieci w drugi dzień Bożego Narodzenia - mówi "Dobremu Tygodniowi" były teść aktora, Stanisław Wolski.

Przyznaje również, że nie widział go od ponad dwóch lat.

- Prowadzimy osobne życie, chcemy, żeby skończyło się piekło. Proszę uszanować nasz mir domowy. Trzeba chronić dzieci - podkreśla Stanisław Wolski.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Zaniepokojona sytuacją jest również pierwsza żona Roberta, Jolanta Fraszyńska (47).

Para ma dorosłą już córkę Nastazję Gonerę (25). Obie z zatroskaniem patrzą, jak bliska im osoba zmaga się z trudnościami.

To właśnie dzięki zaangażowaniu pierwszej żony aktor rok temu dowiedział się o wielu castingach. Jolanta nieustannie prosi znajomych reżyserów, by dali Robertowi szansę.

Często dzwonią do niego z córką i podtrzymują na duchu. Robert nie chce się nad sobą użalać i być dla najbliższych ciężarem.

Nie poddaje się, wciąż chodzi na zdjęcia próbne, gra nawet małe role, pisze i liczy na to, że jego teksty znajdą wkrótce nabywców.

- Wszystko jest w porządku. Mam teraz bardzo dobry czas i nadzieję, że coś z tego mojego pisania wyjdzie - mówi aktor "Dobremu Tygodniowi".

Były teść aktora nie ma wątpliwości: praca jest najlepszą terapią!

Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Robert Gonera

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy