Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przybylska: Stroiłam fochy

To, czym tak hojnie obdarował ją los, teraz oddaje innym. Nie zawsze jednak tak było...

Anna Przybylska, choć o tym nie opowiada, od wielu lat czynnie angażuje się w działania Fundacji Spełnionych Marzeń, która jest organizatorem Onko-Olimpiady - zajmuje się także wspieraniem rodzin, których dzieci walczą z chorobami nowotworowymi i jest częstym gościem szpitalnych oddziałów dziecięcych.

Reklama

"Pomysł, aby zorganizować zawody dla dzieci, które wiele wycierpiały, walcząc z nowotworami, to wspaniała idea. Kiedy patrzę na roześmiane twarze zawodników, wiem, że robimy dla nich dużo dobrego" - wyznała podczas uroczystego otwarcia igrzysk dla dzieci.

Wzruszenie, które towarzyszyło tej chwili, nie dziwi. Ania jest przecież wspaniałą mamą Oliwii (10), Szymona (8) i rocznego Jasia. Odkąd przyszły na świat, bezpowrotnie skończył się czas, gdy myślała tylko i wyłącznie o sobie...

"Stroiłam fochy. Zachowywałam się jak gówniara, cudowne dziecko, któremu wszyscy powinni ustępować" - przyznała w jednym z wywiadów. Życiowe decyzje także podejmowała pod wpływem impulsu. Zmieniała narzeczonych, wyprowadzała się z rodzinnego domu, pospiesznie wyszła za mąż, by za chwilę się rozwieść. Wszystko się zmieniło, gdy związała się z piłkarzem Jarosławem Bieniukiem (33).

Teraz jest szczęśliwa. "Życie to sinusoida złych i dobrych rzeczy, a trójka dzieci oznacza, że trzeba zrezygnować z kolacji przy świecach, z romantyzmu we dwoje. Myślę sobie jednak: Anka, nie narzekaj. Byłam dziś na masażu w przychodni, do której przychodzi starsza pani, mająca męża przykutego do łóżka i dwóch synów chorych na stwardnienie rozsiane. Robi zakupy i gotuje trzy różne posiłki, dla każdego coś innego, leczy się państwowo, bo ciągle brakuje pieniędzy. Takie sytuacje uczą pokory" - mówi Przybylska.

Aktorka starannie czyta dziś scenariusze, czasem któryś wybierze i wróci na plan filmowy, czasem założy wytworną suknię i przejdzie się po czerwonym dywanie. Wreszcie uświetni swoją obecnością jakieś wydarzenie, jak choćby otwarcie letniego kina na molo w Sopocie, gdzie odebrała Diamentowego Klapsa.

Mimo że była chora - zaraziła się od dzieci anginą - nie zawiodła. Dzisiaj wie, co jest dla niej najważniejsze. Zamiast zapominać się w życiu towarzyskim, woli spędzać wolny czas ze swoimi pociechami i ukochanym.

"Troje dzieci to wcale nie jest za dużo. Jak już raz się zacznie, jak się posmakuje macierzyństwa, trudno z niego zrezygnować" - przekonuje. Niektórzy podziwiają ją za to, że przez lata żyła na walizkach, przemieszczając się za swym partnerem z miasta do miasta, a nawet z kraju do kraju. Stworzenie prawdziwego domu, w którym wartości rodzinne są priorytetem, wymagało od niej wielkiego wysiłku, dyscypliny i rezygnacji z zawodowych ambicji.

Ona jednak potrafiła tego dokonać. I nie żałuje poświęceń! "Życie przypomina czasem loterię fantową. Mi udało się po prostu wyciągnąć szczęśliwy los" - podkreśla. Od niedawna znów mieszka z najbliższymi nad Bałtykiem. Jarosław Bieniuk podpisał kontrakt z piłkarskim klubem Lechia Gdańsk.

36/2012

Dowiedz się więcej na temat: Anna Przybylska | dzieci | żona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje