Lewandowski postawił stopę w Chicago. U jego boku zabrakło Ani
Miesiącami rozprawiano o przyszłości Roberta Lewandowskiego. Wszyscy zastanawiali się, do jakiego klubu - po rozstaniu z FC Barceloną - trafi teraz światowej sławy piłkarz. Krążyły na ten temat najróżniejsze plotki, ale w końcu się potwierdziło: "Lewy" dołącza do drużyny z Chicago.
37-latek właśnie dotarł za ocean, a fakt ten został skrzętnie odnotowany przez światowe media. Niektórzy zwracali uwagę, że jego powitanie nie było tak huczne, jak można byłoby się spodziewać. Na krótkim filmiku opublikowanym w sieci widać tylko moment spotkania z trenerem na lotnisku i wycinek z początku pierwszego treningu.
Sprawę pogorszył fakt, że mężowi nie towarzyszyła w tym ważnym dla niego momencie Anna Lewandowska, przez co w internecie wylała się na nią fala krytyki. Influencerka nie daje sobie jednak w kaszę dmuchać. Jednym ruchem dała znać, co o tym wszystkim sądzi.
Tak Lewandowska odpłaciła się krytykom. Wprost dała znać, co o tym sądzi
W tym samym czasie, gdy Lewandowski oswajał się z nowym miejscem pracy, jego ukochana szalała na koncercie w Warszawie. Wydaje się, że we wtorek, 14 lipca całe miasto żyło występem światowej gwiazdy, Bad Bunny'ego, pojawiło się na nim bowiem wiele znanych osób, które skrupulatnie relacjonowały wszystko w social mediach.
Ania pokazała na Instagramie, jak pląsa pod samą sceną w towarzystwie znajomych. W sieci aż zawrzało od komentarzy. Niektórzy nie omieszkali skrytykować fitnesserki za to, że nie wspiera partnera w rozpoczęciu nowego rozdziału w karierze.
Kobieta nie zamierzała milczeć. Choć sama nie wypowiedziała się otwarcie na ten temat, to udostępnione przez nią opinie innych mówią wszystko.
Lewandowska podlinkowała na InstaStories artykuł z serwisu Kobieta.wp.pl o wymownym tytule "Dlaczego niezależność Lewandowskiej tak was w oczy kole?". Opublikowała też kilka screenów wspierających wiadomości prywatnych, które otrzymała od obserwatorek.
"Dorosły mężczyzna nie potrzebuje, żeby żona odprowadzała go pierwszego dnia do nowej pracy. Co to w ogóle za standardy... Pani Aniu, całym sercem popieram Pani niezależność i podziwiam, jak wspaniale i z gracją znosi Pani te (...) [komentarze - przyp. aut.]" - pisała jedna z nich.
Lewandowska dawno nie była tak szczera. Ale nie wszyscy rozumieją, z czym się mierzy
Nie jest tajemnicą, że nowa praca "Lewego" oznacza dla całej jego rodziny przeprowadzkę i konieczność ponownego odnalezienia się w zupełnie innych warunkach. Ania nie ukrywa, że takie zmiany sporo ją kosztują.
"Ostatnie tygodnie to dla mnie rollercoaster skrajnych emocji. Barcelona stała się moim domem. Moim bezpiecznym miejscem, które pokochałam całym sercem. Myśl o tym, że znowu muszę się spakować, zostawić to, co zbudowałam, i zacząć trochę od nowa, po prostu mnie przeraża. (...) Jako kobieta mam prawo czuć lęk. Mam prawo czuć się przytłoczona i nie będę udawać, że jest inaczej" - przekazała w sieci.
Również i to szczere wyzwanie spotkało się z mieszanym przyjęciem. Jedni rozumieli obawy Lewandowskiej, inni natomiast uznali, że niepotrzebnie dramatyzuje i z uwagi na jej uprzywilejowaną pozycję nie ma prawa na nic narzekać.

Zobacz też:
Lewandowską oparła swoją karierę na solidnych podstawach. Takie ma dyplomy








