Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Richardson: Wolałam nieszpory od kolegów

Monika Richardson w czasach szkolnych sama zrywała się z łóżka o świcie i biegała do kościoła na jutrznie i roraty. Co na to jej rówieśnicy?

- Moi koledzy przesiadywali na ławkach z butelkami piwa. Papierosy, przekleństwa. Ja, z opozycyjnego, inteligenckiego domu, w którym obok lektur czytałam gazetki podziemia próbowałam ich nawracać.- wspomina dziś gwiazda.

Reklama

Jak sama wyznaje, był to jej sposób na bunt przeciw otoczeniu:

- Zaczęłam żyć w kontrze. Wybrałam najlepsze liceum i rozpoczęłam krucjatę, walkę ze światem bez wartości, zaczęłam chodzić do kościoła. Znajomi mamy mówili, że powinnam trochę wyluzować, ale na podwórku nie byłam sekowana za to, że zamiast przesiadywać na ławce, idę na nieszpory - zdradza.

-Pod koniec lat 80. powrót do Kościoła był dość powszechny. A ja w wierze szukałam autorytetu, punktu odniesienia. Z czasem utraciłam wiarę, którą miałam jako nastolatka, ale dobrze wspominam tamten czas, pomógł mi dojrzeć. - wyznaje prezenterka.

Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że nowi pracodawcy dziennikarki są z niej bardzo zadowoleni. W przeciwnym razie, z podobnymi wspomnieniami Monika Richardson będzie musiała szukać pracy... w jednej z katolickich rozgłośni!

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Monika Richardson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »