Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Patrycja Volny ma szansę na międzynarodową karierę

Pracuje na własne konto, nie jest "córką legendy".

Piękna, utalentowana i poważnie patrząca na życie. Trudno uwierzyć, że Patrycja Volny zamierzała pożegnać się z marzeniami o aktorstwie, gdy na próżno czekała na propozycje ról. Chciała już machnąć ręką na dyplom łódzkiej PWSFTiTT, zająć się wychowaniem córki i uczeniem angielskiego dzieci we francuskiej wsi, gdzie mieszka z mężem.

Reklama

Los jednak się uśmiechnął do aktorki jeszcze przed jej trzydziestymi urodzinami. Dostała rolę w filmie Agnieszki Holland "Pokot". Na planie pokazała, co potrafi i w ciągu kilku miesięcy została zaangażowana w kolejnych trzech międzynarodowych dużych produkcjach.

W czeskim filmie "Zlaty podraz" ("Złoty postęp" lub "Złota zdrada"), który miał premierę w październiku, gra żydowską dziewczynę, osieroconą w czasie wojny i wplątaną w rozgrywki czasów stalinowskich. Polsko-amerykański serial "1983" z jej udziałem jest opowieścią o historii alternatywnej, w której dzięki spiskowi i zamachowi komunizm w Polsce nie upada w latach 80., ale trwa do początku XXI w.

Najnowszy film, w którym gra Patrycja Volny to wchodzący na ekrany "Obywatel Jones". Agnieszka Holland przypomina w nim brytyjskiego dziennikarza Garetha Jonesa, który odkrył przed światem Wielki Głód na Ukrainie, w którego wyniku zmarły miliony ludzi. Prawda, która wielu zabolała Dotychczasowe koleje losu młodej aktorki to już materiał na film.

Córka dziennikarki Ewy Volny i barda "Solidarności" Jacka Kaczmarskiego urodziła się w Monachium, mieszkała w Polsce i Australii. W Polsce przyszło jej zmierzyć się z legendą ojca. Kiedy opowiedziała o toksycznych relacjach w rodzinnym domu, została niemal zatopiona przez falę krytyki. Pytana, czy wyszła z cienia ojca, mówi:

- Właściwie nie muszę z niego wychodzić, bo on był piosenkarzem, a ja jestem aktorką. Ten cień czułam wtedy, kiedy krytykowano mnie w Polsce za "szarganie" jego pamięci. Tak naprawdę jednak na zdaniu tych osób wcale mi nie zależy. To fanatycy.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje