Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Piotr Fronczewski jest pod opieką żony! Kiedyś dotkliwie ją zranił!

Piotr Fronczewski (72 l.) niedawno miał poważne problemy zdrowotne. Teraz może liczyć na pomoc żony, która troskliwie się nim opiekuje po wyjściu ze szpitala. Jednak nie zawsze było między nimi tak kolorowo…

Kilka tygodni temu Piotr Fronczewski świętował 72. urodziny. Był w świetnej formie, śmiał się, żartował. Nikt nie przypuszczał, że niebawem dadzą o sobie znać problemy z sercem. Artysta tuż przed wejściem na scenę Teatru 6. piętro, gdzie gra w spektaklu "Słoneczni chłopcy", zasłabł.

Reklama

Natychmiast wezwano karetkę, która zabrała go do szpitala, gdzie gruntownie go zbadano i wypuszczono do domu. Choć wszystko wyglądało dramatycznie, sytuacja jest już opanowana. Aktor dochodzi do siebie pod okiem troskliwej żony. Piotr jest mężem Ewy od 44 lat. Chętnie wspomina czasy, gdy się poznali. Aktor był wtedy 28-letnim młodzieńcem.

Po śmierci ojca postanowił z mamą sprzedać mieszkanie i kupić dwa mniejsze. Podczas oglądania jednego z nich spotkał Ewę, mieszkankę tego samego budynku, w którym oglądał nowe lokum. Tak zaczęła się ich miłość. Wkrótce pobrali się i powitali na świecie córki - najpierw Kasię, a cztery lata później Magdę.

Ewa zajmowała się domem i dziećmi, chodziła na wywiadówki, odrabiała z nimi lekcje, Piotr zajął się utrzymaniem rodziny i... bujnym życiem towarzyskim.

"Gorzałka była w tym zawodzie zawsze. Ja miałem szczęście. Moja pijacka kariera była dość krótka. Znalazłem azyl w rodzinie. W domu" - pisał w swojej książce "Ja, Fronczewski". 

Niestety, rodzinna sielanka skończyła się siedem lat po ślubie. Aktor wdał się wtedy w romans z 19-letnią aktorką Joanną Pacułą. Utrzymywanie go w tajemnicy okazało się ponad jego siły. Postanowił zrzucić ten ciężar z barków i przyznał się żonie do zdrady. Jakież było jego zdziwienie, kiedy ona zamiast rozwodu dała mu drugą szansę.

"Gdzieś na tych gruzach coś zaczynało się między nami powoli odbudowywać. We mnie narastało miażdżące poczucie winy. Mogłem wszystko stracić. Mając trzydzieści kilka lat, okazałem się gówniarzem" - wyznał targany wyrzutami sumienia.

Na szczęście miał przy sobie mądrą kobietę, która potrafiła mu wybaczać. Niezmiennie trwała u jego boku. Wspierała go w trudach codzienności, odciążała w obowiązkach, gdy zapracowany biegał między teatrem a domem, by opiekować się schorowaną mamą. Dodawała mu sił, kiedy rodzicielka odeszła, a on zamknął się w sobie. Dzięki jej postawie, on też bardzo się zmienił. Docenił, jaki ma skarb.

"Z żoną coraz bardziej zaczęliśmy się szanować, dostrzegać rzeczy, które wcześniej nie były zauważalne i zaczynają tę wspólność budować" - mówił.

Gdy ich córki opuściły rodzinne gniazdo, małżonkowie jeszcze bardziej zbliżyli się do siebie. Piotr może być pewien, że atencji ze strony żony nie będzie mu brakować. Dzięki temu z pewnością szybciej wróci do teatru i na plan serialu "W rytmie serca".

***
Zobacz więcej materiałów wideo: 

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Fronczewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »