Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert Gawliński: Synowie sprawili, że zwolnił tempo

Choć synowie lidera Wilków są już dorośli, ani myślą opuszczać rodzinne gniazdo. Duża w tym zasługa ich ojca. Czym sobie zaskarbił ich sympatię?

Synowie Roberta Gawlińskiego (52 l.), 23-letnie bliźniaki Benjamin i Emanuel, podobni są do ojca jak dwie krople wody - to samo uwodzicielskie spojrzenie, ta sama burza włosów. Czy na tym podobieństwa się kończą? Wciąż pamięta uczucie szczęścia, gdy jego żona Monika powiedziała mu że jest w ciąży. Po USG radość ustąpiła miejsca... załamaniu.

Reklama

- Okazało się, że urodzą się bliźniaki. Myślałem same okropne rzeczy: "O k..., dwa wózki, dwa rowerki, dwa samochody... Czy ja w ogóle dam radę?" - żalił się w "Twoim Stylu" wokalista. Po narodzinach Monika zajęła się chłopcami, Robert zarabianiem na rodzinę. Dużo wyjeżdżał, koncertował i korzystał z uciech. - Były lata, kiedy paliłem sporo marihuany. Pamiętam, kiedy nagrywałem pierwszą płytę, moje życie było jedną wielką imprezą - opowiedział Gawliński.

Przyznaje, że mógł zejść na manowce, ale powroty do wrzeszczących maluchów i domu pachnącego mlekiem zaczęły mu się podobać. Synowie sprawili, że zwolnił tempo, częściej bywał z rodziną, interesował się tym, co robią Benio i Emi. Wspólnie spędzone chwile powoli procentowały. Z czasem, gdy zaczęli dorastać, stał się ich przyjacielem.

Nie krzyczał, nie groził palcem, nie nakazywał. - Nigdy nie oszukiwałem synów, że jestem lepszy od nich - wyznał artysta. W ich domu nie było tematów tabu. Rozmawiał z nimi o wszystkim: o dziewczynach, seksie, narkotykach. Gdy byli nastolatkami i poprosili go o sziszę, zgodził się. - Paliliśmy cały dzień. Cud, że nie skończyło się torsjami - śmieje się piosenkarz. Pierwszego papierosa też spróbowali w domu.

- Uważam, że to dobry model wychowawczy. Widziałem, jak to wygląda u moich kumpli, którzy kryli się po śmietnikach i piwnicach. Zawsze zazdrościli mi starych - opowiada o eksperymentach Benjamin. Robert uważa, że reakcja rodzica jest bardzo ważna. - Moja mama, gdy wracałem pijany nad ranem, histeryzowała. A ja robię synowi miętę i zimny okład na czoło. Klepię go po plecach i mówię: "Jutro będzie lepiej" - opowiada wokalista.

Dla Roberta ważne jest, by chłopcy czuli, że mają w nim oparcie. - Rodzice nauczyli nas, że wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba znać umiar - dodaje Benio, który od niedawna jest gitarzystą Wilków. - Wykorzystujemy go w zespole na 200 procent, ale nie płacimy mu pełnej stawki - zdradził "Na żywo" Gawliński senior. I dodał: "Wolałbym, żeby skończył grafikę komputerową, którą zaczął i przerwał". Jego drugi syn, Emanuel uczy się na AWF-ie. Wokalista liczy, że po studiach będzie pracował w swoim zawodzie.

Otwartość, szczerość i zaufanie to podstawa ich wzajemnych relacji. Synowie nie opuścili rodzinnego gniazda i nie zamierzają tego robić. - Lubię mieć rodziców przy sobie - śmieje się Benio.

***

Zobacz więcej materiałów z życia celebrytów

Dowiedz się więcej na temat: Robert Gawliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje