Przejdź na stronę główną Interia.pl

Piotr Kraśko: Jak poradził sobie z tęsknotą za żoną?

Jajecznica dla wszystkich na śniadanie. Od tego często zaczynał dzień podczas rozłąki z żoną. – Mężczyzna lubi ponarzekać, że mu ciężko. Ale to kobieta nie może wziąć dnia wolnego – mówi.

Sam namawiał żonę, o której mówi pieszczotliwie "Malina", na wyjazd i udział w programie "Agent - Gwiazdy 3", nagrywanym w Hongkongu i na Bali. Chciał, żeby zrobiła coś tylko dla siebie. Ale gdy już doszło co do czego, pojawiła się tęsknota. Za nią. O czasie, gdy pozostał z dziećmi w domu oraz codziennym rodzicielstwie, opowiada tygodnikowi "Świat i ludzie" podczas gali komercyjnej stacji tv. W zgiełku, wśród dziesiątek dziennikarzy i fotografów oraz gwiazd i celebrytów, zwraca uwagę jego spokój, uprzejmość, uśmiech. Kiedyś powiedziałoby się: przedwojenny dżentelmen.

Reklama

Żona wyjechała na drugi koniec świata. pan został z dziećmi. Jak udało się przetrwać?

Dla mnie doświadczenie pozostania z trójką dzieci było bezcenne. Chociaż, oczywiście, miałem też pomoc. Generalnie jednak czułem, że odpowiedzialność jest na moich barkach. Ten czas sprawił, że jeszcze bardziej podziwiam moją kochaną żonę, która jest wspaniałą, najlepszą matką świata.

Ile czasu trwało to doświadczenie? Dwa, trzy, cztery tygodnie?

Tego akurat nie mogę powiedzieć. Trochę za dużo bym zdradził.

Pewnie wystarczająco długo...

W takich sytuacjach zdarza się, że czas liczy się w godzinach.

W minutach...

Też. Dlatego złości mnie, gdy słyszę jak jakiś mężczyzna mówi: "Moja żona nie pracuje, siedzi w domu z dziećmi". Myślę wtedy: "To, cwaniaczku, zostań na cały dzień z dwójką, trójką dzieci. Sam. A najlepiej na tydzień".

Córka jest jeszcze bardzo mała, dał pan radę?

Chłopcy, Aleksander i Konstanty, są już dosyć duzi, bo mają 11 i 9 lat. A Lara ma dwa lata. I jest najcudowniejszym małym dzieckiem, jakie w życiu widziałem! Ona zasypia uśmiechnięta i budzi się uśmiechnięta. Jej bracia byli w szkole, a my z Larą mieliśmy sporo czasu dla siebie.

Czym pana ostatnio zaskoczyła?

Powiedziała pierwsze zdanie w swoim życiu. Jest taki wspaniały film animowany dla dzieci "Kraina lodu", a w nim piosenka "Mam tę moc". Lara ją usłyszała i od tej pory cały czas chodziła po domu i mówiła: "Mam tę moc". Proszę sobie wyobrazić: chodzi taka dwulatka, blondyneczka i powtarza, że ma tę moc.

Córeczka tatusia?

Codziennie z Maliną jesteśmy zaskoczeni jaki wspaniały ma charakter. Jak jest cudownym małym człowieczkiem. To jest nieprawdopodobne, że tyle w życiu można się uśmiechać.

A co lubi pan najbardziej robić z synami?

Uwielbiam chodzić z nimi na mecze piłki nożnej. To takie nasze wspólne wyjście. Albo oglądamy razem ligę mistrzów.

Podczas rozgrywek na stadionie kibicujecie Legii?

Tak, Legii Warszawa. I byliśmy wiele razy na jej meczach. Kiedyś starszy syn trochę zachorował i poszliśmy tylko we dwóch, z młodszym. To był mecz towarzyski naszej reprezentacji. Syn był bardzo zaskoczony faktem, że doping na meczu reprezentacji narodowej jest nijaki w porównaniu z tym na meczach ligowych, zwłaszcza na Legii. W pewnym momencie na boisko wszedł jako zmiennik Artur Jędrzejczyk, który na co dzień gra właśnie w Legii. Patrzę... syn nagle wstaje, wyciąga klubowy szalik i intonuje na cały głos: "Leeegiooonista!". Dookoła ludzie się odwracają: "Proszę pana, ale może trochę spokojniej, trochę ciszej...". Tymczasem syn był szczęśliwy, że wreszcie jego ulubiony gracz wyszedł na boisko. I że może się zachować w końcu jak kibic Legii prawdziwy.

A tak na co dzień?

Druga sytuacja, którą kocham z dziećmi, to jest odrabianie historii. Na razie jesteśmy oczywiście na etapie pierwszych Piastów, ale oni to uwielbiają. Przepadają też za opowieściami o wojnach, przerobiliśmy ich więc sporo, zwłaszcza, gdy dużo jeździmy samochodem. Tak więc przerobiliśmy już wojny, w których udział brała Polska, wojnę secesyjną i wszystkie wojny, które toczyli Amerykanie i w Europie, i w Azji. Takie historie też są wspaniałe.

Jakim pan jest tatą? Wymagającym? Pobłażliwym? Czyli: dobrym czy złym policjantem?

My często z żoną zamieniamy się rolami. To zależy od sytuacji. Myślę, że bycie rodzicem, zwłaszcza więcej niż jednego dziecka, to jest niezwykłe doświadczenie, bo każde dziecko jest inne. Jedno jest na przykład bardzo nieśmiałe, a drugie bardzo śmiałe. Jedno jest otwarte, a drugie zamknięte. Jedno w danej sytuacji będzie się cieszyło, a drugie smuciło. A metoda wychowawcza, która działała ze starszym, nie musi się sprawdzać z młodszym, a tym bardziej z młodszą siostrą. Myślę, że każdy z nas, rodziców, ma codziennie wiele wątpliwości. Zastanawia się: może trzeba było być bardziej cierpliwym? A może bardziej stanowczym? Każdego dnia dowiadujemy się czegoś o sobie. I o dzieciach.

Wracając do czasu nieobecności żony, co pan serwował na śniadanie?

Oni na śniadanie są dość monotonni, bo najbardziej lubią jajecznicę albo jajka sadzone. To dość proste.

Miał pan moment kryzysu?

Nie. Ale ja w tym czasie też pracowałem. Tym bardziej patrzę na kobiety z podziwem i składam im głęboki pokłon. Mężczyzna lubi ponarzekać, że mu ciężko, jaki on jest zmęczony, musi wyjechać, odpocząć, iść do pracy... Mężczyzna często idzie do pracy, żeby odpocząć. A kobieta zostaje z dziećmi. I właściwie nie odpoczywa nigdy, nie może wziąć dnia wolnego.

Moment przełomowy, coś co na długo pan zapamięta?

To był moment, gdy Malina pierwszy raz zadzwoniła z podróży. Bo już myślałem, że jej nigdy nie dadzą telefonu. To było niesamowite, bo podczas naszego prawie 10-letniego małżeństwa nigdy nie rozstaliśmy się na tak długo. Gdy się samemu wyjedzie, to jest inaczej. Pamiętam to z pracy - nowa sytuacja, miejsce, ludzie. Ale ci, co zostają w domu, po prostu tęsknią.

Kto miał łzy w oczach?

Wszyscy.

Pan też?

Ja chyba bardziej niż dzieci.

Teraz chyba panu też łezka w oku się kręci.

No właśnie...

To jest miłość.

No tak.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Kraśko

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje